Awans najgorszego szefa dyplomacji. Dlatego jest szkodliwyAwans najgorszego szefa dyplomacji. „Wszystkie diagnozy Sikorskiego okazały się błędne"

Rynsztokowy język Sikorskiego byłby tylko jego prywatną sprawą, gdyby nie to, że wyniósł go do sfery publicznej i wylał na dyplomatycznych salonach
Wszystkie diagnozy Sikorskiego okazały się błędne. Mylił się co do fundamentalnych spraw związanych z bezpieczeństwem, geopolityką, sojuszami.
O Radosławie Sikorskim znów jest głośno. Nie tylko z powodu awansu na wicepremiera i żenującej interwencji w Watykanie, w której domaga się uciszenia biskupów Meringa i Długosza, nikczemnie sugerując, iż nie są obywatelami Polski, a jedynie poddanymi Stolicy Apostolskiej. Nie chodzi też o odwołanie polskiego ambasadora z Węgier i psucie relacji z kolejnym krajem. W mediach obsługujących PO coraz częściej mówi się, iż może on zastąpić Donalda Tuska jako premier. Przypuszczam, że w pewnych okolicznościach mogłoby to się wydarzyć. Po pierwsze, musiałby mieć pewność, że rząd nie upadnie pod ciężarem własnej nieudolności, koalicja się nie rozsypie, nie uformuje się w tej kadencji inna sejmowa większość, bo wtedy zostałby grabarzem PO i jej przyczłapów. Możliwe jest także to, że Sikorski zostaje premierem, doprowadza do przedterminowych wyborów i buduje jedną listę z obecnymi sojusznikami. Może być i tak, że jako człowiek zakochany w sobie uzna, iż taki tytuł przysporzy mu majestatu, bo będzie premierem zupełnie jak Winston Churchill albo książę Wellington Arthur Wellesley.
