ANDRZEJ POTOCKI. Przystojniaczek i jego kamandaANDRZEJ POTOCKI. "OGNIEM NA WPROST". Przystojniaczek i jego kamanda. "Gienek też już swoje odkiwał, będąc skazany za młodu"

Urodził się w 1961 r. Pochodził z inteligenckiej sowieckiej familii. Jego wujem był rosyjski Żyd Jefim Prigożyn, słynny inżynier i specjalista od wydobycia uranu
Gdyby w nazwisku Prigożyn zmienić ostatnią literę z „n” na „j”, wyszedłby po rosyjsku Prigożyj, co po naszemu oznacza przystojniaczka lub sympatycznego.
Ponieważ daleko mu do sympatycznego, pozostańmy przy tym pierwszym – przystojniaczku. Tak więc rajd Gienka Przystojniaczka na Kreml skończył się: dla Władimira P. niesławną ucieczką rządowym samolotem z Moskwy, a dla szefa najemnej bandy otrzymaniem azylu u Baćki Traktorzysty w Mińsku na Białorusi. Powstaje pytanie: kto co uzyskał? Gienek Przystojniaczek nie obalił Szojgu z Gierasimowem, ale zapobiegł likwidacji swojej grupy wagnerowców i wyniósł cało głowę z zadymy. Pokazał, co jest gotów zrobić, a w świecie zeków (kryminalistów), z którego wywodzi się Prigożyn, gotowość do działania udowadnia się działaniem, a nie gadaniem. Gienek też już swoje odkiwał, będąc skazany za młodu na 12 lat kolonii karnej, i teraz wie, co robi. A Putin? Zajął się czystkami w armii i wsadził za kratki gen. Surowikina, byłego dowódcę Połączonej Grupy Wojsk na Ukrainie, jak podaje „The Moscow Times”. Za co? A za to, że poparł bunt Prigożyna. Poza tym pod każdym względem Władimir P. przegrał. Stracił twarz i nikt go już poważnie nie będzie traktować. A Przystojniaczek awansował na szefa ochrony Traktorzysty i kto wie – może zostanie nawet jego następcą. Spełnią się wtedy słowa Juliusza Cezara: „Wolę być pierwszą osobą w zaśmierdłej hiszpańskiej wsi niż drugą w Rzymie”. Chyba że karząca dłoń Władimira P. sięgnie go wcześniej w miejscu azylu.
