ADAMSKI POLECA. Różowa rewolucja w Barbielandzie
ADAMSKI POLECA. Różowa rewolucja w Barbielandzie. "Mattel zarabia kolejne miliony nie tylko na samym filmie"

Gerwig pewną ręką prowadzi akcję, a Rodrigo Prieto doskonale sfotografował plastikowy róż Barbielandu, w którego istnienie uwierzyłem od pierwszej minuty filmu.
Polacy podobnie jak cały świat zakochali się w kinowej opowieści o lalce Barbie. Bardzo szybko od premiery film przekroczył u nas liczbę 1 mln widzów, bijąc na głowę wszystkie premiery br.
Tydzień po premierze światowe wpływy z biletów przekroczyły 800 mln dol. Gdy czytacie ten tekst, stuknęło grubo ponad 1 mld dol. wpływów. Okazuje się, że to nie Tom Cruise z kolejną odsłoną „Mission Impossible” wziął jednoosobowo na barki ponowne ratowanie kin, ale dokonała tego różowa bomba atomowa. „Barbienheimer”, jak sprytnie wydumali spece od PR obu filmów wchodzących tego samego dnia na ekrany, przywrócił nadzieję, że widzowie nie odwrócili się na zawsze od wielkiego ekranu. Różowa bomba atomowa zadziałała, choć pytanie, czy jej podmuch będzie miał pozytywne konsekwencje dla kin, jest otwarte. O ile można zrozumieć, dlaczego „Oppenheimer” Christophera Nolana powinien być oglądany na jak największym ekranie, to już sukces kinowy „Barbie” nie był wcale taki pewny. Jednak kultowa lalka, która od 1959 r. jest obiektem westchnień dziewczynek, nazwiska Margot Robbie i Ryana Goslinga na plakacie oraz znakomita kampania reklamowa zaczarowały widzów niczym magiczny brokat.
