ADAMSKI POLECA. Bokser w koloratceADAMSKI POLECA. Bokser w koloratce. "„Ojciec Stu” to opowieść o zwykłym facecie z robotniczego środowiska"

Czy to tylko magia nazwiska Wahlberga, który wciąż jest jedną z gwiazd Hollywood i nie wycofał się z niego w imię swoich przekonań jak choćby Jim Caviezel i Mel Gibson?
W momencie, gdy przez polskie kina triumfalnie kroczy „Johnny” Daniela Jaroszka (prawie 600 tys. widzów po trzech tygodniach wyświetlania), na platformach VOD po cichu pojawia się inny film o śmiertelnie chorym katolickim księdzu, który wbrew przeciwnościom losu niósł Dobrą Nowinę ludziom dalekim od Kościoła. Warto ten film odszukać. Nie tylko dlatego, że grają w nim dwie wielkie gwiazdy Hollywood.
Gdyby w młodości Stuart Long dowiedział się, że w Hollywood powstanie o nim film, uznałby pewnie, że odniósł sportowy sukces na miarę Rocky’ego Balboa. Long próbował sił w boksie i aktorstwie. W 1986 r. zdobył nawet Złote Rękawice stanu Montana w wadzie ciężkiej. Z ringu wyeliminowała go kontuzja, a w Hollywood znalazło się dla niego miejsce tylko w głupawych reklamach. Choć uczył się na katolickim uniwersytecie Carroll College, to w młodości nie był blisko wiary. Do katolickich kręgów trafił tylko dlatego, że zakochał się w głęboko wierzącej katoliczce i chciał ją najzwyczajniej w świecie poderwać. Ostatecznie poderwało go ku niebu coś innego. W 1992 r. Stu doświadczył koszmarnego wypadku na motocyklu, podczas którego – jak przekonywał – objawiła mu się Maryja. Tak rozpoczęła się droga Longa do przeistoczenia się w ojca Stu.
