Kiedy premier Donald Tusk, zabiegając o poparcie w kampanii wyborczej, obiecywał „walczyć z układami”, mało kto z jego wyborców mógł przypuszczać, że układy właśnie przybiorą nową, elegancką formę – z kancelarią adwokacką w roli pralni i byłą rzecznik Państwowego Zakładu Higieny jako twarzą „niezależnej” ekspertyzy. A jednak.
Historia Anny Deli, którą już interesują się politycy opozycji, nie są tylko klasycznymi „drzwiami obrotowymi”. To coś gorszego. To drzwi, które nigdy się nie zamknęły. Dela, będąc zatrudniona w PZH, zaczęła pisać „odpowiednie” raporty i opinie dla Sejmu. Robiła to w trakcie pełnego etatu jako rzeczniczka Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego. Instytucji, której zadaniem jest chronić Polaków przed zagrożeniami zdrowotnymi, w tym przed nadmiernym spożyciem tytoniu…
Artykuł dostępny wyłącznie dla cyfrowych prenumeratorów
Teraz za 7,90 zł za pierwszy miesiąc uzyskasz dostęp do tego i pozostałych zamkniętych artykułów.
Kliknij i wybierz e-prenumeratę.
Jeżeli masz e-prenumeratę, Zaloguj się
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/tygodniksieci/758294-lewe-uklady-historia-anny-deli-to-cos-gorszego
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.