„Wolność, wolność!” – mieli skandować mieszkańcy 70-tysięcznego miasteczka Morón na wschodzie Kuby. Wszystko zaczęło się po kolejnej, tym razem aż 30-godzinnej przerwie w dostawach prądu. Manifestanci starli się z policją, a następnie przystąpili do szturmu na miejscowy komitet partii komunistycznej. Wdarli się do budynku, próbowali go podpalić, a na koniec wyrzucili z drugiego piętra na ulicę meble i papiery.
Według Cubalex, amerykańskiej organizacji zajmującej się prawami człowieka, liczba protestów na Kubie wzrosła z 31 w styczniu do 60 w lutym i 130 w pierwszej połowie marca. Opór rośnie, bo kraj pogrąża się w zapaści. Brakuje nie tylko energii elektrycznej. Nie ma również lekarstw, nie funkcjonuje komunikacja, śmieci nie są wywożone, a głodowe wynagrodzenia nie wystarczają na zaspokojenie podstawowych potrzeb.…
Artykuł dostępny wyłącznie dla cyfrowych prenumeratorów
Teraz za 7,90 zł za pierwszy miesiąc uzyskasz dostęp do tego i pozostałych zamkniętych artykułów.
Kliknij i wybierz e-prenumeratę.
Jeżeli masz e-prenumeratę, Zaloguj się
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/tygodniksieci/756001-czas-na-zmiane-kursu-30-godzinna-przerwa-w-dostawach-pradu