Kiedy patrzę na to, co się dzieje wokół unijnego systemu handlu emisjami EU ETS, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Bruksela żyje w zupełnie innej rzeczywistości niż my, Polacy. Tam, w gabinetach z widokiem na Place du Luxembourg, Ursula von der Leyen i jej ekipa wciąż powtarzają mantrę o „ratowaniu planety”, dodając coś nieśmiało o „korekcie”. Tymczasem u nas rachunki za prąd rosną, przemysł traci konkurencyjność, a zwykli ludzie zastanawiają się, czy w przyszłym sezonie grzewczym nie będą musieli wybierać między ogrzewaniem a jedzeniem. ETS nie jest abstrakcyjną dyrektywą – to cichy zabójca, który co roku wyciąga z polskiej gospodarki 35 mld zł. A kiedy darmowe uprawnienia się skończą, będzie blisko 48 mld zł. I to wszystko w imię religii klimatycznej, którą sama szefowa Komisji pomyliła z przyrodą.…
Artykuł dostępny wyłącznie dla cyfrowych prenumeratorów
Teraz za 7,90 zł za pierwszy miesiąc uzyskasz dostęp do tego i pozostałych zamkniętych artykułów.
Kliknij i wybierz e-prenumeratę.
Jeżeli masz e-prenumeratę, Zaloguj się
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/tygodniksieci/755997-polski-przemysl-dusi-sie-w-zielonej-petli-wszyscy-mowia-dosc