Mam przesyt futbolu à la Liga Mistrzów plus dwie inne euroligi piłkarskie. Nadmierna podaż zredukowała mój prywatny popyt. Za moich dziecięcych i młodzieńczych lat mecze w europejskich pucharach były świętem. Teraz stały się biznesem. I to na skalę przemysłową. Szmal się zgadza, tylko uroku już brak. Ziewam na kolejne „pojedynki gigantów” na różnych szczeblach. Giganci, owszem, ekonomiczni, ale dla mnie skarlali w wymiarze emocji, przeżywania, radości z meczów.
W coraz większym stopniu mam w nosie starcia biznesowo-sportowych potentatów. Coraz bardziej interesują mnie mecze „maluczkich”. Mniejszy sztafaż, większa pasja. O ileż mniejsza forsa, o ileż – dla mnie – większa radość z gry (i jej oglądania).
Co mnie obchodzi jakaś Chelsea, niby to już bez ruska Romana Abramowicza – przynajmniej…
Artykuł dostępny wyłącznie dla cyfrowych prenumeratorów
Teraz za 7,90 zł za pierwszy miesiąc uzyskasz dostęp do tego i pozostałych zamkniętych artykułów.
Kliknij i wybierz e-prenumeratę.
Jeżeli masz e-prenumeratę, Zaloguj się
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/tygodniksieci/754924-wole-puchar-polski-niz-lige-mistrzow
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.