Leszek Miller jest notorycznym uciekinierem. Z PZPR, z SLD, z socjalizmu i neoliberalizmu, a teraz być może nawet z Unii Europejskiej. To zbieg z politycznych Titaniców, światów, które zniknęły lub zaraz zatoną. Teraz orbituje blisko prawicy.
Absolwent Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR, a potem pracownik Komitetu Centralnego. W końcu lat 80. ub.w. został jednym z jego sekretarzy i współpracowników Mieczysława Rakowskiego. Uczestniczył w obradach okrągłego stołu, a potem został sekretarzem generalnym SdRP – partii założonej za 1,2 mln dol. pożyczonych od KPZR, w czym brał aktywny udział. Był ministrem pracy, szefem MSWiA, w końcu liderem potężnego SLD, które w 2001 r. tryumfalnie zdobyło władzę, a jego wyniosło na stanowisko premiera. Za swój największy sukces uważał wprowadzenie Polski do UE.…
Artykuł dostępny wyłącznie dla cyfrowych prenumeratorów
Teraz za 7,90 zł za pierwszy miesiąc uzyskasz dostęp do tego i pozostałych zamkniętych artykułów.
Kliknij i wybierz e-prenumeratę.
Jeżeli masz e-prenumeratę, Zaloguj się
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/tygodniksieci/754800-uciekinier-z-titanicow-wazne-jest-jak-konczymy