Dwóch 25-latków: Anson Boon („Dobry chłopiec”) i Bartłomiej Deklewa („Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej”). Sądząc po najnowszych rolach, mają w sobie i kinowy pazur, i wrażliwość. I jeszcze niejednym mogą nas zaskoczyć.
Właściwie mogliby się zamienić rolami. Są do siebie podobni. I mają coś niezwykle cennego dla aktorów – umiejętność wiarygodnego wchodzenia w postać. Nie grania, nie kreowania, lecz bycia bohaterem. Osobą, którą stają się przed kamerą, nie „po warunkach”, lecz dzięki szerokiemu spektrum – talentu, empatii, gotowości na zmiany. Na ekranie mogą w pełni być kimś innym niż sobą. Także fizycznie.
Bez hamulców
Kiedy patrzy się na „prywatne” zdjęcia Ansona Boona, aż trudno uwierzyć, że mógł tak wiarygodnie zagrać niepohamowaną współczesną miejską bestię. 19-letniego…
Artykuł dostępny wyłącznie dla cyfrowych prenumeratorów
Teraz za 7,90 zł za pierwszy miesiąc uzyskasz dostęp do tego i pozostałych zamkniętych artykułów.
Kliknij i wybierz e-prenumeratę.
Jeżeli masz e-prenumeratę, Zaloguj się
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/tygodniksieci/754211-swietni-chlopcy-przewrotnosc-i-niejednoznacznosc-dobrze-gra