Polityka potrzebuje wyrazistości – to prawda. Ale wyrazistość bez refleksji szybko zamienia się w autoparodię.
Poseł Przemysław Witek z KO najwyraźniej uznał, że cisza medialna to stan nienaturalny i co jakiś czas trzeba ją przerwać czymś efektownym. Postanowił więc przypomnieć opinii publicznej, że w polityce spontaniczność bywa towarem wysokiego ryzyka. Zapytany w gmachu Sejmu przez twórcę internetowego Mateusza Wiktorowicza o pierwsze skojarzenie z hasłem „Donald Tusk”, odpowiedział bez chwili wahania: „Lider i wielka nadzieja białych”. A gdy konsternacja zawisła w powietrzu ciężej niż sejmowe kotary, nastąpiła próba gaszenia pożaru: że to w cudzysłowie, że chodziło o „wielką nadzieję polskiej demokracji”.
Problem polega na tym, że w polityce pierwsze zdanie ma zwykle większą siłę niż pięć kolejnych wyjaśnień. Mikrofony nie mają funkcji „cofnij”, a internet nie uznaje dopisków drobnym drukiem. Jeśli coś wybrzmiało, to wybrzmiało – i zaczyna żyć własnym życiem.…
Artykuł dostępny wyłącznie dla cyfrowych prenumeratorów
Teraz za 7,90 zł za pierwszy miesiąc uzyskasz dostęp do tego i pozostałych zamkniętych artykułów.
Kliknij i wybierz e-prenumeratę.
Jeżeli masz e-prenumeratę, Zaloguj się
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/tygodniksieci/753679-slowo-szybsze-od-mysli-coz-szkodzi-obiecac