Polskie sporty zimowe jeszcze niedawno były grzebane. Ale Środa Popielcowa zrobiła swoje. Choć wielu z nas weszło w okres postu, polscy sportowcy urządzili nam karnawał.
Kiedy niedawno z melancholią wsłuchiwaliśmy się w cichutko rozbrzmiewającą melodię przeszłości, opłakując cudowną epokę „Królowej Śniegu z Kasiny”, „Orła z Wisły” i „Rakiety z Zębu”, kondycja polskich sportów zimowych wydawała się skuta wieczną zmarzliną. Start Biało-Czerwonych we włoskich igrzyskach otaczała atmosfera przypominająca stypę, na której goście zamiast czarnych garniturów przywdziali albańskie dresy z katalogu globalnego giganta. Ale szybko poznaliśmy japońską sztukę kintsugi, polegającą na spajaniu potłuczonych przedmiotów i podkreślaniu ich pęknięć złotem czy srebrem. Bo przecież pęknięcia to też część historii – i przedmiotów, i ludzi, i narodów. Nasze popękane zimowe ego skutecznie posklejały włoskie medale, same przecież znane ze swojej kruchości.…
Artykuł dostępny wyłącznie dla cyfrowych prenumeratorów
Teraz za 7,90 zł za pierwszy miesiąc uzyskasz dostęp do tego i pozostałych zamkniętych artykułów.
Kliknij i wybierz e-prenumeratę.
Jeżeli masz e-prenumeratę, Zaloguj się
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/tygodniksieci/753655-kintsugi-po-polsku-tomasiak-dolaczyl-do-elitarnego-grona