„Taśma! To boli” – krzyczał rozemocjonowany Bohdan Tomaszewski, legendarny sprawozdawca sportowy, podczas finału turnieju Masters 1976 między naszym Wojciechem Fibakiem a Hiszpanem Manuelem Orantesem, gdy Polak trafił w siatkę. Miałem szczęście znać pana Bohdana. Darzył mnie, maniaka sportu, sympatią. Służył w AK, walczył w powstaniu warszawskim, a sport był dla niego w jakiejś mierze emanacją naszych dążeń niepodległościowych.
Zdarzały mu się wypowiedzi mimo woli śmieszne, jak tuż po sensacyjnym zdobyciu przez Władysława Komara mistrzostwa olimpijskiego w pchnięciu kulą w Monachium w 1972 r. Polski olbrzym rodem z Kresów Wschodnich RP (urodził się w Kownie) wyprzedził jednego Amerykanina o 1 cm, drugiego o 4 cm, Tomaszewski wołał do mikrofonu:
A teraz Komar biegnie po swoją torbę. Może ma w niej coś cennego: jakąś pamiątkę albo pomarańczę.…
Artykuł dostępny wyłącznie dla cyfrowych prenumeratorów
Teraz za 7,90 zł za pierwszy miesiąc uzyskasz dostęp do tego i pozostałych zamkniętych artykułów.
Kliknij i wybierz e-prenumeratę.
Jeżeli masz e-prenumeratę, Zaloguj się
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/tygodniksieci/750924-wielki-bohdan-madra-maria-wole-walke-niz-proznosc