Plan był prosty: presja, przecieki, gra służbami i medialny ostrzał. Tak, by przyszły prezydent jeszcze przed zaprzysiężeniem został zepchnięty do defensywy, osłabiony, zależny. Nie udało się. Karol Nawrocki okazał się twardszy, niż zakładali autorzy tego scenariusza. I nie chodzi tylko o pamięć – choć prezydent nie zapomniał, jak traktowano go w kampanii, jak próbowano go delegitymizować, jeszcze zanim obywatele oddali głos. Chodzi o coś znacznie poważniejszego: o obronę zasad demokracji.
Bo działania wymierzone w jednego z faworytów wyborów prezydenckich nie były wyłącznie atakiem personalnym. Były uderzeniem w wyborców. Próbą storpedowania ich prawa do uczciwego wyboru. Gdy pojawiają się podejrzenia o angażowanie służb w proces wyborczy, o selektywne „wycieki” do mediów, o możliwe nielegalne finansowanie kampanii kontrkandydata, stawką przestaje być polityczny pojedynek. Staje się nią zaufanie do państwa.…
Artykuł dostępny wyłącznie dla cyfrowych prenumeratorów
Teraz za 7,90 zł za pierwszy miesiąc uzyskasz dostęp do tego i pozostałych zamkniętych artykułów.
Kliknij i wybierz e-prenumeratę.
Jeżeli masz e-prenumeratę, Zaloguj się
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/tygodniksieci/750917-nie-udalo-sie-zaszachowac-prezydenta