Broniłem pierwszego „Jokera” Todda Philipsa. Wielu znajomych odrzucało ten film jako przejaw fascynacji zbrodnią. Ja nie widziałem w nim afirmacji przemocy. Główny bohater, koncertowo zagrany przez Joaquina Phoenixa, nie miał w sobie nic pociągającego. Przeciwnie, był nieprzyjemny, męczący z tym swoim psychotycznym, powracającym śmiechem. Ta opowieść chwilami wywoływała zażenowanie, jednak z wyraźnym morałem: popatrzcie, świat taki bywa. Miałem wrażenie, że oferowano nam może nie całkiem jasną, ale jakąś lekcję człowieczeństwa.
Arthur Fleck, przyszły Joker, był wariatem. Owszem, dostaliśmy oskarżenie świata, że nie zadbał o jego leczenie, zaniedbane przez cięcia budżetowe w psychiatrii. I że gotów był go obśmiewać ustami popularnego showmana zagranego przez starego Roberta De Niro. Ale…
Artykuł dostępny wyłącznie dla cyfrowych prenumeratorów
Teraz za 7,90 zł za pierwszy miesiąc uzyskasz dostęp do tego i pozostałych zamkniętych artykułów.
Kliknij i wybierz e-prenumeratę.
Jeżeli masz e-prenumeratę, Zaloguj się
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/tygodniksieci/722541-nowy-joker-nie-powalil-mitu-batmana-co-poszlo-nie-tak