O zbawiennej dzikości bobraO zbawiennej dzikości bobra. "Czy redukcja bobrów pomoże w ochronie przed powodzią? Nie. Za to zaszkodzi"

Obecność bobrów to ochrona przed powodzią, bo w naturalnych rzekach wezbrania spływają wolniej, gubiąc się w meandrach, tracąc impet na rozlewiskach i w ogóle wylewając nie tam, gdzie szkodzą, tylko tam, gdzie są potrzebne.
Podczas posiedzenia sztabu kryzysowego w Głogowie w zeszłym tygodniu premier Donald Tusk obwinił bobry za to, że mogły przyczynić się do uszkodzenia wałów przeciwpowodziowych. Wykorzystajmy tę krótką popularność tych zwierząt, żeby zastanowić się, czy rzeczywiście są zagrożeniem. A może wręcz przeciwnie – potrzebujemy ich m.in. dlatego, że paradoksalnie to te zwierzęta pomagają odpowiednio gospodarować wodami.
Na kwestię bobrów patrzę wyłącznie z przyrodniczego punktu widzenia. To dobry punkt widzenia. Jesteśmy częścią przyrody, z czego wynika, że musimy korzystać z zasobów przyrodniczych, tak jak czyni to każdy gatunek. Czasem w ramach korzystania lepszego dla nas i mniej inwazyjnego dla przyrody musimy trochę dostosowywać tę przyrodę do swoich potrzeb. Robią tak nie tylko ludzie, a jednym z najlepszych przykładów na to są właśnie bobry, ponieważ jest niewiele gatunków potrafiących tak jak one zmieniać środowisko wedle swoich wymagań.
