Igrzyska z agresorem. Wojna nerwów
Igrzyska z agresorem. Na razie trwa wojna nerwów, a czasu jest coraz mniej, bo kwalifikacje rozpoczynają się już w kwietniu

Wyrozumiałość Bacha wobec rosyjskich agresorów przypomina nieco politykę, którą prowadził René Fasel.
Sytuacja międzynarodowa mocno utrudnia organizację dużych imprez sportowych. W 2020 r. z powodu pandemii zdecydowano się przesunąć o rok olimpiadę w Tokio, teraz rosyjska agresja na Ukrainę komplikuje przygotowania do kolejnych igrzysk, które odbędą się w 2024 r. w Paryżu.
Chodzi przede wszystkim o udział w olimpiadzie sportowców z Rosji i Białorusi. Tuż po wybuchu wojny na Ukrainie Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) zalecił federacjom sportowym wykluczenie reprezentantów obydwu krajów z rozgrywek. Minął jednak rok i – choć końca wojny na Ukrainie nadal nie widać – kierownictwo MKOl w Paryżu straciło swoją wcześniejszą (być może udawaną) determinację. Według wydanego na początku lutego oświadczenia komitetu sportowcy z Rosji i Białorusi powinni być dopuszczeni do startu na olimpiadzie pod warunkiem, że wystąpią pod neutralną flagą i nie będą im grane hymny narodowe. Oświadczenie to wywołało burzę na Ukrainie, którą poparło 35 państw. Pojawiły się nawet groźby, że w przypadku udziału w olimpiadzie reprezentantów agresora, Ukraina – a być może i inne wspierające ją kraje – zbojkotuje igrzyska.
