Relacja z Ukrainy. Wicemarszałek jedzie na wojnęRelacja z Ukrainy. Wicemarszałek jedzie na wojnę. Wysocy urzędnicy państwowi wzmacniają na Ukrainie obraz Polski

W ciągu trzech dni samochody ekipy wicemarszałek Gosiewskiej przemierzyły 2 tys. km, czasem po bezdrożach ziem niedawno wyzwolonych z rosyjskiej okupacji.
My, Polacy, jesteśmy wszędzie. Wolontariusze dowożą żywność do najbardziej oddalonych i zapomnianych wiosek Ukrainy, ratownicy medyczni wynoszą rannych żołnierzy pod ostrzałem, a ochotnicy poza obiektywem aparatów walczą z rosyjską inwazją. Osobistego zaangażowania nie unikają też wysocy urzędnicy państwowi – wicemarszałek Sejmu Małgorzata Gosiewska jeździ na Ukrainę już blisko dekadę.
Spotkanie polskiej wicemarszałek Sejmu z dowództwem Gruzińskiego Legionu Narodowego na Ukrainie ma wielowymiarową symbolikę. Małgorzata Gosiewska jest od czasów ukraińskiego Majdanu zaangażowana w organizowanie pomocy dla cywilów i żołnierzy walczących z Rosją, a przecież Gruzini bronią Ukrainy na najtrudniejszych odcinkach – służyli w Irpieniu, Mariupolu, Charkowie, a teraz są zaangażowani w Bachmucie. Nasze trzy narody jednoczą się więc wokół walki o wolność, a przywitanie się polskiej delegacji z kaukaskimi żołnierzami jest idealną ilustracją tej relacji. W obwodzie zaporoskim, 30 km od rosyjskich pozycji, pani wicemarszałek i dowódca legionu Mamuka Mamulaszwili ściskają się jak starzy, dobrzy przyjaciele. Właściwie są nimi. Polska polityk przywiozła specjalny celownik – model Trijicon, dzięki któremu gruziński snajper odeśle kolejnych najeźdźców do piekła. – Na Ukrainie już nie można takich dostać – komentuje Mamulaszwili, przyjmując cenny prezent.
