Nie miejmy się pysznie. "Wróg pychy czai się wszędzie"Nie miejmy się pysznie. "Wróg pychy czai się wszędzie. Także przy okazji spraw najbardziej szlachetnych i ważnych"

Chciałbym, by i ci, do których mi bliżej, starali się nawet przypadkowo, nawet ze względu na jakąś niezręczność nie demonstrować swojej wyższości, majestatu władzy, przywilejów.
To zapewne prawda, że pycha kroczy przed upadkiem. Niestety, niekiedy zdarza się jej wędrować całymi latami, czasem z kolei to jeden solidny krok w przód faceta stojącego nad brzegiem przepaści. Historia Tomasza Lisa zdecydowanie należy do tych pierwszych przypadków, ale wnioski z niej radziłbym wyciągnąć także jego przeciwnikom.
Przeczytałem w zeszłotygodniowym „Sieci” ciekawy artykuł Marka Pyzy o mgle, która zasnuwa odejście gwiazdora „silnych razem” i innych akolitów Donalda Tuska. Nie powiem, żeby Tomasz Lis mnie zaskoczył. Facet, który potępia w czambuł innych za to, co sam robi, który nie daje pola do dyskusji, który każde odstępstwo od wyznaczanej przez niego linii politycznej traktuje obelgą, już dawno przestał być dziennikarzem. W swoim mniemaniu zapewne był kimś w rodzaju drogowskazu, ale takiego raczej więziennego, przymusowego. Ma on prawo inny pogląd z miejsca ukarać groźbą, ostracyzmem w „środowisku”, do którego w pocie czoła doszlusował i w którym się wybił. Trzeba pamiętać, że to jednak lekcja uniwersalna i bardzo chciałbym, by wzięła ją także sobie do serca obecna władza.
