Strefa euro nie do wejścia. "Ograniczenia w wydatkach"Strefa euro nie do wejścia. "Wejście do tej strefy ograniczyłoby w znaczny sposób nasze potencjalne wydatki"

Nikt dotąd nie wyszedł ze strefy euro, choć chętni oczywiście już byli, np. Słowacja postawiona przed nadmiernymi rachunkami za długi innych.
Gdyby bukmacherzy przyjmowali zakłady o to, czy Polska przystąpi do strefy euro, to za każdego złotego za wejściem płaciliby wielokrotne przebicie. Czy jednak znaleźliby się chętni, by zaryzykować taki zakład?
W takiej grze liczyłby się horyzont czasowy, w którym następuje rozstrzygnięcie. Ten najbliższy to trwająca kadencja rządu Zjednoczonej Prawicy przychylnej polskiemu złotemu i wybory do Sejmu w 2023 r., które według bieżących sondaży może wygrać ponownie Prawo i Sprawiedliwość. Następna, jeszcze bardziej oddalona w czasie, perspektywa to 2028 r., czyli koniec drugiej kadencji obecnego prezesa NBP prof. Adama Glapińskiego, którego ponowny wybór na to stanowisko wspiera zarówno rząd, jak i urzędujący prezydent. A przecież profesor deklaruje niezmiennie, że za jego prezesury Polska do strefy euro na pewno nie wejdzie! I najtrudniejsza bariera na drodze do euro, czyli obowiązująca Konstytucja RP, która jednoznacznie stanowi o polskim złotym jako jedynym środku płatniczym na terytorium RP. Polska może wejść do strefy euro dopiero, jeśli zarobki i stopień rozwoju gospodarczego będą na podobnym poziomie jak w RFN. Zdaniem premiera Mateusza Morawieckiego mogłoby to mieć miejsce według różnych modeli ekonomicznych między 2040 a 2050 r., przyjmując, że zachowane zostaną różnice w szybkości wzrostu gospodarczego, a nasza gospodarka będzie się rozwijała w ciągu ostatnich pięciu latach dwu-, trzykrotnie szybciej niż niemiecka. Czy jednak strefa euro będzie jeszcze wtedy funkcjonowała?
