W sprawie rzezi wołyńskiej Ukraina coraz częściej podąża drogą Rosji
Janecki: W sprawie rzezi wołyńskiej Ukraina coraz częściej podąża drogą Rosji uciekającej od odpowiedzialności za Katyń

Mimo że Ukraina jako państwo podczas II wojny światowej nie istniało, zbrodnie UPA i OUN przypisać jej można, a nawet trzeba. Ukraińskie państwo pod wodzą prezydenta Wołodymyra Zełenskiego weszło na sowiecką i rosyjską ścieżkę, gdy chodzi o rzeź wołyńską. Co każe przychylniej patrzeć na tezę, że wielu Ukraińców to są Sowieci, tylko antyrosyjscy. Po 1990 r. Rosja wyjątkowo instrumentalnie traktowała sprawę Katynia. Uczyniła z niej narzędzie nacisku dyplomatycznego i element handlu politycznego z Polską. A to przez dawkowanie dostępu do archiwów w zależności od aktualnych interesów Kremla.
Prawda historyczna stała się towarem przetargowym wykorzystywanym do blokowania polskich aspiracji euroatlantyckich oraz prób uzyskania ustępstw gospodarczych. Ukraina czyni obecnie podobnie z Wołyniem, a towarem przetargowym jest udział Polski w odbudowie tego państwa po wojnie i współpraca wojskowa, np. w kwestii dronów czy obrony antybalistycznej.
W sprawie Katynia Moskwa dzieliła materiały na drobne pakiety, aby za każdym razem kreować gesty „dobrej woli" wymagające rewanżu ze strony Warszawy. Borys Jelcyn odtajnił kluczowy „Pakiet zamknięty nr 1" (w tym rozkaz Stalina z 5 marca 1940 r.) głównie po to, by uderzyć w swoich krajowych rywali – komunistów. Wobec Polski gest ten miał stworzyć iluzję nowego otwarcia, które skłoni Warszawę do rezygnacji z twardych żądań odszkodowawczych. Przy zachowaniu wszelkich proporcji, trochę podobnie jest obecnie z dawkowaniem przez Ukrainę zgód na ekshumację polskich ofiar rzezi wołyńskiej
Operacja propagandowa
Przez dwie dekady Główna Prokuratura Wojskowa Federacji Rosyjskiej przekazywała Polsce akta śledztwa katyńskiego (z lat 1990–2004) w małych częściach. Przykładowo, w latach 2010–2011 Dmitrij Miedwiediew przekazał partiami 148 ze 183 tomów akt. Ostatnie 35 tomów śledztwa oraz samo postanowienie o jego umorzeniu z 2004 r. zostały przez Rosję utajnione pod pretekstem ochrony „tajemnicy państwowej". Pozwoliło to Kremlowi utrzymać pozycję dysponenta wiedzy i zablokować Polakom możliwość skutecznej rehabilitacji prawnej ofiar.
W latach 90. Rosja próbowała wykorzystać postępy w śledztwie katyńskim jako marchewkę, która miała skłonić Polskę do rezygnacji lub opóźnienia integracji z Sojuszem Północnoatlantyckim. Sugerowano, że „zbytnie zbliżenie z Zachodem" zamknie polskim historykom drzwi do archiwów. Ceną za dostęp do dokumentów miało być zrzeczenie się przez Polskę jakichkolwiek roszczeń finansowych wobec Rosji jako sukcesorze prawnym ZSRR. Umorzenie śledztwa w 2004 r. z kuriozalnym uzasadnieniem, że zbrodnia nie była ludobójstwem, lecz „przestępstwem służbowym", które uległo przedawnieniu, ostatecznie zamknęło drogę do odszkodowań dla rodzin katyńskich.
Równolegle z dawkowaniem dokumentów Rosja uruchomiła operację propagandową mającą zneutralizować winę za mord. Wymuszano na Polsce symetrię historyczną, nagłaśniając temat losu jeńców bolszewickich z wojny 1920 r. zmarłych w polskich obozach. Podobnie postępuje Ukraina Zełenskiego, gdy z rzezią wołyńską porównuje działania polskiej samoobrony lub akcje odwetowe oddziałów Armii Krajowej. Rosja uzależniała postępy w sprawie Katynia od zaakceptowania przez Polskę rosyjskiej narracji o rzekomym „polskim ludobójstwie" na Rosjanach. W okresach „ociepleń katyńskich" (jak w 2010 r. za kadencji Miedwiediewa i Putina) Moskwa oczekiwała od Polski uległości w negocjacjach gazowych (m.in. kontrakt jamalski) oraz braku sprzeciwu wobec projektów takich jak Nord Stream.
Bocheński chce twardej gry! "Polska musi stawiać Ukrainie warunki"
Zbrodnie UPA i OUN można przypisać współczesnej Ukrainie
Gdy Polska nie zrezygnowała ze swojej podmiotowej polityki wschodniej, a relacje z Zachodem nie uległy zamrożeniu, Rosja całkowicie zrezygnowała z gry pozorów. W ostatnich latach (szczególnie po inwazji na Ukrainę w 2022 r.) Kreml przeszedł od dawkowania dokumentów do oficjalnego negowania odpowiedzialności. Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) zaczęła publikować sfabrykowane materiały mające przywrócić stalinowską wersję o winie Niemców, a z cmentarzy w Katyniu i Miednoje usunięto polskie flagi.
Katyń był zbrodnią aparatu państwowego ZSRR (NKWD), a rzeź wołyńska została dokonana przez formację partyzancką (OUN-UPA) i część ukraińskich chłopów. Dlatego na Ukrainie funkcjonuje narracja, że dzisiejsze państwo nie jest prawnym sukcesorem OUN-UPA i za tamte zbrodnie nie odpowiada. Fatalnie zareagował na to premier Donald Tusk, który wręcz żądał od prezydenta Karola Nawrockiego dogadywania się z Wołodymyrem Zełenskim i wyjaśniania czegoś w sprawie rzezi wołyńskiej. Tylko tu nie ma nic do wyjaśniania. Sprawa jest jednoznaczna: Ukraińcy, tak samo jak Sowieci i Niemcy, popełnili w przeszłości szereg zbrodni na Polakach. I to obecne państwa, tak Ukraina, jak Rosja oraz Niemcy, za te zbrodnie odpowiadają. Przede wszystkim prawnie.
Ktoś powie, że przecież w czasie II wojny światowej nie było ukraińskiego państwa. A jeśli Ukraina wtedy nie istniała, to jak przypisać jej odpowiedzialność za zbrodnie UPA i OUN? Owszem, Ukrainy jako państwa nie było, ale zbrodnie UPA i OUN przypisać jej można. Właśnie współczesnej Ukrainie, a nie Niemcom, choć pod formalnym zwierzchnictwem Niemiec (okupacja) te terytoria w czasie zbrodni wołyńskiej pozostawały.
Dlatego można zbrodnie UPA i OUN przypisać współczesnej Ukrainie, że w reżimie odpowiedzialności międzynarodowej istnieje wiele sytuacji szczególnych, kiedy państwo bezpośrednio nie popełniło czynu bezprawnego, a ma przypisaną odpowiedzialność. Są to m.in. działanie organu obcego państwa, jeśli został on przekazany do dyspozycji innemu państwu, działania pod nieobecność lub przy braku oficjalnych władz (okupacja, państwo upadłe), działania osób prywatnych kierowane lub kontrolowane przez państwo. No i jest coś, co można bez naciągania przypisać obecnej Ukrainie: działania powstańców, secesjonistów czy rewolucjonistów na rzecz tworzenia własnego państwa.
Przydacz się nie hamował! Tak określił Sikorskiego
Ukraina jest jeszcze winna Polsce satysfakcję za naruszenie godności
Przecież nikt nie powie, że UPA to były dla Ukrainy jakieś zbrojne bandy. Dla Zełenskiego i ukraińskich elit to byli powstańcy i bohaterowie. Mordowali Polaków z hasłem „samostijna Ukraina" na ustach. Taki wzorzec walki o suwerenność i państwowość sobie wypracowali i wybrali. A skoro w prawie międzynarodowym walka o państwo czy rewolucja stanowią przejaw woli narodu (warto tu przypomnieć sprawę Bolivar Railway Company UK/Wenezuela z 1903 r.), to gdy już państwo powstało, odpowiada za czyny bojowników o tę państwowość. A oficjalna Ukraina akceptuje czyny UPA, bo traktuje je jako walkę o swoją państwowość. I gloryfikuje tę organizację, jej czyny zbrojne, stawia pomniki, muzea, a członków traktuje jak bohaterów narodowych. Różne decyzje prezydenta Żeleńskiego, np. ta o nadaniu jednostce wojskowej tytułu „bohaterów UPA", są tego najlepszym dowodem.
Ukraina jest jeszcze winna Polsce satysfakcję za naruszenie godności naszego państwa. Przecież gloryfikacja sprawców ludobójstwa na Polakach stanowi obrazę polskiego państwa i narodu. W prawie międzynarodowym są takie formy satysfakcji, jak oficjalne przeprosiny i wyrażenie żalu, ukaranie sprawców, ale przede wszystkim wycofanie się z obraźliwych działań. Tylko nie widać nawet woli, żeby Kijów działał w tym kierunku. Raczej coraz częściej stosuje sowieckie i rosyjskie metody tak dobrze znane ze sprawy mordu w Katyniu.
Noż w plecy Kijowa? Niemcy widzą obłudę Zełenskiego ws. Polski!
