Nowi członkowie UE? Bruksela boi się "nowego Orbana"Nowi członkowie UE? Bruksela boi się "nowego Orbana"

pexels-antonio-filigno-159809-3115407.webp
(fot. ilustracyjna Pexels)
FacebookTwitter

W najbliższych latach najprawdopodobniej Unia Europejska przyjmie nowe państwa członkowskie. Komisja Europejska chce je objąć okresem próbnym - i nie ukrywa, że zainspirowało ją zachowanie Węgier w czasach Viktora Orbana. 

W najbliższych latach do UE może dołączyć kilka następnych państw. Oprócz Ukrainy, która zgłosiła chęć akcesji tuż po rosyjskiej inwazji, rozmowy są prowadzone z Albanią, Bośnią i Hercegowiną, Mołdawią, Czarnogórą i Serbią. Chęć dołączenia do UE zgłosiły także Gruzja i Turcja, ale te rozmowy są z przyczyn politycznych praktycznie zamrożone. W 2022 roku chęć dołączenia zgłosiło też Kosowo i czeka na początek formalnych rozmów.

Nie będzie powtórki z Orbana

Komisja Europejska boi się jednak, że niektóre z tych państw mogą się okazać „hamulcowymi” w dalszej integracji europejskiej. Z tego względu planuje przyjąć nowe przepisy, które mają zabezpieczyć UE przed sytuacją, w której nowo przyjęte państwa nie okażą wystarczającego entuzjazmu dla pomysłów brukselskich dyplomatów.

W rozmowie z europejskimi mediami komisarz ds. rozszerzenia Marta Kos przyznała, że KE zainspirowały do tego działania poprzedniego rządu Węgier, który twardo walczył w UE o interesy swojego państwa.

Nie będzie już Viktora Orbana. Musimy mieć szybsze mechanizmy, niż tylko Artykuł 7, jeśli nowo przyjęte państwa sprzeciwią się praworządności, demokracji czy naszym wartościom 

-powiedziała.

Piętnastoletni okres próbny

Zgodnie z opublikowanym przez nią planem, nowe państwa UE będą objęte trwającym piętnaście lat okresem próbnym. W czasie jego obowiązywania będą mogły być pozbawione prawa głosu i unijnych dotacji, jeśli dojdzie w nich do łamania podstawowych wartości demokratyczych, nie wykażą się lojalnością wobec UE albo złamią zasadę szczerej współpracy.

Obecnie najsilniejszym środkiem do dyscyplinowania państw członkowskich jest art. 7, który pozwala pozbawić państwo prawa głosu, jeśli dochodzi w nim do „poważnego i uporczywego łamania wartości demokratycznych”. Dotychczas aktywowano go tylko dwa razy – wobec Polski i Węgier – nie poszły jednak za tym konkretne sankcje. Do tego konieczne jest bowiem stwierdzenie, że faktycznie dochodzi do łamania zasad demokracji i praworządności, a państwa członkowskie Rady Europejskiej – poza państwem, którego dotyczy art. 7 – muszą stwierdzić to jednogłośnie.

Będzie łatwiej je ukarać

Jak donosi Guardian, w wypadku nowych przepisów odebranie prawa głosu państwu, które zdaniem Unii łamie wartości demokratyczne, będzie dużo łatwiejsze. Unijny urzędnik przyznał anonimowo, że jednym z celów wprowadzenia tych zasad jest uspokojenie państw, które sprzeciwiają się powiększeniu UE, że Unia będzie miała mechanizm ich dyscyplinowania, jeśli coś poszłoby nie tak. Na przyjęcie kolejnego państwa członkowskiego muszą się zgodzić jednogłośnie wszystkie pozostałe, a sceptycyzm wobec dalszego rozszerzania UE jest szczególnie silny we Francji i w Czechach.

Kos powiedziała mediom, że nowe państwa będą poddane tym przepisom tylko przez piętnaście lat, bo w przeciwnym wypadku stworzyłoby to podział na państwa pierwszej i drugiej kategorii. Nowe zasady muszą być wcześniej przyjęte jednogłośnie. Rozmowy o tym między przywódcami państw UE mają się rozpocząć w przyszłym tygodniu.

Zasada jednogłośności znów na celowniku

Równocześnie Guardian informuje, że pod pretekstem rozszerzenia UE Bruksela po raz kolejny chce odebrać prawa państwom członkowskim. Ich rządy mają być „poproszone”, by zrezygnowały z prawa veta w takich tematach, jak podatki czy polityka sankcyjna, gdyż zdaniem unijnych biurokratów utrzymanie zasady jednomyślności w UE w szerszym składzie może doprowadzić do jej paraliżu. Mają się także pogodzić z tym, że nie każde państwo będzie miało swojego komisarza w KE. Jej skład próbowano ograniczyć już wcześniej, ale sprzeciw ze strony Irlandii sprawił, że liderzy UE musieli wycofać się z tego pomysłu.

Kos powiedziała, że mimo napiętej sytuacji politycznej wierzy, że powiększenie UE jest możliwe, bo leży w strategicznym interesie Europy i ograniczy wpływy Rosji i Chin na potencjalne państwa członkowskie. Na razie nie wiadomo kiedy to się stanie. Unijni urzędnicy mają nadzieję, że w przyszłym tygodniu uda im się otworzyć kolejną rundę negocjacji z Mołdawią i Ukrainą.

W przypadku tego drugiego państwa problemem jest to, że jest ono nadal w stanie wojny z Rosją. EU to nie NATO i jej państwa nie są zobowiązane do pomocy zbrojnej państwu członkowskiemu, ale nikt do końca nie wie, jakie implikacje przyniesie przyjęcie państwa w stanie wojny lub z zamrożonym konfliktem w swoich granicach. Kos powiedziała, że jest jeszcze za wcześnie, by o tym spekulować. Wiele państw UE boi się także konkurencji dla swoich producentów ze strony potężnego ukraińskiego rolnictwa. Kos potwierdziła, że ukraińscy rolnicy będą musieli pogodzić się z brakiem dotacji i restrykcjami na europejskich rynkach.

źr. wPolityce za Guardian

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Stankiewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.