Fenomen Carlsona. "Zajął miejsce konserwatywnych polityków"Fenomen Carlsona. "Zajął miejsce polityków reprezentujących niezadowolonych konserwatywnych wyborców. A jest ich dużo"

Carlson i jego program pozostają prowokacyjni, nadal wywołując dyskusje o ważnych kwestiach politycznych. A to jest definicja dobrej publicystyki.
Słynny „The Times” nazwał go niedawno „najpotężniejszym głosem konserwatystów w Stanach Zjednoczonych”.
Jego program w Fox News jest obecnie najchętniej oglądany spośród wszystkich telewizyjnych kanałów informacyjnych, a widownia każdego wieczoru przekracza 3 mln.
Koszulki i kubki z jego wizerunkiem to prawdziwy hit w sklepach internetowych dla konserwatywnych wyborców. Ostatnio sprzedają się zresztą lepiej niż te z wizerunkiem byłego prezydenta Donalda Trumpa. Jeszcze większą sławę wśród europejskiej opinii publicznej dziennikarz zyskał po niedawnej wizycie na Węgrzech i po rozmowie z premierem Viktorem Orbánem.
To Tucker Carlson, który w wieku 52 lat przeżywa szczyt swojej dziennikarskiej kariery. Jego program „Tucker Carlson Tonight” nie tylko pobił wszystkie rekordy oglądalności. W ostatnich latach stał się być może najważniejszym czynnikiem w tworzeniu nowej polityki amerykańskiej prawicy. Polityki, która wymaga redefinicji po tym, jak Trump musiał opuścić Biały Dom.
Nadzieja republikanów
W swoim programie Carlson, jak niektórzy zauważyli, nie podąża za tematami i wydarzeniami – on je tworzy. Jego poglądy w sprawie potrzeby ograniczenia migracji w Stanach Zjednoczonych, krytyka błędnego traktowania problemu rasizmu, a także ostrzeżenia o dystansowaniu się elit politycznych od rzeczywistych problemów amerykańskich wyborców, zwłaszcza klasy robotniczej i średniej – to wszystko ma konkretny wpływ i niesie ze sobą konsekwencje polityczne.
Oto jeden przykład. We wrześniu ub.r. w programie Carlsona wystąpił Christopher Rufo, przeciwnik krytycznej teorii rasowej (CRT). Teoria ta mówi, że Stany Zjednoczone i ich system nadal są zbudowane tak, aby wywyższyć jedną rasę – białą – i zdominować inne. Rufo ostrzegł wówczas, że CRT, która opiera się na koncepcji „białej winy”, coraz bardziej dominuje w amerykańskich szkołach oraz instytucjach. Krótko po tej wizycie prezydent Donald Trump zatwierdził uchwałę zakazującą wszystkich szkoleń w agencjach federalnych opartych na CRT. Twierdzi się, że zrobił to po obejrzeniu programu Carlsona.
To właśnie krytyczna teoria rasy stała się ostatnio jednym z najczęstszych tematów w jego programach. Nie ma wątpliwości, że program „Tucker Carlson Tonight” wprowadził ten temat w samo centrum kulturalnej i politycznej wojny toczonej w Stanach Zjednoczonych. Wszyscy się zgadzają, że to właśnie z powodu Carlsona Partia Republikańska upiera się przy tym temacie.
Biali są oskarżani absolutnie o wszystko. O złe odżywianie, o astmę i rozwody w społecznościach czarnoskórych. Nie słyszymy więcej od naszych przywódców o znaczeniu harmonii rasowej. Nikt już nie twierdzi, że »pod skórą« jesteśmy tacy sami. Teraz nacisk kładzie się na nasze różnice. Twierdzi się, że głęboko w sercu każdego białego człowieka tkwi trucizna zwana rasizmem. Nie możemy się od tego uratować. Urodziliśmy się z nienawiścią w nas
– pisał Carlson sarkastycznie w swojej książce „Ship of Fools” o absurdalnych tezach CRT, wyrażając w ten sposób myśli wielu Amerykanów.
On jest przywódcą amerykańskiej opozycji
– napisał o nim konserwatywny publicysta Rod Dreher.
Przyszłość Partii Republikańskiej jest określona w jego programie. Gdy Trump powoli słabnie, Carlson przejmuje wszystko, co było dobre w walce byłego prezydenta, i z powodzeniem to kontynuuje
– precyzuje Dreher.
Siły konserwatywne w USA przeżywają kryzys instytucjonalny. W ostatnich wyborach republikanie przegrali Biały Dom i Senat. Carlson wykorzystał to i zajął miejsce polityków reprezentujących niezadowolonych konserwatywnych wyborców. A jest ich dużo.
Drodzy widzowie, powoli zaczynacie rozumieć jedną ważną rzecz. Wasze dzieci nie będą mogły odnieść takiego sukcesu jak wy. Amerykański sen umiera na waszych oczach
To jest część jednego z monologów Carlsona, który przemawia przed milionami ludzi. A oni uważnie go słuchają.
Od „The Weekly Standard” po Fox News
Tucker Carlson urodził się w 1969 r. w San Francisco i dorastał w zamożnej rodzinie, w elitarnych dzielnicach kalifornijskich miast. Jego ojcem jest Dick Carlson, dziennikarz i dyplomata, który był m.in. redaktorem naczelnym „Voice of America”. Matka, Lisa McNear, zostawiła męża i dwóch małych synów, aby poświęcić się „życiu bohemy”. Tucker miał wtedy sześć lat. Było to wydarzenie, które według jego samego pozostawiło na nim duży ślad.
Swoje pierwsze dziennikarskie kroki stawiał w gazetach, a pierwszą poważną pracą była ta w konserwatywnym czasopiśmie „The Weekly Standards”, którą rozpoczął w 1995 r. W ciągu następnych kilku lat pisał do wielu magazynów, w tym również tych bardziej liberalnych – jak „The New York Times Magazine” i „Esquire”.
Ten okres sprawił, że został zaakceptowany i rozpoznawany w amerykańskim głównym nurcie dziennikarskim. Był postrzegany jako twarz amerykańskiego konserwatywnego dziennikarstwa, które ma błogosławieństwo lewicowo-liberalnego głównego nurtu. Dziś ten obraz zginął bezpowrotnie.
„Co się stało z Tuckerem Carlsonem?” – to tytuł analizy sukcesu Carlsona opublikowanej w jednym z lewicowo-liberalnych mediów.
Po pracy w CNN i kilku innych telewizjach informacyjnych w 2009 r. Carlson trafia do Fox News, a w listopadzie 2016 r. zaczyna tam prowadzić autorski „Tucker Carlson Show”.
W następnych latach dziennikarz walczył, by jego show zdobył tytuł najczęściej oglądanego programu informacyjnego. Niewielki spadek oglądalności nastąpił w 2018 r., kiedy kilku głównych reklamodawców ogłosiło, że z powodu „kontrowersyjnych” oświadczeń na temat migracji nie będą już wykupować czasu w jego programie.
Carlson stwierdził wówczas, że migracja sprawia, iż Stany Zjednoczone są „jeszcze biedniejszym, brudniejszym i bardziej podzielonym” państwem. Po emisji programu odmówił przeprosin, twierdząc, że jego oświadczenie zostało wyrwane z kontekstu. Mniej więcej w tym samym czasie przed jego domem w Waszyngtonie zebrali się protestujący z organizacji Antifa, a media głównego nurtu zaczęły pisać przeciwko niemu ostre słowa.
Drugi, mniejszy i przejściowy, spadek oglądalności nastąpił, gdy Carlson zdystansował się od Trumpa i jego walki o unieważnienie wyborów prezydenckich.
Jednak Carlson i jego program przetrwali wszystkie zawirowania, a dziś są silniejsi niż kiedykolwiek.
Węgierska eskapada Carlsona
Jak zauważył kiedyś magazyn „Politico”, nie ma żadnego poważnego amerykańskiego medium, które nie próbowałoby wyjaśnić fenomenu Carlsona.
On jest człowiekiem, któremu jego publiczność ufa. I to w każdej kwestii – od szczepień przeciwko COVID-19 ( jest sceptycznie nastawiony do szczepionki i odmawia odpowiedzi, czy był szczepiony, czy nie), po bieżące kwestie polityczne.
A teraz ten sam Carlson pojechał na Węgry, aby z Budapesztu chwalić Viktora Orbána i sytuację polityczną w tym kraju.
Poza tym, że przeprowadził mocną rozmowę z premierem Węgier („Zachodni liberałowie nie mogą zaakceptować tego, że wewnątrz zachodniej cywilizacji istnieje konserwatywna narodowa alternatywa, która odnosi sukcesy. Dlatego nas krytykują” – powiedział mu Orbán), Carlson udał się też na granicę węgiersko-serbską i pochwalił system uniemożliwiający nielegalnym imigrantom wjazd do kraju. Porównał to do sytuacji na granicy amerykańsko-meksykańskiej, gdzie system jest chaotyczny i praktycznie nie działa.
Przyjechałem tutaj, aby sprawdzić wszystko, co zachodnie media piszą o Węgrzech. I zdałem sobie sprawę, że Orbán po prostu sprzeciwia się George’owi Sorosowi, który chce po swojemu modelować państwo węgierskie. Orbán w rzeczywistości broni demokracji przed tymi organizacjami pozarządowymi, które nie odpowiadają przed nikim oraz przed poszczególnymi rządami na Zachodzie. Jest bojownikiem o demokrację
– powiedział Carlson węgierskim mediom tuż przed wizytą.
Media w Stanach Zjednoczonych, zgodnie z oczekiwaniami, oszalały na punkcie podróży Carlsona do Europy Środkowej.
„The Washington Post”, „The New York Times” i inne lewicowo-liberalne media pisały o tym, jak Orbán, ten „nacjonalista” i „faszysta”, stał się „wzorem dla amerykańskiej prawicy”. Ich strach jest zrozumiały. Jak już pisaliśmy, Carlson i jego show są niezwykle wpływowi. To, że amerykańska opinia publiczna zetknie się z narracją, która nie przedstawia Orbána, a także innych krajów Europy Środkowej jako szalonych totalitarystów, jest z pewnością powodem do niepokoju dla lewicowo-liberalnego establishmentu w Stanach Zjednoczonych. W sytuacji redefiniowania polityki amerykańskiej prawicy doświadczenia Węgier i Polski mogą być bardzo interesujące, na co wskazywało także kilku konserwatywnych intelektualistów z USA.
W każdym razie Carlson i jego program pozostają prowokacyjni, nadal wywołując dyskusje o ważnych kwestiach politycznych. A to jest definicja dobrej publicystyki.
Artykuł z 33/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
