Czy gloryfikacja zbrodniarza zakończy drogę Serbii do UE?Czy gloryfikacja zbrodniarza zakończy drogę Serbii do UE?
Zbrodniarz Mladić, który dowodził jednostkami, które w 1995 roku zabiły 8000 bośniackich mężczyzn, od nastolatków po osoby starsze (a to była tylko jedna z jego licznych zbrodni), został pochowany z honorami wojskowymi, a w jego pogrzebie uczestniczyli liczni przedstawiciele rządu Vučicia.
W aktualnym numerze tygodnika "Sieci" opublikowałem tekst o zapleczu śmierci serbskiego wojennego zbrodniarza Ratka Mladicia.
W artykule pt. „Śmierć, która otworzyła rany” wyjaśniam sposób w jaki wiadomość o śmierci byłego serbskiego generała winnym za ludobójstwo i inne zbrodnie popełnione podczas wojny w Bośni i Hercegowinie spowodowała nowe napięcia na Bałkanach.
W tekście komentowałem informacje, że reżim serbskiego prezydenta Aleksandra Vučicia planuje pochować zbrodniarza osądzonego na Trybunale w Hadze, z pełnymi honorami państwowymi. Napisałem i te słowa:
„W chwili pisania tego tekstu nie ma jeszcze informacji, czy Vučić naprawdę to zrobi. Jedno jest pewne: jeśli ulegnie presji i pochowa Mladicia jak bohatera, wiele zaryzykuje w sensie politycznym”.
Tymczasem dokładnie to się stało. Zbrodniarz, który dowodził jednostkami, które w 1995 roku zabiły 8000 bośniackich mężczyzn, od nastolatków po osoby starsze (a to była tylko jedna z jego licznych zbrodni), został pochowany z honorami wojskowymi, a w jego pogrzebie uczestniczyli liczni przedstawiciele rządu Vučicia.
W tym samym czasie mszę żałobną za Mladicia odprawił nie kto inny, jak patriarcha Serbskiego Kościoła Prawosławnego, Porfirusz. Oczywiście problem nie polega na tym, że Cerkiew pożegnała Mladicia w ceremonii chrześcijańskiej, bo nawet najwięksi zbrodniarze mają do tego prawo. Problem polega na tym, że pogrzebowi przewodniczył zwierzchnik Serbskiego Kościoła Prawosławnego, wysyłając w ten sposób jasny przekaz polityczny. Problem tkwi również w słowach, które wypowiedział na pogrzebie:
„Imię Mladicia pozostanie głęboko wplecione w modlitwy większości naszego serbskiego ludu prawosławnego”.
Albo
„Poniósł wielką ofiarę i oddał życie za wolność, obronę i przetrwanie swojego ludu”.
Albo
„Żaden ziemski sąd nie jest nieomylny, a jego wyrok nie może wyczerpać prawdy o żadnym życiu”.
I tak dalej. Religijne usprawiedliwianie zbrodni, tak samo jak czyni to rosyjski patriarcha Cyryl, wielki wzór i przyjaciel Porfirusza i innych serbskich biskupów prawosławnych.
Teraz cały region byłej Jugosławii staje na nogi. Nikogo nie dziwi tak liczna obecność (kilkadziesiąt tysięcy ludzi) na pogrzebie zbrodniarza. Powszechnie wiadomo, że serbskie społeczeństwo nie posunęło się ani o milimetr od czasów, gdy rządził nim postkomunistyczny zbrodniarz Slobodan Milošević i gdy było całkowicie podporządkowane jego imperialistycznej polityce. Szczególne oburzenie natomiast budzi fakt, że Vučić nawet nie próbuje sprawiać wrażenia, że dystansuje się od serbskich zbrodni.
Podobnie, gotowość, z jaką serbskie prawosławie jest gotowe służyć zbrodniczemu imperializmowi, jest szokująca. Co gorsza, ten sam Porfiriusz był niegdyś biskupem prawosławnym Zagrzebia i w tamtym czasie opowiadał się za „dialogiem ekumenicznym” z Chorwatami i pojednaniem z innymi narodami. Wygląda, że funkcja patriarchy w cerkwi serbskiej jest polityczna, a nie duchowa. Tak samo jak w rosyjskiej.
W tym momencie reakcja Brukseli jest kluczowa. Aleksandar Vučić jest protegowanym niemieckiej chadecji, jego protektorami są przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i Manfred Weber, szef Europejskiej Partii Ludowej (który kiedyś wysłał Donalda Tuska do Belgradu, by działał tam w imieniu niemieckich interesów). Ale także Emmanuel Macron, ponieważ polityka Francji na Bałkanach postrzega Serbię jako głównego sojusznika, którego rzekomo można trzymać z dala od Rosji i Chin. Przyspieszenie procesu akcesji Serbii do UE również należy postrzegać w tym kontekście. Serbia jest państwem głęboko autorytarnym, w którym nie funkcjonuje absolutnie żaden element społeczeństwa demokratycznego, ale Berlin i Paryż popychają ją w kierunku Wspólnoty.
W poniedziałek, po pogrzebie, nie było absolutnie żadnej reakcji ze strony Brukseli. Dopiero dzień po pogrzebie, po tym, jak wszyscy skrytykowali ich za niedopuszczalne milczenie, przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa i Ursula von der Leyen zabrali głos i potępili pogrzeb. Teraz agencja AP donosi, że Serbia może stracić dostęp do około 1,5 miliarda euro funduszy europejskich, co jeszcze bardziej zagrozi drodze Belgradu do członkostwa w UE.
Czy tak się stanie, czas pokaże.
Należy pamiętać o jeszcze jednej rzeczy. Zarówno Niemcy, jak i Francuzi pragną państwa w UE, które byłoby swego rodzaju pomostem między nimi a Rosją. Ze swoim wielkoserbskim prawosławnym imperializmem i powiązaniami z Rosją, Serbia właśnie taka jest. I z powodu tego Bruksela jest gotowa do tego, żeby jej dużo wybaczyć.
Ale co to oznacza dla stabilności na Bałkanach?
I na koniec mała dygresja. Po śmierci Mladicia w niektórych kręgach polskich internautów zaczęła krążyć absurdalna teoria, jakoby serbski zbrodniarz w jakiś sposób „bronił Serbów przed radykalnym islamem”. To oczywiście rosyjska propaganda, którą przejmują kręgi w Polsce pod wpływem Moskwy.
Mladić walczył nie z mudżahedinami, lecz ze zwykłymi Bośniakami, którzy w większości nie byli pod wpływem radykalnego islamu. Owszem, mudżahedini, ochotnicy z krajów islamskich, byli obecni na wojnie w Bośni i Hercegowinie i byli szczególnie okrutni. Walczyli jednak głównie z Chorwatami w centralnej Bośni, a pod koniec konfliktu do pewnego stopnia z Serbami. Bośniacy zabici w Srebrenicy nie byli radykalnymi islamistami, lecz cywilami albo zwykłymi ludźmi, zmuszonymi do obrony swojego domu przed wielkoserbskim imperializmem. Oczywiście, warto również wiedzieć, że Armia BiH dopuściła się pewnych zbrodni w tym regionie (podobnie jak wobec Chorwatów w innych częściach Bośni i Hercegowiny).
Ludobójstwo popełnione na Bośniakach w Srebrenicy to jednak coś zupełnie innego. Zabijanie noworodków i nastolatków nie jest „walką z islamem”, lecz zbrodnią.
Hańba tym którzy to popierają.
