Na Majdanie polała się krew

fot.PAP/EPA/SERGEY DOLZHENKO
fot.PAP/EPA/SERGEY DOLZHENKO

Pięciu zabitych i bardzo wielu rannych - to bilans kolejnego wybuchu zamieszek w  centrum Kijowa. Na Majdanie Berkut używa armatek wodnych, gumowych kul i granatów hukowych, protestujący rzucają zaś kostką brukową. Sytuacja jest dramatyczna.

Oddziały specjalne milicji nacierają na Majdan. Berkut sforsował barykadę na ulicy Hruszewskiego i znajduje się już na Placu Europejskim. Również od strony ulicy Chreszczatyk siły specjalne milicji stoją już przy barykadzie oddzielającej Majdan. Milicja używa broni gładkolufowej i granatów hukowych. Samoobrona Majdanu ogłosiła pełną mobilizację.

Wśród zabitych, prócz uczestników protestów jest pracownik biura rządzącej Partii Regionów. Najpewniej zginął w trakcie zamieszek przed siedzibą partii. Wcześniej o trzech zabitych - po  stronie uczestników antyrządowych protestów -

informowała jedna z  opozycyjnych deputowanych. Według źródeł medycznych, jest też ok. 150 rannych, w tym kilku ciężko.

Zamknięte zostały wszystkie stacje metra w Kijowie. Po godzinie 15.00 naszego czasu zablokowano wejście do  kolejki. Zdaniem opozycji metro zamknięto, aby utrudnić ludziom dojazd do centrum miasta i na Majdan Niepodległości. Opozycyjne media donoszą, że ograniczono też wjazd samochodów do stolicy. Wcześniej do  sformowania kolumny tak zwanego Automajdanu wzywali między innymi opozycyjni aktywiści ze Lwowa. Zapowiadali, że jeszcze dziś kilkadziesiąt samochodów pojedzie do Kijowa.

Szefowie ukraińskich sił bezpieczeństwa dają czas do godziny 17.00 na uspokojenie sytuacji na ulicach Kijowa. We wspólnym oświadczeniu pełniący obowiązki szefa resortu spraw wewnętrznych Witalij Zacharczenko i szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Aleksander Jakimienko obarczają opozycję winą za  dzisiejsze ofiary walk w ukraińskiej stolicy. Zarzucają też jej liderom sterowanie zamieszkami.

Nawet kosztem ludzkiej krwi, chcą zdobyć władzę -

piszą przedstawiciele rządu.

Zaznaczają, że władze mają uprawnienia do wprowadzenia porządku na ulicach i mogą sięgnąć po  odpowiednie środki dla osiągnięcia tego celu.

Jeśli do godziny 18.00  (17.00 czasu polskiego) nie zakończy się przemoc na ulicach, będziemy musieli zaprowadzić porządek przy pomocy wszystkich przewidzianych przez prawo środków. -

napisali w oświadczeniu.

Tymczasem zastępca ambasadora Ukrainy w Polsce został wezwany "natychmiast" do MSZ. Poinformował o tym na Twitterze rzecznik ministerstwa Marcin Wojciechowski. Dodał, że ambasador Malski przebywa aktualnie na  Ukrainie.

Natomiast MSZ Ukrainy wzywa zagraniczne rządy i  organizacje międzynarodowe do potępienia "nielegalnych akcji, podejmowanych przez radykalne siły." Szef ukraińskiej dyplomacji Leonid Kożara powiedział, że to "radykałowie udający pokojowych protestujących, doprowadzili do wybuchu przemocy i bezprawia".Starcia w Kijowie rozpoczęły się od początkowo pokojowej pikiety przed parlamentem. Demonstracji rzucają w milicję kamieniami, siły porządkowe odpowiadają gumowymi kulami i granatami hukowymi.

Opozycja chciała przegłosować dziś powrót do konstytucji z 2004 roku. Budynek parlamentu jest zabarykadowany - informuje Interfax-Ukraina.Starcia w  dzielnicy rządowej deputowani obserwują z Okien Rady Najwyższej. W samym parlamencie kilkudziesięciu posłów opozycyjnych partii blokuje mównicę. Opozycja próbowała przekonać przewodniczącego do zarejestrowania projektu powrotu do konstytucji z 2004 roku, która ogranicza władzę prezydenta. Przewodniczący parlamentu kategorycznie odmawiał, tłumacząc się względami formalnymi.

AP/IAR

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych