USA i Izrael kontra Iran. Iran kontra zaprzyjaźnione z USA kraje arabskie. Iran atakujący bazy amerykańskie zlokalizowane w tych państwach, a owe państwa Półwyspu Arabskiego dostrzegające, że parasol amerykański kosztujący przecież setki milionów petrodolarów na nic się jednak nie zdaje. Uświadomienie sobie tego przez arabskich szejków może mieć dla Stanów Zjednoczonych Ameryki fatalne skutki. Tyle tytułem wstępu.
Piszę te słowa w Turcji. Właśnie zakończył się tu coroczny Antalya Diplomacy Forum w którym uczestniczę rok w rok, bądź jako prelegent bądź jako gość. A przy okazji ADF można pracowicie spędzić czas w kuluarach albo pójść nad morze albo przejrzeć turecką prasę. Lektura tej ostatniej jest pouczająca. Przeglądając ją ma się wrażenie graniczące z pewnością, że to nie Ameryka wspólnie z Izraelem walczy z Islamską Republiką Iranu, lecz czyni to… samo Państwo Izrael. A Stany Zjednoczone? Najwyżej można przeczytać, że zostały „wciągnięte do wojny przez Izrael”. Że to Tel-Awiw wykorzystuje Waszyngton…
Trzeba przyznać, że Turcja- członek NATO zachowuje się tu lojalnie wobec USA- lidera NATO. To Izrael jest tym „złym”, a nie Jankesi. Ankara najwidoczniej docenia fakt, że administracja Donalda Trumpa zmieniła amerykańskie nastawienie do Turcji w porównaniu do administracji Josepha Bidena. Przez ostatnie lata USA były w kontrze do Turcji, ale obecny lokator Białego Domu zmienił ten kurs. Choć nie podobało się to Izraelowi to prezydent Trump publicznie uznał, że klucz do rozwiązania sytuacji w Syrii leży właśnie w Ankarze. Tę zmianę prezydent Recep Erdogan potrafi docenić.
Powyżej napisałem, że to zbliżenie Waszyngtonu do Ankary nie podoba się Tel-Awiwowi. To „oczywista oczywistość”. Przecież dla Izraela Turcja jest wrogiem „numer 2”, zaraz po Iranie.
Geopolityczny film na Bliskim Wschodzie nie jest biało-czarny. Turcja od lat rywalizowała z Iranem o prymat w świecie islamu. Prezydent Erdogan chciał być nieformalnym liderem „międzynarodówki muzułmańskiej”. To nie mogło podobać się ani Teheranowi ani Rijadowi ani Abu Dhabi. Jeżeli gdziekolwiek w świecie arabskim było to przyjmowane ze zrozumieniem to tylko w Doha. Ale to też „oczywista oczywistość”, bo Katar to nie tylko sojusznik Turcji, ale wręcz sponsor -dosłownie -jej niektórych aktywności.
Tymczasem pojawiają się rozbieżności miedzy USA a Izraelem im dłużej trwa wojna z Iranem. Nie chodzi już tylko o stosunek do Turcji, jak to było w pierwszych miesiącach drugiej prezydentury Donalda J. Trumpa. Chodzi także o to czy kontynuować wojnę? Kiedy ją skończyć i na jakich warunkach? Jest coraz ciekawiej. Chińskie przekleństwo „obyś żył w ciekawych czasach” nabiera jeszcze większej aktualności…
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/758401-polwysep-arabski-zmienna-geometria-geopolityczna
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.