W liberalnych mediach nie ustaje krytyka polityki prezydenta Trumpa. Wojna z Iranem jest zbyt poważnym wydarzeniem aby kierować wobec Trumpa infantylne zarzuty. Stosuje się zatem chwyty z Russia Today TV. Mnoży się pytania i wątpliwości. Nie dostrzega się celów operacji wojskowej, wydziwia się o celach politycznych oraz podważa się podstawę prawną. Tradycyjnie dopatruje się pro – rosyjskich działań w operacji w Iranie. Prześledźmy zatem kilka tych zarzutów.
Przede wszystkim celem operacji wojskowej jest zniszczenie wszelkich zakładów, instalacji oraz laboratoriów, które umożliwiłyby Iranowi zbudowanie broni nuklearnej. Iran zbudował cały cykl wzbogacania uranu okłamując świat, iż jest to niezbędne dla obecnej elektrowni jądrowej. Wzorem dla Iranu jest status komunistycznej Korei. Dzięki broni atomowej stała się państwem nietykalnym. Iran stał się państwem progowym. Posiada technologię budowy broni atomowej i wzbogacony Uran do budowy ok. 10 bomb lub głowic rakietowych. Tylko polityczna decyzja dzieli Iran od budowy bomby nuklearnej. Kolejnym celem wojskowym jest zniszczenie potencjału rakiet balistycznych, czyli wykrytych wyrzutni jak zakładów umożliwiających ich produkcję. I w tym przypadku Iran zakpił ze świata utrzymując, że kraj nad którym słońce świeci ponad 300 dni w roku, potrzebuje rakiet do wynoszenia w kosmos sputników meteo. Pod względem wojskowym operacja ma zatem konkretne i przejrzyste cele.
Niszczone są centra polityczno – wojskowe oraz ośrodki dowodzenia sił bezpieczeństwa, aby doprowadzić do znaczącego osłabienia struktur państwowych reżimu islamskiej republiki. Paraliż państwa może skłonić Irańczyków do wznowienia masowych protestów i strajków. Ciężkie straty wojenne i masowe protesty mogłyby skłonić islamskie władze do kompromisów w polityce wewnętrznej, a nawet zagranicznej, jak rozmowy z USA. Islamski reżim ma jednak poparcie w znacznej części społeczeństwa. 47 lat temu szach i jego poplecznicy mieli możliwość uciec na Zachód. Islamiści nie mają gdzie uciec, nie mają przyjaciół na świecie. Walczą zatem o życie.
Ale nie jesteśmy naiwni, a niektórzy nawet nie są frajerami. Wojna zmienia również relacje ekonomiczne. W tym przypadku zmiany następują na rynku ropy i gaz. Stany Zjednoczone zamierzają zdobyć pozycję światowego regulatora na obu tych rynkach. Nic nowego. Jeszcze pięć lat temu pozycję europejskiego dystrybutora gazu chciały zdobyć Niemcy.
Przyszłość reżimu?
Chyba nikt nie był przygotowany na tak szybką śmierć przywództwa państwa. Chamenei nie miał charyzmy Chomeinego, ale był duchowym przywódcą dla dwóch pokoleń szyitów przez 37 lat. Większość Irańczyków nie zna lub nie pamięta założyciela islamskiej republiki. Liczono się z jego naturalną śmiercią. Irańczycy zostali zaskoczeni szybkim i precyzyjnym atakiem. O zaskoczeniu i braku przygotowania mogą świadczyć problemy z wyłonieniem nowego lidera. Chamenei za życia nie wskazał następcy. Po naturalnej śmierci i bez wojennej presji, zapewne trwałyby długie uroczystości żałobne, a równolegle polityczne przetargi między Radą Strażników, Radą Osądu i liderami frakcji politycznych, czyli „zorganizowanym chaosem”, świadomie zorganizowanym ustrojem wzajemnie kontrolujących się i równoważących się instytucji. Nie wykluczam, że i obecnie pod przykrywką żałoby trwają poszukiwania nowego przywództwa państwa. Wskazanie na syna Chamenei może być tymczasowym rozwiązaniem. W teokratycznym ustroju Iranu, Rahbar posiada olbrzymie uprawnienia polityczne. Zatem musi to być postać akceptowana przez wiele środowisk politycznych.
Mam wrażenie, że i w Waszyngtonie i w Tel Awiwie też nie spodziewano się tak szybkiej i tak rozległej dekapitacji irańskiego przywództwa politycznego. Chamenei zapewne był asem w amerykańskiej talii kart – celów, jeśli utworzyli taką na podobieństwo irackiej operacji w 2003 roku. Analityków nurtuje pytanie, czy ta szybka dekapitacja nastąpiła w wyniku irańskich zaniedbań, nonszalancji, czy w wyniku doskonałej wiedzy wywiadowczej Amerykanów i Izraelczyków.
W najbliższym czasie, poraniony reżim będzie pałał chęcią zemsty. Będzie zwierał szyki. Nie oczekiwałbym żadnych oznak do podjęcia rozmów ze Stanami Zjednoczonymi, tym bardziej z Izraelem. Spodziewam się większej samoizolacji oraz działań wewnętrznych na rzecz obrony władzy. Nie będzie poszukiwań reform i dialogu społecznego. Dokręcanie śruby zamiast liberalizacji.
Opozycja?
Taka polityka będzie łatwiejsza gdyż w Iranie nie powstała zorganizowana opozycja. Irańczycy przeżyli szok. Tysiące ofiar w styczniu musiały wystraszyć społeczeństwo. Następnie masowe bombardowania też nie zachęcały do otwartych manifestacji. Przeciwnicy reżimu nie mają liderów ani zorganizowanej struktury. To są spontaniczne protesty w obronie zabitych kobiet lub studentów. Wiele protestów miało podłoże ekonomiczne. Irańczycy chcieli żyć taniej i lepiej. Masowo protestowali ale już masowo nie strajkowali. Wszczynano protesty przeciwko restrykcjom obyczajowym. Przypominały nasz marzec 1968, czyli protesty młodszego pokolenia w ośrodkach miejskich. Młode Iranki zrzucały chusty z głów i chciały oglądać mecze piłkarskie. Równolegle, konserwatywne rodziny akceptowały czadory i separację płci, która pozwoliła ojcom wysyłać córki na uniwersytety.
Nie istnieją koncepcje zmiany ustroju. No bo na jaki? Nie mają ani demokratycznych wzorów ani z przeszłości ani z sąsiedztwa. Większość debat koncentruje się wokół ewentualnej reformy obecnego, religijnego ustroju. Coś na wzór poszukiwania religijnego ustroju z ludzką twarzą. Irańczycy czekają na rezultaty bombardowań ośrodków siłowych. I tu jest pewna słabość operacji Furia. Kto w Iranie podniesie władzę jeśli „będzie leżała na ulicy”. Czy porozumiano się z jakąś frakcją wojskową, policyjną, duchowieństwem? Czy zagwarantowano sobie polityczne rozwiązanie militarnej operacji? Tego nie wiemy: czy brak ujawnienia takiego rozwiązania wystawia na cel reżimu islamskiego przeciwników władzy, czy taka opcja jest dopiero negocjowana?
Atak wzbudzi nastroje antyamerykańskie?
Nie dostrzegam zjawiska jednoczenia się wokół władzy. Nie rośnie front nienawiści do Trumpa. Granice Iranu były i są otwarte. W ten sposób reżim pozbywał się rocznie ponad stu tysięcy Irańczyków, którzy wyjeżdżali na Zachód, czyli „nogami wskazywali” swoje preferencje polityczne. Istnieje jedynie paradoks polityczny, iż Irańscy opozycjoniści, jakkolwiek nienawidzili mułłów, i w kraju i na emigracji są dumni z programu nuklearnego. Antyamerykanizm stał się doktryną państwową od 1979 roku. Zamach na amerykańską ambasadę był aktem założycielskim nowej polityki zagranicznej, która trwa do dzisiaj. Nie dostrzegam fenomenu, zjawiska poszerzania się frontu wojny z „Wielkim Szatanem”. Z pop – kultury amerykańskiej (marginesu kryminalnego, gangsterskiego) czerpią wzory nawet obrońcy reżimu. Antyamerykanizm jest podsycany agresywną ideologią oraz materialnymi przywilejami w warstwie urzędniczej, wojskowej i policyjnej. Biednych przekupuje się dostępem do tańszej żywności oraz bonusami na media (prąd, ogrzewanie etc).
Skala niezadowolenia?
Nie ma wiarygodnych badań opinii publicznej. Oficjalne wybory prezydenckie, parlamentarne i lokalne mogą być tu pewną wskazówką. Fragmentaryczny obraz stosunku do reżimu dają frekwencja oraz skala poparcia kandydatów „liberalizujących”. Jednak należy pamiętać, że mogą kandydować tylko osoby, które nie wzbudzają wątpliwości co do wspierania ustroju islamskiego, takiego właśnie jaki jest w Iranie. Można zakładać, że wszyscy, którzy żyją „na państwowym” powinni wspierać obecny ustrój. Dotyczy to biznesu, który robi interesy w państwowych sektorach o nie zdefiniowanej precyzyjnie własności. To w sumie kilkanaście milionów ludzi. Demonstracje studenckie zwykle rozbijały tak samo liczne bojówki młodych obrońców ustroju (basidżi). Na demonstracje zwolenników reformatorów, reżim odpowiadał nawet liczniejszą demonstracją swoich popleczników. Poparcie bazarów jest labilne. Ale przy poważnym zachwianiu się podstaw reżimu zachowanie poszczególnych elementów frontu wsparcia może się zmienić. Na taką zmianę grają, tzn bombardują Amerykanie. To jest pomysł prezydenta Donalda Trumpa na Iran. Przypomnę, że idea walki z „Wielkim Szatanem” jest irańską doktryną założycielską. Rękę do pojednania zawsze wyciągali Amerykanie. Największą i długą rękę wyciągnęła administracja Clintona. Prezydent wysłuchał przemówienia Chatamiego w ONZ, a Sekretarz Stanu M. Albright przeprosiła za amerykański udział w obaleniu premier Mosadeka w 1953 roku. Kilku prezydentów zwracało się do irańskiego społeczeństwa z życzeniami oraz ofertami ekonomicznymi w zamian za porzucenie programu nuklearnego i wspierania zbrojnych ramion Hamasu i Hezbollahu. Pojednawcze wysiłki podejmowali też amerykańscy senatorowie wraz z senatorem Joe Bidenem.
Scenariusze negatywne?
Oczywiście można sobie wyobrazić negatywne scenariusze. Na przykład osłabiony reżim przetrwa gdyż nikt w Iranie nadal nie stawi mu czoła. Zdegenerowany i pałający zemstą reżim nie podejmie wysiłku odbudowy tylko rozpęta w regionie i na Zachodzie swoistą wojnę podjazdową. Walcząc z szachem ówczesna opozycja islamska pomagała nawet IRA na wyspach brytyjskich. Jest obecnie wiele kryzysów na świecie gdzie można podkręcić nastroje ant – zachodnie. Nie będę ich wskazywał.
Autorytarna władza i państwowy szyizm spajał to wielo – etniczne państwo od XVI wieku. Można sobie wyobrazić kurdyjską rewoltę. Chociaż na niepodległości Kurdów nikomu w regionie nie zależy, więc Iran mógłby tu uzyskać wsparcie sąsiadów. Ale już 30 procent Azerów może wraz z Baku zamarzyć o Wielkim Azerbejdżanie. Chamenei był z pochodzenia Azerem. Upadek Iranu będzie miał na pewno znaczenie dla konfliktu palestyńsko – izraelskiego. Może to zamknąć wsparcie dla palestyńskiego frontu odmowy. Ale już cywilno – wojskowa junta może wrócić do polityki szacha, sojuszniczych relacji z Izraelem. Należy też brać pod uwagę zawirowania już na całym rynku ropy i gazu.
Dla mnie to problem z kilkoma pułkami książek o Iranie i Bliskim Wschodzie. Jeśli „Furia” zmieni irański reżim i jego politykę, to wiele książek będzie miało znaczenie już tylko dla studentów historii.
W interesie Rosji?
Na pewno nie jest zamiarem Trumpa wzmacnianie Rosji. Mamy wzrost cen ropy i gazu. Ale to wynik spekulacji, a nie braku paliw na świecie. Trump porządkuje listę amerykańskich problemów, Wenezuelę, Iran, sojuszników Rosji. Sprawę Gazy, która na pewien czas może „uspokoić” konflikt palestyńsko – izraelski. Owszem, na pewien czas może to podnieść ceny paliw. Ale! Iran zaatakował arabskie państwa OPEC. Arabowie nie potępili ataku na Iran, na znienawidzonych perskich szyitów. Zatem operacja Furia ma wyeliminować kolejnego rosyjskiego sojusznika. Trump zmierza do postawienia przed Rosją dylematu, albo zatrzyma wojnę z Ukrainą i wróci do dochodowych relacji z Zachodem (no niestety europejski Zachód tego pragnie) albo stanie się oficjalnie sojusznikiem (wasalem!) Chin w rozgrywce ze Stanami Zjednoczonymi, które właśnie dowodzą własnej siły militarnej i politycznej, na polu bitwy. Potwierdziła to pielgrzymka Merza do Canossy, przepraszam, do Waszyngtonu oraz postawa Arabów.
Podstawa prawna?
Trump realizuje zasady prawa międzynarodowego, tak jak rozumieją to zwolennicy Real Politik. To uwaga też do purystów prawnych, którzy składają legitymizację prawa międzynarodowego w ręce Rady Bezpieczeństwa ONZ. Zatem i Rosji i Chin, przypadkiem (?) sojuszników Iranu, Korei Północnej, Wenezueli, Syrii i im podobnych. Europa już dawno zapomniała o swoich rozterkach prawnych dotyczących rosyjskiej agresji na Ukrainę. Nie rozliczano Iranu za pomoc wojskową rosyjskiemu agresorowi.
W takim kontekście operacja Furia może być kwalifikowana jako wojna sprawiedliwa. Pozbawia niedemokratyczny, wojowniczy reżim instrumentów prowadzenia agresywnej, antyzachodniej polityki. W takiej sytuacji jestem po stronie zwolenników Real Politik. Niestety cierpią cywile po każdej stronie tych sporów. I to jest bolesna strona nawet wojny sprawiedliwej.
Mamy w Polsce tendencję do wypierania problemów bliskowschodnich z agendy politycznej. Przyjmujemy pozę państwa neutralnego wobec tamtejszych konfliktów. Wielu polityków pokazuje nawet wzgardę do tamtego regionu. Nie wyznają maksymy amerykańskich polityków i analityków: „odwiedź Bliski Wschód zanim przyjedzie do ciebie”.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/755348-pytania-o-iran-mamy-w-polsce-tendencje
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.