Zimowa wspinaczka na najwyższy szczyt Austrii zakończyła się śmiercią 33-letniej Kerstin G. i procesem, który podzielił opinię publiczną oraz środowisko alpinistów. Sąd uznał jej partnera, Thomasa P., za winnego nieumyślnego spowodowania śmierci. Sprawa stała się głośna również poza Austrią, ponieważ, jak pisze BBC, wielu alpinistów musi się od tej pory zastanowić, gdzie kończy się osobiste ryzyko w górach, a zaczyna odpowiedzialność karna
Wyrok: wina nieumyślna i kara w zawieszeniu
Do tragedii doszło w styczniu 2025 roku podczas wejścia na Grossglockner. Podczas wspinaczki partnerka alpinisty zmarła z powodu wyziębienia. Sąd wymierzył Thomasowi P. pięć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz grzywnę w wysokości 9600 euro. W uzasadnieniu podkreślono okoliczności łagodzące: brak wcześniejszej karalności oraz fakt, że oskarżony sam stracił bliską osobę. Wzięto także pod uwagę ciężar medialnej debaty wokół sprawy.
Sędzia nie kwestionował umiejętności oskarżonego, ale jednocześnie zaznaczył, że jego dziewczyma zdecydowanie nie dorównywała mu umiejętnościami. Zdaniem sądu para powinna zawrócić wcześniej.
Jednak sędzia, który również jest dowiadczony alpinistą i ratownikiem górskim, podszedł do oskarżonego z dużą wyrozumiałością, mimo iż uznał, że meżczyzna źle ocenił sytuację.
Nie uważam cię za mordercę, nie uważam cię za osobę bezduszną
— stwierdził sędzia, cytowany przez BBC.
„Zostawił mnie”
Cień na oskarżonego rzuciła z kolei jego była dziewczyna.
Opisała, jak zostawił ją samą podczas poprzedniej wyprawy na Grossglockner w 2023 roku. Powiedziała, że była u kresu sił, czuła zawroty głowy i że zgasło jej światło przednie. Zaznaczyła, że płakała i krzyczała, gdy on nagle zniknął, odszedł i zostawił ją samą
— czytamy w BBC.
Noc na górze: wiatr, mróz i brak sygnału SOS
Prokuratura wskazywała na ekstremalne warunki: wiatr dochodzący do 74 km/h, temperaturę -8°C i odczuwalną sięgającą -20°C. Ratownicy, którzy odnaleźli ciało, relacjonowali, że wisiało ono głową w dół pod ścianą skalną.
Kluczowym elementem oskarżenia był brak wezwania pomocy w odpowiednim momencie.
Prokuratorzy twierdzą, że para utknęła na górze, a Thomas P. nie wezwał policji i nie wysłał żadnego sygnału SOS, gdy około 22:30 nad ich głowami przeleciał policyjny helikopter.
— pisze BBC.
Obrona argumentowała, że w tym momencie oboje czuli się dobrze i byli blisko szczytu, dlatego nie widzieli potrzeby wzywania pomocy.
Dopiero o godzinie 00:35 19 stycznia zadzwonił na policję górską. Treść rozmowy jest kwestionowana. Ratownicy twierdzą, że nie było to wezwanie alarmowe, ale prawnik zaprzecza, jakoby informował policję, że wszystko było w porządku.
— czytamy.
Moment rozstania alpinistów
Przed szczytem kobieta miała się jednak poczuć skrajnie wyczerpana i poprosić partnera o sprowadzenie pomocy. Według prokuratury, alpinista wspiął się na szczyt i zszedł po drugiej stronie, zostawiając Kerstin G. Prokuratorzy twierdzą, że zostawił ją o godzinie 02:00.
Spór o doświadczenie i odpowiedzialność
Prokuratura podnosiła, że Thomas P., jako bardziej doświadczony alpinista, pełnił rolę nieformalnego lidera wyprawy i powinien był wcześniej zawrócić lub skuteczniej zareagować. W jej ocenie nigdy nie powinno dojść do sytuacji, w której para znalazła się w tak skrajnych warunkach.
Proces odbił się szerokim echem nie tylko w Austrii, ale także w międzynarodowym środowisku wspinaczkowym.
Proces postawił pytania o to, kiedy osobista ocena i podejmowanie ryzyka stają się kwestią odpowiedzialności karnej
— czytamy w BBC.
Oprac. sc/BBC
Wszystkie najnowsze artykuły znajdziesz na wPolityce.pl/najnowsze. Nie przegap!
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/753715-wyrok-na-alpiniste-mezczyzna-zostawil-w-gorach-swoja-dziewczyne
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.