Co Polaków mogą obchodzić wybory w Bangladeszu? Cóż, jednak powinny, skoro świat stał się „globalną wioską” (Marshal McLuhan), a geopolityczne mecze rozgrywają się na różnych poziomach i kontynentach. Skądinąd Bangladesz to państwo, którego populacja przewyższa Rosję i to już o prawie 30 milionów (dwa lata temu miał 174 miliony), a na dodatek jest to jeden z największych muzułmańskich krajów świata.
W ostatnich dniach tamtejsze wybory przyniosły porażkę premiera, laureata ekonomicznej nagrody Nobla 86-letniego Muhammada Yunusa. Ten ciekawy teoretyk i autor pojęcia mikrokredytu, którego pomysły doskonale pasowały choćby do funkcjonowania polskich SKOK-ów, w praktyce makroekonomicznej okazał się kiepskim szefem rządu (parokrotnie w swoich artykułach krytykowałem jego politykę i pseudoreformy).
Szczerze mówiąc, to jednak bardziej niż sprawy personalne tego państwa na drugim końcu świata - choć nie ukrywam sentymentu do jego poprzedniczki premier Szejk Hasiny, którą znałem i miałem okazję długo z nią rozmawiać - interesują mnie skutki geopolityczne. A te są następujące: stracił Pakistan z którym zacieśnienia stosunków chciał Yunus, trochę zyskują Indie (bo stracił Pakistan…).
Wygrali nacjonaliści z partii BNP
Wygrali nacjonaliści z partii BNP, która przedstawia się jako ugrupowanie liberalno- demokratyczne, ale obiecywała bangladeskie „500 plus” dla czterech milionów rodzin (!) oraz zasiłki dla bezrobotnych absolwentów uczelni. Premierem ma zostać Tarigue Rahman. Będzie to zresztą dowodem na funkcjonowanie nie tylko w Dhace (stolica kraju), ale w całej Azji Południowej, Indiach, Pakistanie dynastii politycznych.
Rodzice przyszłego premiera… też byli premierami, a matka Khaleda Zia była pierwszą kobietą - szefem rządu. Parlament Bangladeszu liczy trzystu deputowanych, a ponad 2/3 miejsc zajmie właśnie BNP, czyli Nacjonalistyczna Partia Bangladeszu.
Z bardzo biednego Bangladeszu przenieśmy się na chwilę do turystycznego raju, jakim są Malediwy. Tam z kolei w ostatnich wyborach prezydenckich wygrał prochiński Mohamed Muizzu, który pokonał przyjaciela Indii Mohameda Soliha. Gwoli ścisłości kandydat pro- New Delhi wygrał wybory prezydenckie w 2018 roku, a kandydat pro-Pekin kolejne pięć lat wcześniej.
Rywalizacja Indii i Chin w tym małym, bo liczącym niespełna zaledwie 300 km kwadratowych i nieco ponad pół miliona mieszkańców, a niepodległym ledwie od sześciu dekad kraju jest doprawdy pasjonująca.
Wszystkie najnowsze artykuły znajdziesz na wPolityce.pl/najnowsze. Nie przegap!
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/753155-bangladesz-i-malediwy-czyli-geopolityczne-gry
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.