Skutki blackoutu w Berlinie, wywołanego aktem terroryzmu lewicowej grupy Wulkan, są ogromne! Mieszkańcy czterech dzielnic już od 3 stycznia pozbawieni są prądu, a sytuacja trwać ma aż do 8 stycznia. Ludzie pozostali bez prądu, ogrzewania i telefonii komórkowej. Sprawa dotyczy aż 50 tysięcy gospodarstw domowych! Co ciekawe mimo dramatycznej sytuacji Berlin… nie wystosował prośby o pomoc do sąsiednich krajów związkowych, które gotowe byłyby udzielić wsparcia technicznego. Skuteczny paraliż miasta i brak reakcji władz powoduje, że lewicowi terroryści mogą czuć pełnię satysfakcji.
„Die Welt” rozmawiał z mieszką dzielnicy odciętej od prądu.
76-letnia pani Matilda wskazywała, że choruje na cukrzycę. W lodówce trzymała insulinę, ale ta po podgrzaniu już do niczego się nie nadaje. Kobieta, która korzystała tylko z telefonu stacjonarnego, została zupełnie odcięta od świata.
Nikt nie przychodzi i [nic] nie sprawdza. Nikt mi nie mówi, co się właściwie dzieje
— mówiła.
Przypominamy, że około 50 tys. gospodarstw domowych w południowo-zachodnim Berlinie nie ma dostępu do prądu.
Co na to władze?
Senator ds. gospodarki Franziska Giffey (SPD) ujawniła, że w wyniku pożaru wywołanego przez lewicową grupę, zniszczone zostały dwa kable wysokiego napięcia oraz kilka bocznych. Tłumaczyła, że naprawa ich jest skomplikowana technicznie, a sytuacji nie ułatwiają warunki pogodowe.
W tej sytuacji miasto zdecydowało się ogłosić stan alarmowy.
„Die Welt” zwrócił uwagę, że kilka jednostek ochrony ludności z innych krajów związkowych chciałoby pomóc swoimi agregatami prądotwórczymi, mobilnymi ogrzewaczami i masztami oświetleniowymi, ale… Berlin do tej pory nie zwrócił się pomoc.
Akt terroryzmu
Do aktu terroryzmu przyznała się skrajnie lewicowa „Grupa Wulkan”. Kiedy mieszkańcy Berlina przeżywają dramat - systemy ogrzewania zawiodły nawet w żłobkach, szkołach, domach opieki i szpitalach - lewicowi terroryści świętują.
Nasze współczucie dla licznych właścicieli willi w tych dzielnicach jest ograniczone
— pisali w broszurze o mieszkańcach odciętych od prądu.
Lewicowy ekstremizm
Peter R. Neumann, badacz ekstremizmu w rozmowie z „Die Welt” zwracał uwagę, że lewicowy ekstremizm był przez lata ignorowanym zjawiskiem.
W ostatnich latach można było zaobserwować radykalizację skrajnej lewicy, która przeszła od rozmów do czynów, w tym do takich bardziej zdecydowanych i nielegalnych
— mówił.
W niektórych częściach skrajnej lewicy łączą się różne narracje kryzysowe — kryzys klimatyczny, krytyka kapitalizmu, sceptycyzm wobec technologii i odrzucenie państwa
— tłumaczył.
Efektem tego jest zamknięty światopogląd, w którym sabotaż nie jest już postrzegany jako przekroczenie granicy, tylko jako politycznie uzasadniony środek przyspieszający rzekomy upadek istniejącego systemu
— wskazał.
Niemcy nie są przygotowane
Rzecznik grupy roboczej ds. infrastruktury krytycznej w rozmowie z „Die Welt” zwrócił natomiast uwagę, że Niemcy nie są przygotowane na takie scenariusze.
Jeśli wiadomo, gdzie znajdują się główne linie i węzły, można wywołać ogromne skutki stosunkowo prostymi środkami
— powiedział.
Mamy zbyt wiele krytycznych węzłów, w których pojedyncze awaria może wywołać reakcję łańcuchową
— zaznaczył.
Podsumowanie
W wyniku aktu terroryzmu skrajnie lewicowej „Grupy Wulkan” około 50 tys. gospodarstw domowych w Berlinie od 3 stycznia pozostaje bez prądu, ogrzewania i łączności. Sytuacja ma potrwać do 8 stycznia. Chociaż ogłoszono stan alarmowy, władze Berlina nie zwróciły się o pomoc do innych landów.
Adrian Siwek/Die Welt/Onet
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/749947-wladze-berlina-nie-chca-pomocy-blackout-trwa
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.