Szczerze mówiąc po raz pierwszy od bardzo dawna czuję, że jest szansa na zmiany - powiedziała PAP 30-letnia mieszkanka Caracas, komentując nocne eksplozje, o które władze Wenezueli oskarżyły USA. Ze względów bezpieczeństwa poprosiła o niepublikowanie jej imienia.
Rozmówczyni PAP mieszka w pobliżu Fort Tiuna, jednej z głównych baz wojskowych Wenezueli, gdzie w nocy dostrzeżono eksplozje i dym. Jej ojciec, emerytowany wojskowy, ocenił, że celem ataków były znajdujące się w okolicy bunkry.
Byłam w mieszkaniu, gdy nagle zgasło światło; nie było prądu, co w Wenezueli niestety zdarza się regularnie. Zaczęły się bardzo silne bombardowania, jedno za drugim. Weszliśmy na dach i zobaczyliśmy, jak w około czterech miejscach wybuchły pożary, jaskrawoczerwony ogień. Pół godziny później usłyszałam głośny dźwięk, zobaczyliśmy nadlatujące śmigłowce. Niektóre wydawały się mniejsze, niektóre większe. Znów zaczęły się bombardowania
— opowiedziała przez komunikator WhatsApp mieszkanka Caracas.
Dodała, że ludzie w jej gęsto zaludnionej dzielnicy zaczęli wychodzić na ulice z dziećmi, torbami i zwierzętami, bojąc się zostać w domach.
Byli bardzo zdenerwowani i zaczęli schodzić (z pobliskich wzgórz - PAP) w kierunku targu Coche. Niektórzy weszli na targ, inni przeszli na drugą stronę, szukając schronienia
— relacjonowała kobieta.
„Wybory były farsą, nie mamy silnej opozycji”
Zapytana o ocenę zdarzenia, odparła, że „w narkodyktaturze nie ma miejsca na negocjacje”.
Wybory były farsą, nie mamy silnej opozycji, (…) której można zaufać i która przeciwstawi się reżimowi. Niewiele możemy zdziałać, gdy (rząd - PAP) kontroluje i robi wszystko, co chce
— oceniła 30-latka.
Wybuchów już nie słychać, prądu nadal nie ma, ale dziś już nie zaśniemy
— mówi kobieta, około dwie godziny po eksplozjach.
Także inni rozmówcy PAP, którzy jednak odmówili szerszego komentarza, wyrazili poparcie dla ataków przeciwko rządowi, widząc w nich jedyną szansę na poprawę sytuacji w kraju.
W sobotę około godz. 2 nad ranem czasu lokalnego (godz. 7 w Polsce) w stolicy Wenezueli słychać było kilka eksplozji i nisko przelatujące samoloty. Rząd wenezuelski oskarżył o ataki USA. Amerykańska stacja CBS News podała, powołując się na przedstawicieli władz USA, że prezydent tego kraju Donald Trump wydał rozkaz w sprawie ataków. Również agencja Reutera, cytując wypowiedź amerykańskiego urzędnika, potwierdziła, że USA odpowiadają za ataki na cele w Caracas.
Stany Zjednoczone od kilku miesięcy wzmacniają presję na wenezuelskie władze i prowadzą ataki na łodzie podejrzane o transportowanie narkotyków do USA; w atakach tych zginęło dotąd ponad 110 osób. W niedawnym wywiadzie dla portalu Politico Trump powiedział, że dni przywódcy Wenezueli Nicolasa Maduro „są policzone”, ale nie ujawnił celu ani strategii wobec tego kraju. Nie wykluczył przy tym lądowej inwazji na Wenezuelę i zasugerował, że może użyć siły wobec Meksyku i Kolumbii.
CZYTAJ WIĘCEJ:
kk/PAP
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/749818-co-o-interwencji-usa-mysla-w-caracas
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.