Jeden obnażał się na portalu społecznościowym, drugi korzystał z usług luksusowych prostytutek, będąc na urzędzie. Obaj politycy Partii Demokratycznej byli na szczycie nowojorskiej polityki, zanim seksualne skandale zepchnęły ich na dno. Teraz obydwaj chcą wrócić.
I jak tu nie mówić o uzależnieniu od polityki. Sześć tygodni temu odezwał się Anthony Weiner. Ten obecnie 48-latek był siedem razy wybierany na kongresmana z Nowego Jorku, nigdy nie uzyskując mniej niż 59 proc. głosów. Świetnie zapowiadając się kariera zatrzymała się w czerwcu 2011 r. Weiner zrezygnował z mandatu, gdy wyszło na jaw, że rozsyłał swoje półnagie i całkiem nagie zdjęcia na portalu społecznościowym Twitter. Ówczesny kongresman bardzo kręcił w sprawie „sexting skandalu” (od wysyłania wiadomości tekstowych o treści seksualnej) przed rezygnacją, stając się pośmiewiskiem całej Ameryki. Jednak w maju tego roku Weiner poprosił nowojorczyków o drugą szansę i ogłosił start w prawyborach na burmistrza Nowego Jorku. Jak na razie (prawybory Partii Demokratycznej we wrześniu) – pierwsza „polityczna ofiara Twittera” – radzi sobie bardzo dobrze. W sondażach idzie łeb w łeb z murowaną do niedawna faworytką, szefową miejskiej rady miejskiej Nowego Jorku Christine Quinn.
Ale jeszcze bardziej szokujący jest powrót numer dwa. Chce go dokonać Eliot Spitzer. Gubernator stanu w latach 2007-8, zrezygnował ze względu na wielki seksualny skandal. Okazało się bowiem, że w wolnych chwilach pan gubernator korzystał z usług niewiast zatrudnionych w firmie Emperors Club VIP – ekskluzywnym burdelu dla bogatej klienteli. Dochodzenie FBI (przybytek działał nielegalnie) wykazało, że Spitzer w ciągu dwóch lat wydał w klubie na seks 80 tys. dolarów. Teraz 54-latek chce zostać głównym rewidentem miasta Nowy Jork. – Mam nadzieję, że przebaczenie jest możliwe. I proszę o nie – tymi słowami polityk zaczął w poniedziałek swoją kampanię wyborczą.
Mieszkańcy Nowego Jorku są ludźmi bardzo tolerancyjnymi, nie wykluczone że obaj politycy wrócą do politycznego raju. Zwłaszcza, że obydwaj mają rzecz najważniejszą, której brak wielu rywalom – rozpoznawalne nazwisko. Nie ważne czy się dobrze mówi czy źle, dla większości wyborców nazwiska „Weiner” i „Spitzer” brzmią znajomo. Przyczyniają się do tego też nowojorskie tabloidy, które mając niezłe używanie, przy okazji przydają obu dżentelmenom bezpłatnej wyborczej reklamy.
Paweł Burdzy z Chicago
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/65490-powrot-po-seks-skandalu