Korespondent redakcji Onet.pl na Ukrainie Marcin Wyrwał opublikował w sieci nagranie jadącej na platformie ciągniętej przez ciężarówkę polskiej armatohaubicy samobieżnej AHS „Krab”. Problem polega na tym, że film red. Wyrwała pozwala bez większego trudu określić miejsce, w którym zostało zrobione.
Szosa, charakterystyczne wiejskie zabudowania, drzewa - cień (pora dnia) i wreszcie maszt telefonii komórkowej. Dziennikarz tłumaczy się, że opublikował filmik jakiś czas po przejechaniu zestawu (są dwie wersje podawane przez autora: pierwsza - po kilku minutach i druga - po bardzo długim czasie). Chodzi tu o czas, w którym ewentualnie Rosjanie mogliby po namierzeniu transportu wystrzelić pocisk samosterujący bądź rakietę i trafić zestaw. Trwa więc dyskusja na temat czy red. Wyrwał dochował wojennych „przepisów BHP”, czy też nie. Obrońcy twierdzą, że dochował tzw. staranności, a poza tym przecież Ruski „nie będzie co i raz tam gdzie kiedyś coś jechało, co minutę bombardować na zasadzie a nuż trafią” – napisał inny dziennikarz Onet.pl. Zapewne tak, ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Kierowanie dyskusji na takie tory jest de facto przykryciem prawdziwego problemu, który wiąże się z publikacją nagrania polskiego „Kraba” na lawecie. Każdy kto interesuje się działaniami zbrojnymi na Ukrainie wie, że Ruski i tak nie jest w stanie trafić w pojazd będący w ruchu z odległości ponad 100 km (wg autora fotka była zrobiona „dobre 300 km od Donbasu”, czyli linii frontu). Nawet w pociąg towarowy. Po prostu zbyt długo namierzają cel, a ich pociski samosterujące, czy rakiety nie są wystarczająco precyzyjne. Problem leży gdzie indziej. Korespondent poprzez swoją publikację wskazał dokładne miejsce przemieszczania się transportu „Kraba”. Na Ukrainie zestaw o masie prawie 80t ma ograniczony zakres dróg którymi może się poruszać. Co teraz może zrobić Ruski? Najprostszym rozwiązaniem jest nakierowanie „oka” satelity w okolice tego miejsca i czekanie, aż pojawi się na drodze kolejny zestaw. Potem pozostaje śledzenie go aż do celu podróży, w pobliżu linii frontu i obserwacja „gdzie zaparkuje”. Nie daj Boże jak będzie już tam stała bateria. Resztę dokończy wraża artyleria. Drugim sposobem (mniej pewnym) jest wysłanie tam drona lub samolotu zwiadowczego. Efekt podobny. Trzecim byłoby skierowanie w kierunku szosy patrolu Specnazu, których zapewne kilka kręci się na zapleczu frontu i czeka na zadania. Dodajmy, że na filmiku widać, że „Krab” jedzie kompletnie bez obstawy. Pozostaje wywlec z przydrożnej chałupy „lokalesa”, a po odpowiednim przesłuchaniu dowiedzieć się np. ile transportów bez obstawy przejechało już tą drogą (liczyć ile Krabów dotarło tędy na Ukrainę) i wreszcie urządzić zasadzkę. Czy w związku z tym Ukraińcy muszą od dziś dzięki Onetowi ubezpieczać konwoje specjalistyczną obstawą, która potrzebna jest w innych równie, albo jeszcze bardziej newralgicznych miejscach?
I jeszcze jedno. Kierunki przejazdu transportów wojskowych z uzbrojeniem, środkami materiałowymi zawsze sugerują koncentrację jednostek wojskowych, które są w trakcie walki lub czekają w rejonie ześrodkowania i przygotowują się do działań. Takie ruchy powinny być maskowane i nie powinno się relacjonować ich publicznie. W tym przypadku może to być np. taktyka strony ukraińskiej w zakresie szybkiego przerzutu środków artylerii na zagrożony kierunek w celu zaskoczenia ruskich. Takie wiadomości, czy to obrazki nie powinny się znaleźć w przestrzeni publicznej w ogóle.
Dlatego na wojnach drogi dowozu uzbrojenia na front są ściśle tajne. Choć dziś na północy-wschód od Kijowa nie ma bezpośrednich działań wojennych, to trasy, którymi dojeżdżało na front zaopatrzenie wojskowe np. do Czernichowa są dalej objęte najściślejszą tajemnicą. Tak na wszelki wypadek. Ustalania tras nazwijmy je logistycznych, to cała skomplikowana praca sztabów i wywiadu.
W Polsce podczas działań wojennych robienie zdjęć na drogach podczas przemarszu wojsk czy sprzętu absolutnie wyczerpuje znamiona szpiegostwa. Sądzę, że na Ukrainie powinno być podobnie. Nie wiem co z red. Wyrwałem zrobią Ukraińcy, ale sprawa nie jest tak błaha jak się z pozoru wydaje, co starałem pokazać w treści mojego komentarza. Zresztą to nie pierwszy „wyczyn” red. Wyrwała. W ukraińskiej sieci znany jest jego wywiad, który przeprowadził razem z Tomaszem Maciejczukiem z proputinowskim politykiem Denisem Puszylinem. To były już premier samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej. Rozmowę zdjęto ze strony Onet.pl po 20 godzinach (co w Rosji stało się przyczynkiem do komentowania „braku wolności słowa” w Polsce). Dla Maciejczuka był to dziennikarski debiut w polskich mediach. Ale w co gra red. Marcin Wyrwał?
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/606692-film-dokumentujacy-transport-kraba-moze-byc-problemem
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.