Polska stała się najważniejszym sojusznikiem USA w Europie środkowej. Rząd Polski zabiega o rozmieszczenie amerykańskich sił zbrojnych na swoim terytorium, traktując amerykańska obecność jako podstawową gwarancję bezpieczeństwa naszego kraju. I rząd amerykański, choć w sposób ograniczony, odpowiada na to oczekiwanie zwiększając swoją rotacyjną obecność militarna nad Wisłą. Uzupełnieniem tej polityki jest modernizacja armii, w tym utworzenie wojsk terytorialnych, plany sformułowania czwartej dywizji i zwiększenie budżetu militarnego do poziomu 2,5% PKB do roku 2030. W obliczu wyzwań bezpieczeństwa, te działania mają jednak bardziej charakter polityczny i propagandowy, niż militarny, pogłębiając tym samym naszą zależność w zakresie bezpieczeństwa od polityki amerykańskiej. U podstaw tej polityki leży przekonanie o tożsamości polityki bezpieczeństwa pomiędzy naszymi państwami. W istocie przyjmujemy amerykańska narrację o bezpieczeństwie państw naszej części Europy. Przyjmowanie tej narracji jest przejawem niesamodzielności strategicznej naszego państwa, rezygnacji z podmiotowości w nadziei że Washington zawsze będzie bronił naszego bezpieczeństwa. To przyjęcie w praktyce statusu protektoratu w zakresie bezpieczeństwa narodowego Taka polityka w dłuższej perspektywie może okazać się pułapką, za którą nasz kraj może zapłacić radykalnym pogorszeniem własnego bezpieczeństwa i degradacją naszej międzynarodowej pozycji. Dziś podstawowym wyzwaniem nie jest tylko zdefiniowanie priorytetów naszej polityki, ale także zdefiniowanie zakresu tożsamości polskiej i amerykańskiej polityki bezpieczeństwa.
Bowiem najważniejszym wyzwaniem dla Washingtonu są chińskie plany dominacji ekonomicznej, militarnej i politycznej w Azji związane z policentryzacją świata. Policentryzacja polityki światowej także jest celem polityki Rosji, która ma nadzieje na zbudowanie w przyszłym systemie międzynarodowym własnej strefy dominacji. Ze względu na swój potencjał, Rosja nie jest przez Amerykanów traktowana jako zagrożenie własnej pozycji, a jedynie jako wsparcie dla Pekinu . Jednak w dłuższej perspektywie polityka chińska jest także zagrożeniem dla pozycji Rosji. Jak słusznie zauważył Radosław Pyffel: nie może być silnej Rosji i silnych Chin. Dlatego Amerykanie dziś traktują Rosjan, jako pierwszą przeszkodą, którą muszą usunąć, aby powstrzymać chińskie roszczenia. Bo bez włączenia Rosji do swojego systemu politycznego nie są w stanie izolować i powstrzymać Pekinu. Amerykanie nie akceptują rosyjskiego celu jakim jest policentryzacja polityki światowej, dlatego próbują wymusić na Rosji akceptacje włączenia tego kraju do amerykańskiego systemu dominacji, bez koncesji, które pragnie uzyskać Moskwa. Pełną gwarancją dla Washingtonu podporządkowania Rosji byłoby nie tylko utrzymanie Europy Wschodniej – zgodnie z koncepcjami Mackindera i Brzezińskiego – po za wpływami Rosji, ale także włączenie tego kraju w system blokowania rozwoju Chin. W tej koncepcji amerykańskie wsparcie dla Ukrainy i wzmacnianie obecności militarnej w Polsce jest formą nacisku na Moskwę na rzecz zaakceptowania własnej dominacji strategicznej. To są cele zasadniczo sprzeczne z celami polityki rosyjskiej. Problem w tym, że czas pracuje nie tylko przeciwko Amerykanom, ale jeszcze szybciej przeciwko Rosjanom. Rosja, to gnijące mocarstwo, które w wymiarze demograficznym i ekonomicznym systematycznie traci swoją pozycję w współczesnym świecie. Jest to państwo w stanie stagnacji gospodarczej i wyczerpywania się zasobów energetycznych, zwłaszcza ropy, której wydobycie do 2035 roku spadnie do poziomu zaspokajającego tylko potrzeby wewnętrzne. Także zaczyna tracić swoją pozycję militarną. Agresywna polityka wobec sąsiadów prowadzi bowiem do wzrostu wydatków zbrojeniowych wśród wielu państw NATO zagrażając nowemu wyścigowi zbrojeń, któremu gospodarka rosyjska nie jest w stanie sprostać. Kryzys demograficzny uderza w możliwości rekrutacyjne armii, a za kilkanaście lat także straci swoją przewagę nuklearną wobec Pekinu. Moskwa stoi nie tylko wobec zagrożenia niepowodzenia realizacji własnych maksymalistycznych celów, ale grozi jej proces wasalizacji wobec Pekinu, wasalizacji, która może skuteczniej blokować rozwój tego kraju, niż jego włączenie do globalnego systemu amerykańskiej dominacji. Próbą ucieczki od tej alternatywy amerykańskiej bądź chińskiej dominacji mogą być próby samodzielnego poszerzenia własnej strefy wpływów poprzez działania militarne w przypadku wycofania się Amerykanów z Europy w wyniku koncentracji sił na Zachodnim Pacyfiku bądź też próby porozumienia z z Niemcami i Francją. Jednak amerykańskie przełożenie na politykę państw zachodnioeuropejskich(rynek amerykański jest znacznie dla nich ważniejszy niż rynek rosyjski)spowoduje najprawdopodobniej fiasko tej polityki.
Dlatego Amerykanie mają nadzieje, że Moskwa zagrożona w dłuższej perspektywie chińską hegemonią i rozczarowana niemożnością zawarcia strategicznego porozumienia z państwami zachodnioeuropejskimi zgodzi się na układ z Amerykanami za cenę korzystnych ustępstw amerykańskich na rzecz regionalnej dominacji Rosji, czyli w obszarze naszego bezpieczeństwa. Rosjanom chodzi tu o dominację przede wszystkim na Ukrainie , obszarze Kaukazu, poszanowania ich strefy dominacji w Azji środkowej, a także krajów bałtyckich i strefie Arktyki. Dlatego Washington eskaluję politykę nacisków na rzecz takiego porozumienia, w którym Moskwa w pełni zaakceptuje amerykańską koncepcję, bez konieczności znaczących ustępstw w zakresie rosyjskich postulatów. Wydaje się jednak że osiągnięcie porozumienia na takich warunkach jest mało prawdopodobne, dlatego Washington nie podejmuje działań takich, jak na przykład zobowiązanie do stałej militarnej obecności w Polsce czy państwach bałtyckich, bo to by znacznie utrudniało doprowadzenie do trwałego porozumienia z Rosjanami. Amerykanie zostawiają sobie furtkę do wycofania swojej obecności wojskowej w sytuacji zawarcia porozumienia z Moskwą. Zawarcie takiego porozumienia postawiłoby Polskę w bardzo trudnej sytuacji, nie tylko ze względów bezpieczeństwa, ale także ograniczyłoby nasze warunki rozwojowe. Dlatego świadomość rzeczywistych celów polityki amerykańskiej wymaga zupełnie innej polityki bezpieczeństwa niż ta, która jest obecnie realizowana. Przede rewizji wymaga odrzucenia satelickiego założenia o tożsamości polskiej i amerykańskiej polityki bezpieczeństwa, w której protektor realizuje nasze podstawowe interesy. W zakresie bezpieczeństwa mamy do czynienia zarówno ze zbieżnościami jak i różnicami tożsamości naszych interesów. Zbieżność polskich i długofalowych amerykańskich interesów polega na realizacji koncepcji Mackindera stworzenia w Europie środkowej ośrodka siły, który pełniąc funkcje stabilizacyjne byłby jednocześnie rzeczywistą barierą zdominowania tej części naszego kontynentu przez mocarstwo haeartlandu. Zasadnicze wzmocnienie polskiego potencjału narodowego, zarówno w wymiarze gospodarczym jak i militarnym zapobiegłoby zagrożeniu dominacji naszej części kontynentu przez Rosję. Problem w tym że ten długofalowy cel, jakim jest niedopuszczenie do dominacji Rosji w naszym obszarze bezpieczeństwa coraz bardziej staje w konflikcie z celem krótkofalowym, jakim jest konieczność włączenia Rosji do systemu blokującego Chiny, bo czas gra na niekorzyść także Stanów Zjednoczonych. Jak pokazuje przykład II wojny światowej, czy reset w polityce rosyjskiej prezydenta Obamy, Amerykanie, gdy mają do czynienia z wyborem polityki pomiędzy aktualnym a potencjalnym zagrożeniem swojej pozycji, zawsze poświęcą cele długofalowe dla realizacji celów bieżących. Dziś zagrożenie dominacją rosyjską dla długofalowych celów polityki amerykańskiej przez Moskwę jest traktowane, jako iluzoryczne w porównaniu z koniecznością odpowiedzi na chińskie wyzwanie. Dlatego uzyskanie porozumienia z Rosją jest priorytetem w amerykańskiej polityce , zaś rola Polski w tej koncepcji jest zredukowana wyłącznie do funkcji lewara wymuszającego na Rosji zawarcie porozumienia na możliwie najdogodniejszych warunkach.
Świadomość rzeczywistych celów amerykańskich wymaga nie tylko rezygnacji z koncepcji tożsamości interesów bezpieczeństwa polsko-amerykańskiego ale odbudowę podmiotowości strategicznej polskiej polityki. Otóż podstawowym celem polskiej polityki nie jest doprowadzenie do porozumienia rosyjsko-amerykańskiego, ale utrwalenie zmian geopolitycznych, które są skutkiem rozpadu komunizmu i Związku Sowieckiego oraz zagwarantowanie geopolitycznych warunków naszego rozwoju. Oznacza to proces budowy polskiego ośrodka siły zdolnego do samodzielnej obrony naszego bezpieczeństwa, utrzymanie suwerenności państw wyłonionych w wyniku rozpadu systemu komunistycznego oraz politykę spychania ekspansji rosyjskiej w poza europejskie obszary. Oznacza to także wzmocnienie naszego bezpieczeństwa także współpracą sojuszniczą z USA i pozostałymi państwami NATO. Naszym celem jest bowiem budowanie samodzielnego ośrodka siły w Europie Wschodniej zdolnego do gwarantowania naszego bezpieczeństwa, równowagi i pokoju. To przede wszystkim uznanie, że budowa własnego potencjału narodowego, przede wszystkim potencjału militarnego jest najważniejszą gwarancją naszego bezpieczeństwa narodowego. Taka polityka nie uzależnia naszego bezpieczeństwa od zmiennych celów politycznych naszych sojuszników, choć pielęgnuje i umacnia sojusznicze więzi ze świadomością ich ograniczonego zakresu. Bo tylko wtedy możemy mówić o naszej podmiotowości zarówno w zakresie bezpieczeństwa, jak też w zakresie polityki międzynarodowej gdy samodzielnie decydujemy o naszym bezpieczeństwie. Powinniśmy prowadzić politykę podobną do Izraela, który pomimo że jest w bardzo bliskim sojuszu z Washingtonem, nie uzależnia własnego bezpieczeństwa od polityki amerykańskiej. Przypomnę, że na terenie Izraela nie ma nawet baz amerykańskich. Izrael prowadzi politykę podmiotową, wielowektorową, skutecznie wzmacniając swoje bezpieczeństwo i swoje interesy. Podobna politykę powinna prowadzić także Warszawa. Amerykańska obecność militarna w naszym kraju powinna dać nam czas na zbudowanie własnej silnej armii, która powinna być fundamentem naszego bezpieczeństwa. Dlatego już dziś powinniśmy zbudować silną, co najmniej 200-tyięczna armię wyposażoną w nowoczesną broń. Na politykę naszego bezpieczeństwa powinniśmy przeznaczyć 4%PKB. Bo dotychczasowa polityka obronna naszego państwa, w tym przeznaczenie 2,5%PKB na obronę do roku 2030 jest działaniem pozorowanym, a nie rzeczywistą odpowiedzią na zagrożenie destabilizacji obecnego systemu międzynarodowego i perspektywy wycofania się Amerykanów z naszej części Europy. Te działania powinny być uzupełnione polityką budowy naszego potencjału gospodarczego w postaci zarówno dyferencjacji naszego eksportu, by uzyskać większą podmiotowość ekonomiczną wobec gospodarki niemieckiej, jak i podmiotowością wobec azjatyckiego wyzwania gospodarczego. Także podwojenie nakładów na rozwój nauki i innowacyjności, jest warunkiem budowy naszej technologicznej i gospodarczej podmiotowości. Budowa własnego potencjału narodowego i samodzielnego definiowania polskiej polityki jest podstawą bardziej podmiotowego traktowania naszego kraju przez sojuszników. Natomiast nie ma tożsamości polskiej polityki z polityka amerykańską na innych obszarach.
Polityka naszego bezpieczeństwa wymaga także własnego zdefiniowania naszych interesów w zakresie naszego miejsca polityce światowej. Respektując interesy amerykańskie, musimy przede wszystkim realizować własne interesy. Nasze poparcie dla polityki amerykańskiej poza budową polskiego ośrodka siły, który powstrzymuje samym swym potencjałem ekspansje Rosji jako mocarstwa heartlandu powinna mieć bardziej defensywny charakter. Nie zachodzi tu bowiem tożsamość interesów obu stron. Dla Polski ważne jest aby wykorzystać nasze położenie dla rozwoju naszego potencjału ekonomicznego. Dlatego postulowana przez Amerykanów koncepcja kordonu sanitarnego wobec Rosji, w której Polska ma zasadniczą role, jest możliwa, tylko w sytuacji zagrożenia naszej suwerenności i niezdolności naszego państwa budowy własnego potencjału narodowego.
Zagwarantowanie bezpieczeństwa w naszej części Europy oznacza nie tylko poszanowanie suwerenności państw europejskich powstałych w wyniku rozpadu Związku Sowieckiego, ale także obniżanie napięć politycznych poprzez budowę zaufania poprzez demilitaryzacje okręgu królewieckiego, ograniczenie rosyjskiej obecności wojskowej w części europejskiej, redukcję zbrojeń nuklearnych, zwłaszcza średniego i bliskiego zasięgu. Te warunki powinny stać się podstawą europejsko-rosyjskiego paktu bezpieczeństwa w zamian za współpracę gospodarczą, w postaci min strefy wolnego handlu, czy zniesienia systemu wizowego dla Rosjan. Współpraca gospodarcza w zamian za bezpieczeństwo, powinno być celem polskiej polityki. Polska powinna być promotorem współpracy gospodarczej europejsko-rosyjskiej z zagwarantowaniem, że ta współpraca nie będzie miała przełożenia militarnego i politycznego wymierzonego w naszego atlantyckiego sojusznika. Taka polityka umożliwiłaby w znacznie szerszym zakresie wykorzystanie naszego położenia geograficznego do budowy naszego potencjału narodowego, stającego się gwarantem stabilizacji i pokoju w naszej części Europy. I dlatego Amerykanie powinni uznać w tym zakresie naszą podmiotowość. Przeszkodą dziś przed uznaniem przez Washington naszej podmiotowości jest przede wszystkim satelicka mentalność polskich elit politycznych, które zgadzają się na instrumentalne traktowanie naszego państwa w polityce amerykańskiej. Taka polityka zagraża w sytuacji możliwego konfliktu, że Polska stałaby się pierwszym frontem nadchodzącej wojny. Unikanie zaś wejścia do możliwego się konfliktu w jego pierwszym etapie, powinno być fundamentem polskiej polityki.
Warszawa leży w prawie równej odległości od Washingtonu i Pekinu, stolic dwu państw, które dziś konkurują o dominację we współczesnym świecie. To daje nam unikalne położenie, które może być zagrożeniem dla naszej przyszłości, ale może być także lewarem wzmacniającym naszą pozycję zarówno w zakresie polityki międzynarodowej, bezpieczeństwa, jak i w zakresie gospodarczym. Polska może stać się państwem środka w kształtującym się obecnie systemie międzynarodowym opartym o rywalizacje pomiędzy supermocarstwami. Nasze położenie może generować szybszy rozwój gospodarczy, budując tym samym ekonomiczne fundamenty stabilizacji, równowagi i pokoju w naszej części Europy, jednocześnie promieniując daleko poza granice naszego obszaru bezpieczeństwa narodowego. Wymaga to samodzielności strategicznej i politycznej, prowadzenia polityki wielowektorowej, współpracy ze wszystkimi podmiotami polityki światowej w zakresie dotyczącym realizacji naszych najważniejszych interesów i umiejętności unikania sprowadzenia naszej polityki do roli lewara w grze supermocarstw. Wymaga polityki systematycznego wzmacniania naszej pozycji, wykorzystując położenie geograficzne i grę mocarstw w naszej części kontynentu. Jednocześnie oznacza odrzucenie polityki opartej na paradygmacie satelickim, neokolonialnym, wyrażającej się w bezwarunkowej gotowości realizacji zewnętrznych interesów. Taka polityka wymaga przede wszystkim samodzielnego definiowania własnego rozpoznania i własnych celów, a nie przyjmowania obcych strategicznych narracji. Nasze położenie może być wielką szansą, jeżeli będziemy realizować polskie a nie zewnętrzne wobec nas interesy. Państwo środka systemu międzynarodowego, to koncepcja pokoju, równowagi, bezpieczeństwa i rozwoju zarówno Polski jak i całego obszaru naszej części Europy.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/516601-panstwo-srodka-nasze-polozenie-moze-byc-wielka-szansa
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.