Antonella Mei-Pochtler, mówi w rozmowie z „Financial Times” w jaki sposób austriacki rząd przygotowywał się na pandemię Covid-19 i co spowodowało, że reagując tak szybko uchronił kraj przed rozprzestrzenianiem się wirusa, mimo wspólnej granicy z Włochami i intensywnej komunikacji z regionami najsilniej nimi dotkniętymi. Jej opowieść jest też ważna w związku z szerszym problemem w jaki sposób rządy zdobywają informacje, jak uzależnione są od umiejętności interpretacji napływających doniesień i wreszcie co można zrobić, aby te kluczowe w obecnych czasach zdolności poprawić. Bo jeżeli przez lata słyszeliśmy, że chcąc utrzymać na rynku pracy swą pozycję musimy się szkolić i cały czas zdobywać wiedzę, podobnie zresztą jak firmy, które nie nadążając za nowościami na rynku tracą swoją pozycję, to dlaczego te zasady nie miałyby mieć zastosowanie do rządów i państw?
Mei-Pochtler, nie jest urzędnikiem państwowym, a współpracę z austriackim rządem, zaproszona przez premiera Kurza, rozpoczęła przechodząc z biznesu consultingowego. Jej zadaniem, jeszcze przed wybuchem pandemii, było budowanie alternatywnych propozycji wobec ministerialnych pomysłów. Będąc czymś w rodzaju alter ego szefów resortów budowała, korzystając zresztą z odmiennych niźli rządowe źródeł informacji i kanałów ich pozyskiwania, alternatywne scenariusze. Ta umiejętność niezwykle przydała się po wybuchu pandemii. Nie czekając na oficjalne komunikaty Mei-Pochtler i jej współpracownicy wykorzystując biznesowe relacje na samym początku pandemii zorganizowali serię telekonferencji z lekarzami z północnowłoskich szpitali. To dało im niezbędną wiedzę jak walka z epidemią wygląda w Lombardii. Ale informacje zbierano nie tylko tam. Członkowie jej niewielkiego zespołu dzwonili po całym świecie, przeszukiwali sieci społecznościowe i ściągali zewsząd potrzebne materiały. Jak mówi, pomogła im pokora, świadomość, że jeśli się czegoś nie wie to trzeba sporo wysiłku aby się nauczyć. Taka postawa, jak zauważa, często jest nieobecna w wielkich państwach, których urzędnicy przyzwyczajeni są do tego, że wiedzą lepiej a ich kanały pozyskiwania informacji są niezawodne. „Małe państwa uczą się szybko od siebie – mówi Mei-Pochtler – jesteśmy znacznie bardziej otwarci” a dodatkowo najczęściej, jak dodaje „pozbawieni arogancji wielkich”. Na dodatek, najczęściej społeczeństwa mają w małych państwach większe zaufanie do działań rządu, który nie wydaje się tak odległy.
Jej zdaniem to właśnie wideokonferencja z lekarzami z Lombardii i innych części północnych Włoch pomogła jej szybko przekonać kanclerza Kurza do podjęcia niezbędnych działań, bo czym innym jest lektura suchych doniesień, a czym innym rozmowa z ludźmi, którzy są na pierwszej linii i mówią, że sytuacja przypomina wojnę.
O umiejętności zbierania i przede wszystkim interpretacji posiadanych informacji, jako czynniku kluczowym w walce z pandemią pisze na łamach „Scientific American” Jeremy Samuel Fast, lekarz praktykujący zarówno na oddziałach ratunkowych jak i jako lekarz prowadzący. Jego zastanowiły słowa prezydenta Trumpa, który na początku pandemii Covid-19 powiedział, że nie jest ona groźniejsza niźli sezonowa grypa, która corocznie uśmierca w Stanach Zjednoczonych, w zależności od roku od 25 do 69 tysięcy osób. Ten wątek argumentacji pojawił się w publicznych dyskusjach w wielu krajach, Polski nie wyłączając, więc warto poświęcić mu nieco więcej uwagi. Otóż, jak pisze Fast, zdziwiło go to, dlaczego tak wiele w mediach mówi się o ofiarach strzelanin, które rocznie kosztują życie 40 tys. Amerykanów albo zmarłych w wyniku przedawkowanie pochodnych opium (46 tys. zgonów) a tak mało słyszy się o zmarłych na grypę, choć to znacznie poważniejsze zagrożenie. Mało tego, Fast zastanawia się dlaczego, mimo prawie 8 lat praktyki lekarskiej nigdy osobiście nie zetknął się z nikim kto zmarł w wyniku grypy. Przeprowadził nawet w tej sprawie ankietę wśród kolegów lekarzy, którą rozesłał też po całym kraju. I tu tez wynik był podobny. Lekarze odpowiadający na jego pytania mówili jedynie o sporadycznych przypadkach śmierci z powodu grypy. To skłoniło go dalszych poszukiwań i w ich wyniku okazało się, że porównujemy gruszki do pomarańczy. Otóż w przypadku Covid-19 mamy do czynienia z osobami rzeczywiście zmarłymi w wyniku infekcji wirusem, choć metody raportowania różnią się co do kraju, a jeśli chodzi o liczbę ofiar grypy, to nie są to rzeczywiste dane na podstawie statystyk medycznych ale modele matematyczne. Oczywiście na początku pandemii nikt, a tym bardziej prezydent Trump, nie mógł wiedzieć ile będzie ofiar Covid-19, ale wiedza, że porównuje nie model matematyczny rozprzestrzeniania się Covid z rzeczywistą liczbą ofiar grypy, a dwa oparte o zmienne założenia modele epidemii, winny skłonić go do bardziej ostrożnego podejścia. A tak się nie stało, bo uwierzył w to, że rzeczywiście w Stanach Zjednoczonych na grypę umiera tak wiele osób.
Oczywiście dopuszczalna jest też odmienna interpretacja. W Niemczech trwa obecnie dyskusja czy czasem władze federalnie nie są nadmiernie ostrożne. Stefan Homburg, profesor finansów publicznych na Uniwersytecie Leibniza w Hanowerze zastosowane przez rząd ograniczenia określa mianem „szaleństwa” i argumentuje, że już 23 marca, w świetle powszechnie dostępnych danych statystycznych, czyli właśnie w dniu kiedy w Niemczech wprowadzano największe restrykcje, wskaźnik obrazujący rozprzestrzenianie się wirusa spadł poniżej 1, i od tej pory nie wzrósł, a to oznacza, że jeden chory zaraża statystycznie mniej niż jedną osobe. Homburg, który mówi o „szaleństwie lock-down” argumentuje też, że rozpowszechniane przez władze niemieckie na początku pandemii szacunki, prognozujące od 300 tys. do nawet 1,5 mln zgonów w wyniku pandemii, jeśli nie zostaną podjęte natychmiastowe działania okazały się w jawny sposób przesadzone. Oczywiście dziś trudno odpowiedzieć na tak stawianą kwestię, bo łatwo sformułować argument, że liczba ta jest niższa właśnie dlatego, że podjęto stanowcze i na szeroką skalę działania.
Pewności kto ma w tym sporze rację nie będziemy mieć zapewne jeszcze długo, ale tym bardziej widać jak istotną rolę odgrywa zdobywanie informacji, ocena ich wiarygodności oraz umiejętność i skłonność do dyskusji na temat wniosków jakie na ich podstawie można wyciągnąć. Nie ma jednej uniwersalnej polityki wobec Covid-19. Takie zunifikowane podejście wydaje się trudne nawet w jednym kraju, nie mówiąc już o całej grupie państw jaką jest Unia Europejska. Polityki mogą być inne na początku, w trakcie i pod koniec pandemii. Elastyczność reagowania wydaje się być w tym wypadku kluczem do sukcesu. Podobnie jak umiejętność pozyskiwania informacji, nawet sprzecznych i kłócących się z powszechnymi poglądami. Rząd, czy szerzej administracja publiczna, musi zacząć się tego uczyć, bo w świecie po Covid-19 już nie przestrzeganie procedur, na co nastawione są urzędy wszystkich krajów świata, ale elastyczne reagowanie na pojawiające się wyzwania i szanse może decydować o skuteczności polityki i pomyślności państwa.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/498654-rzad-musi-wiedziec-jak-zdobywac-informacje-i-uczyc-sie
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.