To dobra nowina dla naszych rolników – powiedziała niemiecka minister rolnictwa Julia Klöckner, komentując podjętą w miniony wtorek decyzję rządu federalnego. Żniwa nie będą czekać, ani tak samo siewy – dodała.
Chodzi o zgodę Berlina, podjętą pod naciskiem i po protestach niemieckich organizacji zrzeszających rolników, na przyjazd do Niemiec 80 tysięcy pracowników sezonowych z Europy Wschodniej, głównie z Bułgarii i Rumunii.Horst Seehofer, federalny Minister Spraw Wewnętrznych, podkreślił, że rewidując wcześniejszą decyzją rządu o całkowitym zamknięciu granic „udało się znaleźć sposób aby zagwarantować możliwość zbioru warzyw chroniąc jednocześnie zdrowie populacji”. Metoda, o której wspomniał minister, to dość kontrowersyjny sposób sprowadzenia i zatrudnienia pracowników sezonowych. Mają oni być przywiezieni specjalnymi samolotami, po przeprowadzeniu testów zdrowotnych a po przyjeździe na czas co najmniej dwóch tygodni oddzieleni od miejscowej siły roboczej. Niezależnie od niedobrych skojarzeń, które te metody mogą budzić, decyzja niemieckiego rządu zapadła nie tylko pod wpływem alarmistycznych apeli farmerów, którzy argumentowali, że nie będzie komu przeprowadzić szybko zbliżających się zbiorów warzyw, czy wiosennych prac polowych. W istocie jest pośrednim przyznaniem do porażki lansowanego jeszcze dwa tygodnie temu, przez Berlin, pomysłu, aby sezonowych robotników ze Wschodu zastąpić niemieckimi bezrobotnymi, studentami czy uchodźcami dziś żyjącymi na koszt opieki społecznej. Zgłosiło się 40 tys. chętnych, w miejsce 100 tysięcy, których potrzebują farmerzy. Ci z kolei, dodatkowo podkreślali, że do trudnych prac w polu potrzebują wytrzymałych i przeszkolonych pracowników, a nie takich, którzy po kilku dniach, a czasem nawet godzinach zniechęceni są skalą wysiłku, która trzeba wkładać w pracę na roli. Jednak decyzja rządu federalnego udowadnia tez inną prawdę, że współczesne gospodarki nie są w stanie funkcjonować bez napływu setek tysięcy emigrantów, który w czasach pandemii został wstrzymany. A to oznacza kolejną przeszkodę i utrudnienia dla i tak już obciążonych gospodarek.
Po drugiej stronie tego łańcucha, czyli w krajach będących eksporterami siły roboczej sytuacja wygląda jeszcze gorzej. Najlepiej widać to na przykładzie krajów wywodzących się z byłego ZSRR, z których niektóre wręcz są w stanie funkcjonować, tylko dlatego, że pracujący poza ich granicami obywatele co miesiąc przysyłają przelewy rodzinom pozostałym na miejscu. 2 mln obywateli Uzbekistanu, pracujących głównie na rosyjskich budowach każdego roku wysyłało do domu 5 mld dolarów. Teraz te przelewy ustały, podobnie zresztą jak stanęły rosyjskie budowy gdzie nie ma kto pracować. Ukraiński bilans płatniczy i kurs hrywny stabilizowały przelewy od 5 mln obywateli naszego sąsiada, którzy w ubiegłym roku przesłali do kraju 20 mld dolarów. Teraz nie tylko nie ma tych przelewów, co stanowi dodatkowy ciężar, jaki dźwigać musi tamtejsza gospodarka, ale gastarbeiterzy powrócili do ojczyzny zwiększając obciążenie tamtejszego i tak już mało wydolnego systemu zabezpieczenia socjalnego. W małych państwach, takich jak Mołdawia, Kirgizja Armenia czy Tadżykistan, nie mających praktycznie innych prócz transferów swych obywateli pracujących poza granicami źródeł dochodów sytuacja jest jeszcze poważniejsza. Utrwalenie obecnego stanu, może wręcz doprowadzić do załamania się tamtejszych instytucji państwowych. Jak szacują rosyjscy specjaliści, małe, uzależnione od eksportu swej siły roboczej państwa postsowieckie mogą stracić tylko w tym roku w wyniku zamknięcia granic nawet 30 mld dolarów dochodów.
Ale problemy związane z wstrzymaniem migracji ludności nie mają tylko transgranicznego charakteru. W samych Chinach jest ponad 200 mln robotników, którzy mieszkają i pracują w miejscach nieraz bardzo od siebie oddalonych. Skala tego zjawiska jest jeszcze większa w Indiach. Jak informuje hiszpański El Pais na prowincji kraju, również w rejonach turystycznych, zarysowało się w ostatnich dniach, w realiach pandemii, inne zjawisko. Otóż władze lokalne w wielu gminach Walencji, Alicante, Murcji, Andaluzjii Galicji broniąc się przed napływem przyjezdnych fizycznie odgrodziły się od świata, budując zapory na drogach z betonowych bloków lub zwałów ziemi.
Osobnym zagadnieniem jest sytuacja w obozach dla uchodźców. Dwa z nich, znajdujące się w Grecji już objęte zostały kwarantanną, ale zdaniem ekspertów, jeśli Covid-19 dotrze do obozów znajdujących się w krajach bliskowschodnich, takich jak Liban, które nie mają środków w związku z niewypłacalnością na ochronę własnych obywateli, epidemia może zebrać tragiczne żniwo. Nie jest to zresztą wyłącznie problem Europy szturmowanej przez fale emigrantów z krajów islamskich, ale również dotyczy, może nawet w większych stopniu uchodźców w Azji czy Afryce. Obrońcy praw człowieka już alarmują, że 850 tysięcy uchodźców Rohingya, którzy stłoczeni są w obozach znajdujących się w sąsiadujących z Myanmar Bangladeszem, pozbawieni są praktycznie jakiejkolwiek pomocy medycznej, a o wprowadzeniu polityki dystansu społecznego, w miejscach, gdzie na kilometrze kwadratowym żyje nawet 70 tys. ludzi w ogóle nie ma co marzyć.
Na drugim krańcu świata, w liczącym sobie 125 mln ludzi Meksyku sytuacja nie jest wiele lepsza. Kraj w którym 50 % populacji żyje poniżej oficjalnego progu ubóstwa, a dodatkowe 30 % niewiele lepiej, z powodów ekonomicznych nie może sobie pozwolić na wprowadzenia nawet łagodnej formy lock downu. Tym bardziej w przypadku Meksyku, ale i innych państw Ameryki Łacińskiej, dolegliwe są ograniczenia i blokady granic.
W Europie, ale również i w Stanach Zjednoczonych, zmienia się też ton debaty dotyczącej osób przyjeżdżających z zagranicy do prac sezonowych, czy szerzej rzecz ujmując, emigrantów. Już obecnie mówi się, że w rzeczywistości po pandemii zmienią się priorytety bezpieczeństwa i kwestia ochrony granic wysunąć się może na czoło priorytetów. Niektórzy wręcz apelują o ich militaryzację. Oznaczać to może, że niewykluczone iż Niemcy wytyczają drogę, która wkrótce może podążyć cały świat, czyli ścisłej kontroli nad strumieniami migrantów, separowanie ich od reszty populacji, poddawani badaniom czy nie stanowią zagrożenia epidemiologicznego, a potem, po wykonaniu zakontraktowanych prac, odsyłanie do domu. Polityka ta nie będzie dotyczyła tych grup zawodowych, takich jak pracownicy sektora medycznego czy naukowców, którzy są mile widziani. Taka selektywna polityka wobec napływu emigrantów z pewnością nie przyczyni się do rozwiązania problemu, który nie rozwiąże się też sam. I w najbliższych latach problem ten będzie narastał i stanowił kolejne, z którym będziemy musieli się mierzyć. Kryzys migracyjny sprzed dwóch lat, w porównaniu z tym czego możemy się już niedługo spodziewać wydaje się spacerkiem, dlatego, że państwa eksportujące siłę roboczą i te z których wywodzą się emigranci nie przetrwają przedłużonej blokady granic, a Europa, ani tym bardziej Stany Zjednoczone jeszcze zaostrzą swą politykę migracyjną. Starcie jest nieuchronne.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/494598-w-obliczu-nowego-kryzysu-migracyjnego-nieuchronne-starcie
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.