Nie da się zrozumieć tego, co dziś się dzieje między Białorusią a Rosją, bez przypomnienia tego, co między nimi dzieło się niegdyś. Otóż teraz Moskwa powołuje się na rosyjsko-białoruski traktat z 1999 r. przewidujący zacieśniającą się integrację i utworzenie – mającego stać się realnym podmiotem międzynarodowym – związkowego państwa Rosji i Białorusi. Na traktat podpisany wówczas pod wpływem i, o czym dziś się często zapomina, przede wszystkim z inicjatywy samego prezydenta Białorusi, „Baćki” Aleksandra Łukaszenki, mającego wtedy, w końcówce rządów przygotowującego się do odejścia Borysa Jelcyna, nadzieję na zostanie ni mniej, ni więcej, tylko głową całego państwa, będącego czymś w rodzaju zreintegrowanego ZSRR
— pisze Piotr Skwieciński na łamach tygodnika „Sieci” w artykule pt. „Zbieranie ziemi ruskiej”.
Dziennikarz tygodnika „Sieci” analizuje stan relacji między Moskwą a Mińskiem. Skwieciński pisze o Łukaszence:
Choć w sensie wojskowym jest sojusznikiem Putina, to nie potępił Ukrainy po Majdanie, nie podtrzymał narracji o „banderowskiej, kijowskiej juncie”, przestrzegał neutralności i upominał obie strony. Parokrotnie pozwalał sobie na aluzje, że obawia się próby pozbawienia Białorusi niepodległości w sposób podobny do tego, jaki Rosjanie zastosowali na Ukrainie. Białoruś zaczęła zarabiać na statusie pośrednika pomagającego zachodnim producentom omijać rosyjskie gospodarcze kontrsankcje. Rzecz jasna Mińsk nie uznał też niepodległości separatystycznych „ludowych republik” w Donbasie, podobnie jak przedtem nie uznał za niepodległe innych kontrolowanych przez Rosjan tworów parapaństwowych – Abchazji i Osetii. Wszystko to oczywiście irytowało Kreml. Ale nie to było głównym powodem obecnej politycznej ofensywy Moskwy
— czytamy.
Z tych czy innych powodów Kreml tym razem bardzo na serio usiłuje zmusić Łukaszenkę do podpisania umów, których dalszym rezultatem byłoby – co jest oczywiste – realne wchłonięcie Białorusi przez gigantyczny organizm kierowany z Moskwy
— dodaje autor.
Dziennikarz zwraca też uwagę na stosunek Zachodu do problemu niepodległości Białorusi.
Jeśli Zachód nawet byłby skłonny zaoferować coś Łukaszence, to byłaby to wędka. A ten wędki nie chce. Chce rybę. Innymi słowy, nie chce wsparcia w dziele zasadniczej reformy białoruskiej gospodarki, tylko umożliwienia jej trwania w zasadniczo niezmienionym kształcie. A to z punktu widzenia Zachodu wydaje się bezsensowne
— pisze Skwieciński.
Z wszystkich możliwych powodów należałoby sobie jednak życzyć, żeby ta wola polityczna w zachodnich stolicach się znalazła. I nie tylko dlatego, żeby uniknąć zasygnalizowanej na wstępie tego tekstu ewentualności, jaką byłby realny powrót Rosji na granice przestrzeni środkowoeuropejskiej w zakresie znacznie większym niż ten związany z istnieniem maleńkiej enklawy kaliningradzkiej. Przede wszystkim dlatego, że anszlus Białorusi spowodowałby zasadniczą zmianę w rosyjskim myśleniu o samym sobie. Oznaczałoby to bowiem potwierdzenie imperialnego statusu Rosji. A to podziałałoby na rosyjską psychikęw sposób mogący pociągnąć za sobą naprawdę niebezpieczne skutki
— podsumowuje dziennikarz.
Więcej na ten temat w najnowszym numerze „Sieci”, w sprzedaży od 14 stycznia br., także w formie e-wydania.
Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl i oglądania ciekawych audycji telewizji internetowej www.wPolsce.pl.
kk
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/430080-skwiecinski-w-sieci-zbieranie-ziemi-ruskiej
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.