Każdego roku 24 kwietnia Ormianie obchodzą rocznicę ludobójstwa, jakiego na ich przodkach dokonali w 1915 roku Turcy. Tym razem jednak w Armenii dzień ten upłynął nie pod znakiem upamiętniania przeszłości, lecz gwałtownych protestów społecznych, które doprowadziły do dymisji premiera i zapowiadają kolejne zmiany na tamtejszej scenie politycznej.
Co było przyczyną starć demonstrantów z policją w Erewaniu i innych miastach kraju? Jeszcze do niedawna w Armenii panował prezydencki system rządów. Od 2008 do 2018 roku prezydentem był Serż Sargsjan. Nie mógł on dłużej sprawować tej funkcji, ponieważ konstytucja przewiduje, że można pełnić ten urząd tylko przez dwie pięcioletnie kadencje. W 2015 roku Sargsjan doprowadził do referendum, w którym większość obywateli opowiedziała się za zmianą systemu władzy: z modelu prezydenckiego na parlamentarno-gabinetowy.
Gdy zakończyła się druga kadencja Serża Sargsjana, parlament – zdominowany przez rządzącą od lat Partię Republikańską – wybrał nowym prezydentem jego krewnego: Armena Sargsjana (niegdyś premiera i ambasadora w Londynie). 17 kwietnia z kolei posłowie stosunkiem głosów 76 do 17 wybrali nowym szefem gabinetu Serża Sargsjana. W ten sposób ustępujący prezydent utrzymał pełnię władzy, tym razem jako premier.
Decyzja parlamentu wywołała masowe protesty społeczne. W kraju panuje bowiem duże niezadowolenie z powodu oligarchizacji życia publicznego, wszechobecnej korupcji i stagnacji gospodarczej. Desygnowanie Sargsjana na premiera było iskrą, która spowodowała wybuch. W Erewaniu rozpoczął się strajk studencki. Na ulicach stolicy i większych miast demonstranci starli się z policją. Do opozycji przyłączyli się nawet niektórzy wojskowi.
W tej sytuacji 24 kwietnia Serż Sargsjan – razem z czterema ministrami – podał się do dymisji. Jego obowiązki przejął dotychczasowy wicepremier Karen Karapetian. Przywódca ulicznych protestów i lider opozycyjnej inicjatywy Mój Krok – Nikol Paszynian – zapowiada, że to dopiero początek zmian, a następnym etapem ma być powołanie rządu tymczasowego i przedterminowe wybory.
Komentatorzy zdążyli już okrzyknąć wydarzenia w Armenii mianem „aksamitnej rewolucji”. W związku z tym pojawia się pytanie: czy zwycięstwo opozycji oznaczać będzie zmianę międzynarodowego kursu państwa? Czy polityka zagraniczna jednej z najbardziej prorosyjskich republik dawnego Związku Sowieckiego zostanie przeorientowana z Rosji na Zachód?
Otóż nic na to nie wskazuje. Armenia jest bowiem zakładnikiem sytuacji geopolitycznej na Kaukazie Południowym. Pozostaje w stanie wojny z Azerami o Górny Karabach. Od 1993 roku sporna enklawa znajduje się w rękach Ormian. Poza tym kontrolują oni 20 proc. azerskiego terytorium, aby zapewnić bezpieczeństwo karabaskim ziemiom.
Azerbejdżan, bogaty w złoża ropy naftowej, jest silniejszy od Armenii. Może także liczyć na pomoc sąsiedniej Turcji. Przegrał jednak wojnę o Karabach, ponieważ po stronie Ormian stanęła Rosja. To właśnie ona pozostaje dziś dla Erewania jedynym oparciem. Zerwanie sojuszu z Moskwą oznaczałoby nie tylko utratę spornej prowincji, lecz również faktyczną zgodę na dyktat Baku i Ankary. Do tego zaś nie może dopuścić żaden polityk w Armenii. Dlatego podczas protestów w Erewaniu nie padło ani słowo o zmianie polityki zagranicznej. Rosja nadal pozostaje dla Ormian strategicznym sojusznikiem numer 1.
Otoczona przez kraje muzułmańskie Armenia porównuje często swe położenie do okrążonego przez świat islamski Izraela. Różnica polega na tym, że Żydzi mogą w tej sytuacji liczyć na Waszyngton, a Ormianie na Moskwę.
Także Kreml zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że wydarzenia w Armenii to nie powtórka z „Majdanu”, gdyż nie dotyczą polityki zagranicznej i zmiany sojuszy. Dlatego też władze w Moskwie wydały oficjalny komunikat, że protesty w Erewanie to wewnętrzna sprawa Armenii i nie mają zamiaru się w nie wtrącać.
-
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/391592-czy-aksamitna-rewolucja-w-armenii-spowoduje-odwrocenie-sie-od-moskwy
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.