Rodzicie nastoletniej ofiary zamachu w Manchesterze Georginy Callander wydali oświadczenie.
Piszą w nim m. in.:
Chcielibyśmy móc powiedzieć, że Georgina była jedną z ostatnich osób, które zginęły w ten sposób, ale jeśli rząd nie otworzy oczu, to wiemy, że będziemy tylko kolejnymi rodzicami na długiej, wciąż rosnącej liście.
Co charakterystyczne, rodzice 18-latki nie precyzują, co właściwie brytyjski rząd powinien zrobić, by można uznać, że rząd „otworzył oczy„.
Bo cóż można zrobić w tych warunkach, które istnieją? Czyli w warunkach represywnej, prawnie gwarantowanej politycznej poprawności?
Jedyna poprawna politycznie odpowiedź brzmi: można zwiększyć kontrolę nad środowiskami islamistycznymi. Ale jak kontrolować wielomilionową społeczność? Już dziś na liście zainteresowania brytyjskich służb specjalnych są 3 tysiące muzułmanów, z czego 300 klasyfikowanych jest jako wymagający szczególnej uwagi. Ilu ludzi trzeba, by skutecznie śledzić i pilnować tak liczną grupę?
Niepokorna publicystka „Daily Mail” Katie Hopkins właśnie straciła pracę w radio LBC za tweeta, w którym wspomniała o konieczności poszukiwania „ostatecznego rozwiązania” problemu terroryzmu (później zamieniła to sformułowanie na „prawdziwe rozwiązanie”).
Hopkins została zwolniona formalnie za użycie sformułowania kojarzącego się z Holocaustem, ale chyba nie tylko za to. Po prostu rządzący establishment wie, że nie może dopuścić do prawdziwej, odnoszącej się do rzeczywistości dyskusji o przyczynach terroryzmu i sposobach skutecznej odpowiedzi na kolejne masakry. Dyskusja musiałaby powiem doprowadzić do zakwestionowania ideologii mutli-kulti i uznania, że nie wszystkie kultury dobrze się integrują, że są takie, które - choć zasługują na szacunek tak jak każda kultura - nie powinny być implementowane na gruncie europejskim. Przynajmniej nie na masową skalę.
Skoro dyskusja jest niemożliwa, pozostają działania magiczne i świeckie rytuały (malunki na chodnikach, namiętne cytowanie muzułmanów, którzy potępiają zamachy, deklaracje w sprawie obrony „naszego stylu życia”, kolejne imprezy mające być dowodem, że się nie boimy) i coraz szybsze usuwanie kolejnych zamachów i ich ofiar sprzed oczu publiczności.
Co charakterystyczne, po zamachach w Wielkiej Brytanii wzrosło poparcie dla opozycyjnej Partii Pracy, której lider Jeremy Corbyn przyczyn terroryzmu upatruje w zbyt agresywnej, jego zdaniem, polityce zagranicznej Zachodu. Konserwatyści wciąż wprowadzą w sondażach, ale ich przewaga znaczącą zmalała. Mamy więc zanik instynktu, który dotąd powodował skupianie się zaatakowanych społeczeństw wokół rządu, zwłaszcza wówczas, gdy jest to rząd polityki relatywnie twardej i zdecydowanej.
Skutecznie skrępowane przez lewicę społeczeństwa zachodu znalazły się w pułapce. Zablokowana już od dekad możliwość realnego opisywania świata zmieniła myślenie setek milionów ludzi, którzy już nie umieją nazwać po imieniu tego, co widzą.
To jest ostateczna bezbronność: brak możliwości nazwania zagrożenia.
I to jest ważny wniosek i dla nas: każdy, kto buduje terror politycznej poprawności, wydaje nas na łup terrorystów i czyni nas bezbronnymi. Tym samym wystawia nas na śmierć. Jak widzimy, nie tylko metaforycznie, ale bardzo konkretnie.
Finał intelektualnego i językowego zamordyzmu nie może być inny. Bo przecież - jak uczą nas liberałowie - tylko wolne społeczeństwa są w stanie odpowiedzieć skutecznie na zagrożenia.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/341793-kazdy-kto-buduje-terror-politycznej-poprawnosci-wydaje-nas-i-nasze-dzieci-na-lup-terrorystow
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.