Po ataku w Nicei i zabójstwie księdza w Saint-Étienne-du-Rouvray Francja ponownie zanurzyła się w atmosferze, którą Albert Camus opisuje w swojej powieści „Dżuma”, gdzie głębokie ale nieokreślone zło wisi nad miasteczkiem Oran. Strategia wyparcia, polegająca na zrytualizowanym współczuciu i nawoływaniu do jedności, w połączeniu z cenzurą debaty o motywacjach sprawców, wdrożona po zamachu na „Charlie Hebdo”, już nie chwyta – pisze francuski filozof i socjolog Shmuel Trigano na łamach francuskiego dziennika „Le Figaro”.

Według niego „rzeczywistość jest brutalna i nie owija w bawełnę”, a zamachy zostały popełnione „w imię islamu”.

Zamachowcy nie pochodzą z Bliskiego Wschodu tylko z samego serca francuskiego społeczeństwa. To tu się urodzili. To tu, pośród francuskich muzułmanów, znajdują schronienie. Sąsiad, który wam mówi „dzień dobry”, urzędnik przyjmujący was w swoim urzędzie, może się bez ostrzeżenia zamienić w dżihadystę uzbrojonego w nóż, w siekierę albo samochód. Znajdujemy się w stanie wojny, i nie jest to wojna prowadzona z pokładu lotniskowca Charles de Gaulle tylko na naszym narodowym terytorium. Jest to wojna domowa

—przekonuje filozof. Według niego zabójstwo nie-muzułmanów jest traktowane przez islamistów jak ofiara składana Bogu, jako zabójstwo „moralne”, „święte”, otwierające drogę do raju.

To swoisty kult śmierci. Należy zrozumieć tę logikę żywcem wziętą z dawno minionych czasów, gdzie składało się ofiary z ludzi. To nie ja zresztą wymyśliłem, to wynika z źródeł koranicznych. Ta interpretacja została zresztą potwierdzona przez katarskiego imama Qaradawi, szefa rady fatwy na Europę i mentorem Bractwa Muzułmańskiego. Qaradawi otwarcie broni prawa muzułmanów do mordowania niewiernych w celu „obrony zasad islamu”. W tym celu muzułmanom wolno, jego zdaniem, także zabijać innych wyznawców Allaha, którzy od razu po śmierci lądują w raju. To pokazuje, że fakt, iż w zamachach giną także muzułmanie, nie umniejsza w żaden sposób ich islamskiego charakteru

—tłumaczy Trigano. Jego zdaniem dziennikarze i eksperci, którzy usiłują pomniejszyć związek zamachów z islamem są „żałośni”, ponieważ „nie chcą dostrzec rzeczywistości”.

Także władza nie chce, nie może, nazwać tej rzeczywistości. Zamiast tego przekonuje ludzi, że „trzeba nauczyć się żyć z terroryzmem, bo będą inne zamachy”. Nawołuje do jedności, do solidarności. Ale zamachy wymażą i jedno i drugie. Ten rytuał stał się nieskuteczny. Doktryna bezpieczeństwa państwa poniosła klęskę. Ciągłe powtarzanie jak ważne są zasady i wartości, takie jak państwo prawa, dobrze obrazuje oderwanie władzy od rzeczywistości. O jakim państwie prawa my mówimy, gdy podstawowe prawo obywateli do życia w bezpieczeństwie, nie jest zapewnione?

—pyta filozof. Według niego państwo prawa służy obecnie głównie terrorystom.

Dżihadyści wracający z Syrii otrzymują darmowa opiekę psychologów, by doszli do siebie po traumie wojennej. To absurd

—przekonuje Trigano dalej.

Islam jest dziś pogrążony w wojnie – wewnętrznej, między sunnitami a szyitami oraz zewnętrznej – ze światem Zachodu. To z islamu dżihadyści czerpią swoją nienawiść. Musimy móc o tym mówić otwarcie. Ciągłe ostrzeganie przed islamofobią sugeruje, że każda krytyka islamu to wyraz „fobii”, czyli choroby psychicznej o naturze obsesyjnej. Jest to rodzaj cenzury, który ma uchronić islam i jego wyznawców przed wszelką krytyką. Mówi się o barbarzyństwie, o radykalizacji. Ale czyjej?

—zastanawia się filozof i dodaje, że Francja pogrążyła się w strachu i apatii, przyjęła strategię wyparcia, która jednak już nie chwyta.

Wyrazem tej strategii wyparcia jest książka małżonka jednej z ofiar zamachu na salę koncertową Bataclan pod tytułem: „Nie otrzymacie mojej nienawiści”. A co otrzymają? Moją miłość? Mój szacunek? Nie na tym polega problem! Potrzeba zemsty jest wobec niesprawiedliwości i podłości zdrowym odruchem. Niezdrowym jest natomiast odwrócenie kota ogonem, zaakceptowanie pozycji ofiary, słabej i pasywnej. Do tego najwyraźniej wychowaliśmy ludzi i to jest przygnębiające

—uważa Trigano.

Ryb, lefigaro.fr


Klucz do zrozumienia istoty światowego terroryzmu: „Tragarze śmierci” - Przemysław Wojciechowski, Witold Gadowski.