Pewnie znowu katedra Notre Dame zapełni się żałobnikami. A potem wszystko po staremu – tylko turyści i ściskające się w mroku pary

Fot. pixabay.com
Fot. pixabay.com

Jakże to wszystko tragiczne… Jak nie potężna eksplozja materiałów wybuchowych przytwierdzonych do człowieka, który ginąc, świadomie pozbawia życia innych ludzi, to napad uzbrojonych po zęby napastników na uczestników koncertu, restauracyjnych biesiad, albo na ulicznych przechodniów. Czwartkowa masakra oszalałego wyznawcy islamu, który rozjechał pędzącą ciężarówką cieszących się młodością, latem i barwnym nadmorskim widowiskiem Francuzów, a także przybyszy z innych krajów, znowu przesunęła granicę tego, co przewidywalne. Nawet w wykonaniu bezwzględnych bandytów.

I pomyśleć, że ów dramat dokonuje się w państwie, które dla podwyższenia stopnia swego bezpieczeństwa zarządziło wprowadzenie stanu wyjątkowego, wzywając do służby wyszkolonych rezerwistów i kierując do strzeżenia obywateli wszystkie stworzone do tego celu jednostki.

Po poprzedniej, paryskiej tragedii Francuzi przypomnieli sobie o istnieniu katedry Notre Dame i tam właśnie odbyły się żałobne uroczystości religijne. Być może tak samo stanie się i tym razem. Od wielu już lat ta wspaniała świątynia, na co dzień zapełnia się prawie wyłącznie turystami pragnącymi poznać smaki francuskiego gotyku, bo modlących się tubylców raczej nikt tam nie zauważy. Kiedyś, zaraz po zwycięstwie rewolucjonistów, wszelkie święte obrazy, rzeźby i wszystko, co katolickie zniszczono, rozkradziono i spalono, a kościół nazwano Świątynią Rozumu, ozdabiając go portretami czołowych rewolucjonistów. Gdy i ich dosięgła gilotyna, w katedrze zorganizowano magazyny. I dopiero Napoleon przywrócił ją kościołowi.

Teraz służy głównie turystom, bo nabożeństwa nie cieszą się frekwencją. Często w tylnych ławkach usadawiają się pary, by dać upust swym uczuciom. Taki los francuskiej, wspaniałej, świętej i wiekowej budowli.

Pewnie czekają nas telewizyjne transmisje z wspólnych demonstracji przedstawicieli francuskich i unijnych władz, którzy znowu będą zapewniać o umiłowaniu wolności i pogardzie dla terroryzmu. Potem się wszyscy rozejdą i spróbują ponownie wezwać Polskę do przestrzegania zasad demokracji, które mogą być naruszone ustawą o bezpieczeństwie w czasach napadów i aktów terroru. Rozrywają ludzi na strzępy, z bliska rozstrzeliwują, podrzynają gardła, rozjeżdżają ciężarówkami, ale mieć kontrolę nad wjazdami i wyjazdami, nad telefonicznymi połączeniami, by temu przeciwdziałać, to prawie jeszcze większa zbrodnia. Ktoś tu oszalał i można tych szaleńców bez trudu wskazać palcem. Jeden z nich, z ważnego pałacu w Paryżu, jako istotne zagrożenie dla bezpieczeństwa, wskazywał niedawno polskich kibiców, którzy przybyli do Francji na piłkarskie mistrzostwa. Takie to asy w tej talii czekającej już tylko na podarcie.

CZYTAJ TAKŻE: Czy Francja, która burzy kościoły i przerabia świątynie na dyskoteki, wie gdzie szukać ratunku?

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...