Już wkrótce z mapy Ukrainy zniknie Dniepropietrowsk – oczywiście nie miasto, lecz nazwa. Parlament Ukrainy uchwalił bowiem zmianę jego nazwy na Dnipro.

Okazuje się, że nie tylko Polska przyjęła ustawę o usunięciu z miejsc publicznych nazw upamiętniających okres komunizmu. Podobną decyzję o dekomunizacji podjęły też władze Ukrainy.

O ile w Polsce ma zniknąć ponad 1300 nazw ulic (np. Armii Czerwonej czy Feliksa Dzierżyńskiego), o tyle na w miastach ukraińskich może ich być nawet kilka tysięcy razy więcej. Nazwy nawiązujące do komunizmu musi zmienić aż 900 miejscowości, np. Dnieprodzierżyńsk wróci do starej nazwy Kamianskie, Dimitrow stanie się Mirnogradem, zaś Krasnoarmiejsk przemieni się w Pokrowsk.

Swego czasu decyzje polskich władz, takie jak usunięcie pomnika “Czterech Śpiących” w Warszawie czy demontaż monumentu generała Czerniachowskiego w Pieniężnie, spotkały się z oficjalnym protestem Moskwy jako działania antyrosyjskie. Obecne postanowienia parlamentu w Kijowie również wywołały falę krytyki wśród rosyjskich polityków i publicystów. Rzecznik prasowa MSZ w Moskwie, Maria Zacharowa, nazwała ukraińskich deputowanych wprost “zombie-nieukami”.

Reakcja Moskwy świadczy przede wszystkim o tym, że komunizm jest traktowany przez władze rosyjskie jako część dziedzictwa narodowego, którego nie trzeba się wstydzić, lecz należy się nim chlubić. Także dla wielu zwykłych obywateli Federacji Rosyjskiej Lenin czy Stalin są postaciami pozytywnymi, które zrobiły wiele dobrego dla mocarstwowej pozycji państwa.

Zadziwiającą interpretację obecnych zdarzeń przedstawił natomiast rosyjski politolog Dmitrij Kulikow. Stwierdził on mianowicie, że dekomunizacja to działanie antyukraińskie, ponieważ cała Ukraina jest projektem komunistycznym. Z tego powodu walka z komunistycznym dziedzictwem jest w gruncie rzeczy podcinaniem korzeni ukraińskiej państwowości.

Okazuje się więc, że w optyce Kulikowa Ukraińcy nie mają żadnych pozytywnych bohaterów poza tymi, którzy służyli okupantom z Moskwy. Tak jakby nie było w ich historii takich postaci, jak np. Petro Konaszewycz-Sahajdaczny, Iwan Wyhowski, Iwan Mazepa, Filip Orlik, Semen Petlura, Marko Bezruczko, Wasyl Stus, Wiaczesław Czornowił i wielu innych.

Rosyjska publicystka Anna Szafran uważa, że za dekomunizacją przestrzeni publicznej na Ukrainie kryje się w rzeczywistości derusyfikacja. Tak się bowiem składa, że spośród 570 komunistycznych postaci, których nazwiska mają zniknąć, zdecydowana większość to Rosjanie.

Najwięcej emocji wzbudza sprawa liczącego million mieszkańców Dniepropietrowska, nazwanego tak na cześć Grigorija Pietrowskiego – działacza bolszewickiego, jednego z organizatorów Wielkiego Głodu na Ukrainie, podczas którego w latach 1932-1933 zagłodzono na śmierć kilka milionów ludzi. Zwolennicy dekomunizacji mówią, że to tak, jakby w Izraelu nazwano jakieś miasto Eichmannstadt na cześć Adolfa Eichmanna.

Czytaj dalej na następnej stronie ===>

Zmianie nazwy Dniepropietrowska najmocniej sprzeciwiał się prorosyjski Blok Opozycyjny, twierdząc, że nazwa miasta pochodzi w rzeczywistości od św. Piotra Apostoła. Trudno jednak uwierzyć, żeby bolszewicy upamiętnili w ten sposób jednego z uczniów Chrystusa i pierwszego papieża.

Właśnie sprawa Dniepropietrowska ma być koronnym argumentem na rzecz derusyfikacji, a nie dekomunizacji, jakiej dokonują władze w Kijowie. Wspomniana już rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa zauważa, że Ukraińcy nie wrócili do poprzedniej nazwy miasta – Jekaterynosławia, chociaż nie wiązała się ona z komunizmem, tylko z panowaniem carycy Katarzyny II Wielkiej (nota bene tej samej, która dokonała trzech rozbiorów Rzeczpospolitej).

Dla Ukraińców jednak postać Katarzyny jest nie do przyjęcia (podobnie jak dla Polaków) jako osoby godnej upamiętnienia. Była bowiem władczynią dążącą do zniszczenia kozackiej autonomii. To ona w 1775 roku zlikwidowała Sicz Zaporoską i zabroniła w przyszłości używania w ogóle tej nazwy. Zainicjowała też projekt Małorosji, czyli kolonizacji ziem ukraińskich przez osadników z Rosji.

Obecne decyzje władz w Kijowie pokazują więc, iż chcą się one pożegnać nie tylko z symboliką komunistyczną, lecz także z dziedzictwem uzależnienia od Rosji, które było o wiele starsze niż komunizm.