Pozwólcie Państwo, że podzielę się fragmentem refleksji-apelu, jakie przygotowałem dla „Gościa Niedzielnego” w związku z upadkiem Unii Europejskiej. Oto on:

Wstrząsający jest obraz intelektualnej miałkości, moralnego zagubienia, duchowej pustki dzisiejszej elity politycznej Europy. Jesteśmy w dobrych rękach nadkomisarza Junckera. Potraktujmy tego dobrego wujcia, pozwalającego sobie klepać premiera Orbana po policzku, jako przykład poziomu eurocentrali. Przypomnijmy: wywodzi się z kraju wielkości trzech polskich powiatów, który jednak za czasów, kiedy pan J. pełnił w nim urząd premiera, awansował do rangi największej pralni podatkowej na kontynencie (próba wyjaśnienia roli Junckera w tym mega-skandalu finansowym została oczywiście zablokowana w parlamencie europejskim). Polityk ten, z szeregów tzw. chrześcijańskiej demokracji – gotowej zaakceptować każde prawo antychrześcijańskie, jeśli tylko logika gry międzypartyjnej wskazuje, że się to opłaci – wsławił się następującym, cytowanym m.in. przez „Suddeutsche Zeitung” i przez „Daily Telegraph”, publicznym stwierdzeniem: „Kiedy sprawy zrobiły się poważne – musisz kłamać” (When it became serious, you have to lie).

Teraz sprawy robią się bardzo poważne. Kłamstwo będzie więc narastało. Wobec kolejnych huków eksplozji bomb podkładanych przez terrorystów z ISIS (wyposażonych przez Łubiankę czy nie), kolejne kłamstwa liderów UE na temat rozwiązania „rzekomego kryzysu uchodźczego” będą brzmiały coraz bezczelniej i coraz bardziej żałośnie. Jak skomlenie. Jak zaproszenie do następnych eksplozji. Ludzie, którym nikt nie dał demokratycznego mandatu do władania Europą, są gotowi bronić swoich pozycji do końca. Do końca Europy.

Europa musi wrócić do swych chrześcijańskich korzeni i do demokratycznych podstaw władzy w państwach narodowych, które ją tworzą. Europa musi odzyskać granice. I musi odbudować nowe elity, oparte na czterech cnotach kardynalnych, bez których nie ostoi się żadna polityczna wspólnota: roztropności, sprawiedliwości, umiarkowania i nade wszystko dzisiaj – odwagi. Teraz rządzą: głupota, niesprawiedliwość, (skrajne) nieumiarkowanie i – nade wszystko – tchórzostwo. Radykalne tchórzostwo, niezdolne do spojrzenia w oczy rzeczywistości. Jeśli pozwolimy, by tak było nadal, nie wińmy terrorystów. Sami będziemy odpowiadać za upadek naszej wielkiej niegdyś cywilizacji – tej, do której dołączyliśmy i współbudowaliśmy od 1050 lat.

Jeśli pozwolimy, żeby sklerotyczne skomlenie pogrobowców pokolenia 68’ zastępowało odpowiedzialną politykę, żeby łezki komisarz Mogherini zastępowały odwagę Joanny d’Arc czy choćby determinację Margaret Thatcher; jeśli pozwolimy, by Donald Tusk, Martin Schulz, Guy Verhofstadt czy wspomniany pan Juncker występowali nadal w roli przynależnej niegdyś Karolowi Wielkiemu – pozostanie nam tylko powtórzyć za wielkim chrześcijańskim poetą, T. S. Eliotem:

My, wydrążeni ludzie

My, chochołowi ludzie

Razem się kołyszemy

Głowy napełnia nam słoma

Nie znaczy nic nasza mowa […]

I tak się właśnie kończy świat

I tak się właśnie kończy świat

I tak się właśnie kończy świat

Nie hukiem ale skomleniem.