Szczyt UE-Turcja to dopiero początek, czyli o tym dlaczego "tureckie rozwiązanie" kryzysu imigracyjnego może nie wypalić

Fot. PAP/epa
Fot. PAP/epa

Niemiecki pisarz Claudio Casula stworzył z okazji kryzysu imigracyjnego słownik zawierający wszystkie przykłady politycznie poprawnej nowomowy, które pojawiły się w przeciągu ostatniego roku w zachodnich mediach. Jak „bezprawna ingerencja” (napaść seksualna), „zdarzenie” (przestępstwo), „fachowcy jutra” (analfabeci), „kultura powitania” (nieodpowiedzialna polityka imigracyjna na koszt przyszłych pokoleń), „islamofobia” (lęk przed terroryzmem) oraz „strategia deeskalacji” (uginanie się przed gotowymi do przemocy mężczyznami z Afryki i Bliskiego Wschodu).

Po wczorajszym szczycie UE-Turcja w Brukseli należałoby dorzucić do tego katalogu kilka innych pojęć - jak „zarządzanie granicami” (mury udekorowane drutem kolczastym), „tureckie rozwiązanie” (czytaj: ostatnia deska ratunku) i „nasi partnerzy w Ankarze” (czytaj: bezczelni szantażyści).

Dni nielegalnej imigracji do Europy dobiegły końca” - oświadczył szef Rady Europejskiej Donald Tusk entuzjastycznie po tym jak turecki premier Ahmet Davutoglu wyskoczył na szczycie z szeregiem zaskakujących propozycji. Tak zaskakujących, że Europejczycy nie mogli się na nie zgodzić z marszu. Wyskoczył, bo wie, że Europa jest słaba, podzielona i przerażona perspektywą napływu kolejnych milionów „fachowców” (analfabetów) z Afryki, Azji i Bliskiego Wschodu. A więc podatna na „współpracę” (czytaj: szantaż).

Zaproponował, że Turcja weźmie z powrotem nie tylko imigrantów ekonomicznych, którzy przeprawili się przez Morze Egejskie do Grecji ale także wszystkich syryjskich uchodźców z greckich obozów. Brzmi dobrze? Na pierwszy rzut oka zapewne. Tyle, że wspaniałomyślne propozycje Ankary są obwarowane szeregiem warunków.

Ciąg dalszy na kolejnej stronie

123
następna strona »

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...