Niemieckie gazety piszą to, czego chce ich rząd. Nawet kłamiąc i bredząc. Jak choćby w sprawie szwedzkich i duńskich granic

Flickr
Flickr

Polski rząd może tylko pozazdrościć Niemcom. Ich gazety, i w ogóle media, najczęściej opisują świat wedle oczekiwań rządu i kanclerz Merkel. Przynajmniej poruszając najważniejsze dla państwa tematy. Niemieccy autorzy, z drobnymi wyjątkami, w sprawie polskich reform układają zdania, tak jakby dostali ściągawki wprost od niemieckich polityków zasiadających w brukselskich apartamentach. Kanclerz Merkel zachowuje się w miarę umiarkowanie, bo widzi, że nic już dodawać nie musi. Zatem pewna jej powściągliwość wygląda nawet elegancko. Zauważmy jednak ocenę innych ważnych wydarzeń dokonaną przez berlińską i nie tylko prasę.

Jak dalece trzeba być odłączonym od rozsądku, by publicznie ogłaszać, że z powodu ostatnich decyzji Danii I Szwecji idea wspólnej Europy zaczyna bardzo mocno chwiać się? Jak wiadomo, oba te państwa postanowiły czasowo przywrócić kontrole na swych granicach, ponieważ liczba obywateli przybywających tam z wiadomego powodu, rośnie ponad wszelkie możliwości gospodarzy. I ci, jakże mądrzy i taktowni autorzy niemieckich gazet, bez żadnego zastanowienia piszą wprost: przywrócenie kontroli na granicach Szwecji i Danii, to koniec idei europejskiego zjednoczenia. Przecież to brednia, nad bredniami! Koniec tej pięknej idei wyznaczyła pani Angela Merkel, zapraszając uchodźców i całą resztę przybyszy z Syrii, Iraku, Libanu, Turcji bez najmniejszej choćby refleksji. Ale o tym niemieckie gazety wspominają gdzieś na marginesach, bo główny atak skierowany jest w stronę Sztokholmu i Kopenhagi. Tak samo, jak wcześniej całemu złu winien był premier Orban, choć to właśnie on zachował się z godnością europejskiego męża stanu, nawołując do ochrony unijnych granic zgodnie z przyjętym w traktatach porządkiem prawnym.

Nie będę dziś, szczególnie w święto Trzech Mędrców, przypominał postawy wielu tutejszych telewizyjnych i gazetowych mądrali, którzy bez opamiętania atakują polski rząd. Bo pod znakiem zapytania stoi dalsze dojenie państwowej kasy właśnie przez ich prasowe i telewizyjne koncerny. Pewnie to nie jedyna przyczyna, ale ta może być przez nich najbardziej odczuwalna. W Niemczech, nawet, gdy rząd postępuje głupawo – jest najczęściej chwalony. Albo usprawiedliwiany, choćby poprzez zatajanie informacji, czego dowodem jest ukrywanie wiadomości o łobuzerskich wyczynach uchodźców, nawet tych z gwałtami miejscowych niewiast.

I tak nam się właśnie rozpoczął kolejny rok.


Czym jest komunikowanie polityczne? Do czego mediom potrzebni są politycy, a politykom media?

Na te i szereg innych pytań znajdziesz odpowiedź w bardzo ciekawym podręczniku:„Porozumienie czy konflikt? Politycy media i obywatele w komunikowaniu politycznym”. Pozycja dostępna „wSklepiku.pl”.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...