Czy Platforma tzw. Obywatelska wbrew woli obywateli, którzy odwołali ją od władzy i postawili na Prawo i Sprawiedliwość przygotowuje atak na rząd premier Beaty Szydło? Czyżby przed tym właśnie ostrzegł Martin Schulz, który porównał bieżące wydarzenia w naszym kraju do zamachu stanu?
Dobry żart tynfa wart! Niestety, w wydaniu Schulza, który paple na lewo i prawo, co mu strzeli do głowy i co mu ślina na język przyniesie, nie był to ani żart, ani dobry. Premier Szydło wzięła jego wypowiedź jak najbardziej poważnie, i słusznie, bo gdy takie dyrdymały rozpowszechnia przewodniczący europarlamentu, to sprawa jest poważna. Tym bardziej, że mający odbyć się po nowym roku sąd nad Polską, pardon, debata, to m.in. jego zasługa. Na debatę o naszym kraju w EP już się cieszę i uważam ją nawet za niezbędną, co uzasadniłem w komentarzu wPolityce.pl Co do samego Schulza, pani premier przebywająca w czwartek na szczycie Rady Europejskiej w sprawie potopu imigracyjnego na naszym kontynencie znalazła wolną chwilę, by z nim porozmawiać. Efekt? Obie strony zakomunikowały, że było „konstruktywnie”. Konstruktywnie byłoby wówczas, gdyby – zgodnie z głośno wyrażonymi oczekiwaniami szefowej naszego rządu, Schulz przeprosił za swą skandaliczną wypowiedź. Niestety, to nie ta klasa i nie ten poziom kultury, tego akurat od socjalisty Schulza, znanego z niewybrednych ataków na przeciwników politycznych, bym nie oczekiwał, wręcz przeciwnie. Sam zresztą zapowiadał po zastąpieniu prof. Jerzego Buzka, że w roli przewodniczącego EP „nie będzie tak delikatny”…
Kim jest w ogóle ten niemiecki – jak nazwał go bulwarowy „Bild” – „król Europy”, który, że sięgnę do naszej beletrystyki, „mieni się wyższy niż wszystkie mocarze świata”?
Życiorys Schulza da się sprowadzić do jednego zdania: urodził się w Hehlrath pod Akwizgranem, przedwcześnie opuścił gimnazjum, skończył kurs sprzedawcy książek i parał się tym zajęciem do chwili, gdy został politykiem. Można też szerzej: że chciał być piłkarzem, grał w powiatowym klubie Rhenania 05, ale w wieku dwudziestu lat nabawił się kontuzji kolana, która przerwała jego „karierę” na zielonej murawie. Więc otworzył księgarnię i z nudów, czy z frustracji popadł w alkoholizm. Gdy uporał się z tym problemem, został z ramienia socjaldemokratów (SPD) radnym i nieco później burmistrzem Wuerselen. Jego największym osiągnięciem na tym polu była budowa wodnego parku rozrywki Aquana, ostro krytykowana przez chadeków z powodu kiepskiej sytuacji finansowej tego nadreńskiego miasteczka. Stamtąd też wystartował w 1994 r. w wyborach do europarlamentu, został posłem lewicy, a potem szefem frakcji socjalistów i pełnomocnikiem SPD do spraw europejskich, aż wreszcie przejął pałeczkę po przewodniczącym Buzku.
Funkcję tę zdobył de facto z wielkim trudem, w rezultacie dealu frakcji chadeków z socjalistami w EP, a głosowało na niego zaledwie 387 z 699 posłów. Niezrażony tym Schulz rzeczywiście poczuł się jak „król Europy” i zapodał w przemówieniu inauguracyjnym:
Nie będę wygodnym przewodniczącym. Kto wierzy, że uzyska więcej Europy przez ograniczanie parlamentaryzmu, temu tu i teraz wypowiadam wojnę. Musze przyznać, że w toczeniu wojen ma akurat wprawę. W 2003 r., jeszcze jako wiceprzewodniczący socjalistów w PE wypowiedział ją premierowi Włoch. Na powitanie Silvia Berlusconiego, który przybył wygłosić przemówienie z okazji objęcia przez jego kraj prezydencji w UE, Schulz wypalił, że nie chce, by włoski premier i magnat medialny „zaraził europejską demokrację wirusem konfliktu interesów”. Na tę insynuację, jakoby zamierzał zaszczepić we wspólnocie mafijne struktury, Berlusconi zareagował:
We Włoszech kręcony jest akurat film o nazistowskim obozie koncentracyjnym, zgłoszę pana do roli kapo.
Nawiasem mówiąc, w teleserialu pt. „Klatka pełna bohaterów” faktycznie realizatorzy nadali jednemu ze strażników nazwisko Schulza. Drugi raz ten niemiecki polityk naraził się Włochom z powodu zmuszenia do rezygnacji kandydata na komisarza UE, byłego ministra do spraw europejskich Rocco Buttiglione, za jego konserwatywne wypowiedzi w kwestiach rodziny, roli kobiet i homoseksualizmu.
Każdy może mieć własne poglądy, pod warunkiem, aby były takie jak jego. Tuż przed objęciem unijnej prezydencji przez Czechy, Schulz wybrał się do Pragi z zamiarem udzielenia prezydentowi i premierowi nauk o demokracji, co im wolno, a czego nie w UE. Gdy nieco później Czesi wyrazili odmienne opinie co do niektórych planów wspólnoty, Schulz oskarżył ich od „zdradę”. „Zdrajcami” byli też np. Irlandczycy, którym po odrzuceniu przez nich eurokonstytucji po liftingu Schulz groził ekonomicznymi sankcjami, gdyby nie zatwierdzili jej w kolejnym referendum. Przewodniczący EP lubi zresztą posługiwać się tym straszakiem. To samo usłyszał od niego węgierski premier Viktor Orbán - że jego kraj „nie jest godny sprawowania przewodnictwa w UE”. Przy aktywnym udziale Schulza Bruksela wszczęła aż trzy procedury karne przeciw Węgrom za - jak on sam określał – „łamanie demokratycznych standardów”.
Dostało się również m.in. brytyjskiemu premierowi. Za to, że David Cameron nie chciał partycypować w pakcie stabilizacyjnym dla ratowania euro. Schulz rugał Brytyjczyków, iż uzurpują sobie prawa do odgrywania szczególnej roli we wspólnocie, choć w wielu kwestiach trzymają się z boku. Jego wywód w europarlamencie tak rozzłościł posła Godfrey`a Blooma, że krzyknął do Schulza po niemiecku: „Ein Volk, ein Reich, ein Fuehrer…!”. Wezwany do przeprosin nazwał dorzucił jeszcze, że Niemiec jest „faszystą”, który chce stworzyć z Europy jakieś superpaństwo.
Polsce Martin Schulz zaczął dawać się we znaki w chwili objęcia urzędów premiera i prezydenta przez Jarosława i Lecha Kaczyńskich.
Bracia Kaczyńscy nigdy nie będą naszym partnerami,
gdyż
reprezentują wszystko to, co my zwalczamy,
— grzmiał na użytek różnych mediów. Najbardziej irytowała go zabolała zapowiedź rządu PiS, że zamierza bronić interesów Polski. Już wówczas wyrażał „nadzieję”:
że naród polski jest na tyle mądry, iż szybko odeśle go do lamusa.
Wzywał m.in. kanclerz Angelę Merkel do „przeciwstawienia się planom budowy tarczy antyrakietowej” przez USA w naszym kraju i w Czechach. Można rzec, Schulz ciężko zapracował sobie na opinię nie znoszącego sprzeciwu aroganta, prowokatora, człowieka głośnego i jadowitego. Jak przypomniał niemiecki dziennik „AugJak chciał w nim posprzątać? sburger Allgemeine” w chwili obejmowania przez niego szefostwa w PE, Schulz porównywał wcześniej Europę do „chlewu”. Jak chciał w nim posprzątać? Marzy mu się obniżenie znaczenia państw narodowych poprzez wzmocnienie roli europarlamentu i przekształcenie Komisji UE w rząd wspólnoty. Od początku nie ukrywał, że chce „powstrzymać tendencje renacjonalizacji” i „wzmocnić integrację Europy”, bo:
Tylko zjednoczona, silna, Europa będzie mogła jak równy z równym prowadzić dialog z USA, Chinami czy Indiami,
— wykłada swą wizję eurosuperpaństwa. Cokolwiek i ktokolwiek stanie mu na drodze, tego najchętniej by rozszarpał. Nie bez powodu niektórzy politycy nazywają go w kuluarach bulterierem.
Potrzebujemy uczciwej komunikacji w naszych relacjach
— stwierdziła premier Szydło po rozmowach z Schulzem. Owszem, tylko na ile można oczekiwać uczciwości w dialogu z bulterierem, a tym bardziej jego przeprosin…? Nie znaczy to, że nie należy się odnosić do jego paplaniny. Przede wszystkim należy perfekcyjnie przygotować się do debaty o Polsce w europarlamencie, która będzie wymarzoną wręcz okazją, aby naświetlić różnojęzycznemu audytorium z całej Europy osiągnięcia rządu PO-PSL w łamaniu demokracji i demolowaniu kraju.
A Schulz? Jak to w polityce, dziś jest, jutro go nie będzie…
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/275536-bulterier-z-chlewu-rozmowy-premier-szydlo-z-schulzem-byly-konstruktywne-bylyby-gdyby-szef-ep-przeprosil
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.