Usiłowano mnie skłonić do ujawnienia tajemnicy dziennikarskiej
— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Witold Gadowski, dziennikarz śledczy, autor filmu dokumentalnego o Polaku-terroryście służącym w armii Państwa Islamskiego.
wPolityce.pl: Czy służby zainteresowały się twoim filmem po jego emisji?
Witold Gadowski: Zainteresowanie było dwojakie. Zainteresowanie wprost polegało na tym, że wezwano mnie i Michała Króla - operatora kamery i współautora tego materiału, na przesłuchanie do ABW w Warszawie (W. Gadowski mieszka w Krakowie - przyp. red.). Usiłowano mnie skłonić do ujawnienia tajemnicy dziennikarskiej, ale ponieważ funkcjonariusza występowali pod osłoną niskiej mocy paragrafu - zarzucali Adamowi (bohaterowi filmu - przyp. red.) tylko służbę w obcych formacjach, no to uzyskali jedynie mój uśmiech i stwierdzenie, że muszą mieć wyrok sądu, aby mnie zwolnić z tajemnicy dziennikarskiej.
Przypomnijmy w tym momencie, że zwolnienie z tajemnicy dziennikarskiej może nastąpić w przypadku sprawy o terroryzm lub zbrodni zabójstwa.
Tak. I ponieważ popełnili błąd proceduralny, nie prowadzili postępowania w sprawie terroryzmu, no to ja nie mogłem ujawnić tajemnicy dziennikarskiej ponieważ potem agenci ABW uplasowani w różnych redakcjach rozpowiadaliby, że „Witold Gadowski współpracuje z ABW”. Chyba właśnie na takie coś liczyli, ale się przeliczyli. Zebrało im się na drobną złośliwość i zwrócili mi za bilet tylko w jedną stronę. O taka małostkowość małych ludzi z ABW. Drugi rodzaj zainteresowania tematem było inne, bardziej perfidne. Mianowicie usiłowali przykryć tą sprawę z filmu rozdmuchując inne; przeterminowane, sprzed kilku miesięcy, albo wydumane. Informacje takie podrzucali do mediów poprzez swoją agenturę, poprzez różnych usłużnych idiotów, którzy zawsze coś tam chcą ze służb.
A możesz dać przykład takich wrzutek mających zadanie przykryć twój temat?
Na przykład próbowali przykryć sprawą Niemca polskiego pochodzenia, który wysadził się podczas ataku na rafinerię Bajdżi. O tej sprawie poinformowały dużo wcześniej media niemieckie, ale ABW wrzuciła o tym info do TVN jako przeciek nieoficjalny i tajny i rzekomo aktualny, gdy tylko wyszła sprawa Adama z mojego filmu. Na dodatek to był obywatel niemiecki, zaś bohater z mojego filmu ma obywatelstwo polskie. To jak na razie jedyny obywatel polski - żołnierz wojsk Państwa Islamskiego.
ABW działała też w inny sposób. Poprzez swoich agentów w mediach usiłowała dyskredytować mnie próbując przekonać, że wymyślam różne rzeczy, że jestem mitomanem, że to kłamstwa, co mówię i piszę. I faktycznie odniosło to pewien skutek, bo było cicho wokół tej sprawy.
Ciąg dalszy czytaj na następnej stronie.
Drukujesz tylko jedną stronę artykułu. Aby wydrukować wszystkie strony, kliknij w przycisk "Drukuj" znajdujący się na początku artykułu.
Usiłowano mnie skłonić do ujawnienia tajemnicy dziennikarskiej
— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Witold Gadowski, dziennikarz śledczy, autor filmu dokumentalnego o Polaku-terroryście służącym w armii Państwa Islamskiego.
wPolityce.pl: Czy służby zainteresowały się twoim filmem po jego emisji?
Witold Gadowski: Zainteresowanie było dwojakie. Zainteresowanie wprost polegało na tym, że wezwano mnie i Michała Króla - operatora kamery i współautora tego materiału, na przesłuchanie do ABW w Warszawie (W. Gadowski mieszka w Krakowie - przyp. red.). Usiłowano mnie skłonić do ujawnienia tajemnicy dziennikarskiej, ale ponieważ funkcjonariusza występowali pod osłoną niskiej mocy paragrafu - zarzucali Adamowi (bohaterowi filmu - przyp. red.) tylko służbę w obcych formacjach, no to uzyskali jedynie mój uśmiech i stwierdzenie, że muszą mieć wyrok sądu, aby mnie zwolnić z tajemnicy dziennikarskiej.
Przypomnijmy w tym momencie, że zwolnienie z tajemnicy dziennikarskiej może nastąpić w przypadku sprawy o terroryzm lub zbrodni zabójstwa.
Tak. I ponieważ popełnili błąd proceduralny, nie prowadzili postępowania w sprawie terroryzmu, no to ja nie mogłem ujawnić tajemnicy dziennikarskiej ponieważ potem agenci ABW uplasowani w różnych redakcjach rozpowiadaliby, że „Witold Gadowski współpracuje z ABW”. Chyba właśnie na takie coś liczyli, ale się przeliczyli. Zebrało im się na drobną złośliwość i zwrócili mi za bilet tylko w jedną stronę. O taka małostkowość małych ludzi z ABW. Drugi rodzaj zainteresowania tematem było inne, bardziej perfidne. Mianowicie usiłowali przykryć tą sprawę z filmu rozdmuchując inne; przeterminowane, sprzed kilku miesięcy, albo wydumane. Informacje takie podrzucali do mediów poprzez swoją agenturę, poprzez różnych usłużnych idiotów, którzy zawsze coś tam chcą ze służb.
A możesz dać przykład takich wrzutek mających zadanie przykryć twój temat?
Na przykład próbowali przykryć sprawą Niemca polskiego pochodzenia, który wysadził się podczas ataku na rafinerię Bajdżi. O tej sprawie poinformowały dużo wcześniej media niemieckie, ale ABW wrzuciła o tym info do TVN jako przeciek nieoficjalny i tajny i rzekomo aktualny, gdy tylko wyszła sprawa Adama z mojego filmu. Na dodatek to był obywatel niemiecki, zaś bohater z mojego filmu ma obywatelstwo polskie. To jak na razie jedyny obywatel polski - żołnierz wojsk Państwa Islamskiego.
ABW działała też w inny sposób. Poprzez swoich agentów w mediach usiłowała dyskredytować mnie próbując przekonać, że wymyślam różne rzeczy, że jestem mitomanem, że to kłamstwa, co mówię i piszę. I faktycznie odniosło to pewien skutek, bo było cicho wokół tej sprawy.
Ciąg dalszy czytaj na następnej stronie.
Strona 1 z 2
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/swiat/272386-gadowski-o-akcjach-abw-gdy-trafil-im-sie-prawdziwy-terrorysta-nawet-nie-potrafili-z-nim-poprawnie-postepowac-nasz-wywiad?strona=1
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.