Nieoczekiwana wieść z Moskwy. Oto do Dumy (niższej izby parlamentu) wniesiony został projekt ustawy, zakazującej zaprzeczania… zbrodniom stalinowskim. Projekt złożył nie żaden tam opozycjonista, tylko Konstantin Dobrynin. Jak mówią Rosjanie „oczen’sistiemnyj czełowiek”. Czyli mówiąc inaczej zaufany Kremla, wiceszef komisji  ds.ustawodawstwa konstytucyjnego Rady Federacji – wyższej izby parlamentu.

To może zaskakiwać, bo ostatnie lata to w Rosji trend niejako w drugą stronę. Zakazuje się „rewidowania historii” II wojny światowej, czyli podważania wersji o jednolicie i całkowicie pozytywnej roli, odegranej w niej przez ZSRR. A zaprzeczanie historycznym oczywistościom, już kiedyś stwierdzonym przez rosyjskich historyków i rosyjskie państwo, stało się w kontrolowanych przez rząd mediach zjawiskiem powszechnym. Tekstów o Stalinie jako o przede wszystkim „wielkim działaczu państwowym” jest masa; tę wizję zaczęto wprowadzać do podręczników szkolnych.

Ale najwyraźniej Kreml poczuł się naprawdę zagrożony przez radykalnych nacjonalistów, których kiedyś trochę tolerował, a trochę zwalczał, a z którymi w potem, w okresie konfliktu z Ukrainą, wszedł w niepisaną, bliską współpracę. Najwyraźniej Moskwa trochę przestraszyła się diabłów, które sama rozpętała. I postanowiła pokazać im, gdzie ich miejsce.

Świadczy o tym choćby aresztowanie pod koniec lipca na Krymie znanego moskiewskiego nacjonalistycznego publicysty i działacza, Jurija Muchina. Przewieziono go do stolicy i oskarżono o działalność ekstremistyczną, a także o przygotowania do obalenia władzy środkami niekonstytucyjnymi. Proces ma zacząć się niebawem. Muchin wielokrotnie – właśnie – usprawiedliwiał Stalina i negował skalę jego zbrodni.

Co dla Polaków szczególnie interesujące – Muchin jest jednym z czołowych „katyńskich negacjonistów”, zaprzeczających odpowiedzialności ZSRR za wymordowanie polskich jeńców w 1940 roku. Nie to oczywiście niepokoi Kreml, nie to stało się przyczyną jego uwięzienia. Ale wszystkie te sprawy mają – niezależnie od Muchina – pewien katyński aspekt. Jaki?

Otóż projekt, wniesiony do Dumy, zakazuje i czyni przestępstwo nie z każdego negowania zbrodni stalinowskich (i szerzej – bolszewickich), tylko z zaprzeczania tym, które jako zbrodnie zakwalifikowało już państwo rosyjskie. Dalej nie będzie więc sprzeczne z prawem np.głoszenie tez, że Stalin i jego koledzy z politbiura nie byli odpowiedzialni za głód w okresie kolektywizacji – bo do takie tezy państwo rosyjskie nigdy oficjalnie się nie ustosunkowało.

Natomiast sprawa katyńska wypełnia kryteria projektu dosłownie doskonale. Bo państwo rosyjskie już kilkakrotnie, najbardziej oficjalnie jak można, deklaracjami kolejnych prezydentów, premierów i uchwałami parlamentu radziecką odpowiedzialność za tę zbrodnię uznało (choć nadal broni się przed nazwaniem jej ludobójstwem). Dlatego – jeśli projekt zostanie uchwalony – kłamstwo katyńskie zostanie w Rosji zdelegalizowane, i powinno zacząć być ścigane.

Takie nieoczekiwane konsekwencje przynoszą dziwaczne rozgrywki wśród putinowców i nacjonalistów…


Nowość!

Katyń. Niemy krzyk” - Szybis Antoni. Książka do kupienia Sklepiku.pl.