Agnieszka Romaszewska: W relacjach polsko-litewskich piłka jest po stronie Wilna. "Intencją ominięcia Litwy było ich lekkie uszczypnięcie." NASZ WYWIAD

prezydent.pl
prezydent.pl

W relacjach z Litwą wymagana jest taka delikatna, subtelna polityka

— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Agnieszka Romaszewska-Guzy, dyrektor telewizji Biełsat i wiceprzewodnicząca Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

wPolityce.pl: Czy brak wizyty na Litwie nowej głowy państwa polskiego to także pewna korekta polityki zagranicznej prowadzonej przez Lecha Kaczyńskiego?

Agnieszka Romaszewska-Guzy: Trudno powiedzieć, bo od tamtej polityki upłynęło już bardzo dużo czasu. Więc trudno mówić o korekcie czegoś, co ma już inne uwarunkowania polityczne. Zmieniły się osoby prowadzące politykę. Na Litwie zmienił się kilkakrotnie rząd. Lech Kaczyński rozmawiał najpierw z prezydentem Adamkusem, z którym miał dobre relacje. Dopiero źle się zaczęło za prezydencji pani Dalii Grybauskaitė, która jest pierwszą aż tak – powiedzmy sobie szczerze – aż tak negatywnie nastawionym do Polski prezydentem Litwy. Co by nie mówić, to Algirdas Brazauskas i Valdas Adamkus, niezależnie od stosunku rządu litewskiego, oni prowadzili otwarte relacje.

Czyli przyda się naszym dawnym współrodakom zimny prysznic na ich rozgrzane głowy?

Niewątpliwie. Oczywiście dyplomaci tak tego nie nazwą. Oni w ogóle tego nie zdefiniują i nie powiedzą, że intencją ominięcia Litwy było ich lekkie uszczypnięcie. Ale niewątpliwie taka była intencja.

Chodzi o podkreślenie przez stronę polską, że te stosunki nie są aż tak dobre, jak być powinny między sąsiadami, między krajami, które są w tych samych gremiach międzynarodowych. Litwa choćby bardzo chciała, to nie stanie się Szwecją i pozostanie tu, granicząc z Białorusią, Łotwą, z nami oraz – niestety – z Rosją.

Ciąg dalszy na następnej stronie

12
następna strona »

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...