To, co wyprawia niemiecki rząd, jest bardziej niebezpieczne niż informacje ujawnione przez Snowdena

— powiedział pracownik amerykańskiego wywiadu niemieckiemu dziennikowi „Bild”.

Odniósł się w ten sposób do pytania, czy Urząd Kanclerski może postawić do dyspozycji Bundestagu listę dziesiątków tysięcy selektorów NSA (czyli przekazanymi przez Amerykanów adresy IP, hasła oraz numery telefonów używanych do kontrolowania połączeń w internecie – przyp. red.).

Według informacji „Bilda”, nawet szef amerykańskiego wywiadu James Clapper jest zdania, że nie można już polegać na Niemcach. Dlatego też poddał on kontroli współpracę z niemiecką Federalną Służbą Wywiadowczą - BND.

W poufnej wskazówce Clapper krytykuje, że tajne, amerykańskie dokumenty z komisji śledczej Bundestagu ds. afery podsłuchowej NSA regularnie docierają do mediów. Szkodzi to interesom Stanów Zjednoczonych. Dopóki taka sytuacja będzie się utrzymywała, amerykański wywiad ma zbadać, w jaki sposób można ograniczyć współpracę z BND lub ją wręcz zakończyć. Clapper wspomina też o ewentualnej rezygnacji z usług zaprzyjaźnionych niemieckich służb, jak choćby stacji nasłuchowej w Bad Aibling w Bawarii.

Dziś amerykański wywiad poważnie myśli o innym partnerze. USA wstrzymały już wspólne projekty i plany kooperacji z BND

— pisze „Bild”.

Kryzys zaufania pomiędzy USA a RFN narasta od wielu lat, a jego apogeum nastąpiło w 2013 r., gdy uciekinier NSA – Edward Snowden ujawnił mediom, że agencja podsłuchiwała m.in. telefon Angeli Merkel.

Nie jest wielką tajemnicą, że Amerykanie stopniowo tracą zaufanie do Niemiec w związku z ich „specjalnymi relacjami” z Rosją. Teoretycznie ostygły one po agresji na Ukrainę, jednak Amerykanie wolą trzymać „palec na spuście”.

Slaw/ „deutschewelle.de”